Cytaty
Umiera się w byle jakim miejscu życia. I dzieje człowieka zawarte między urodzeniem jego a śmiercią wyglądają niekiedy jak nonsens. Któż bowiem jest w możności o każdej chwili przemijającej pamiętać, by mogła ona być na wszelki wypadek jego gestem ostatnim? Śmierć nieraz chwyta człowieka in flagranti, zanim zdążył przedsięwziąć jakiekolwiek środki ostrożności. Najbardziej logiczny plan życia, najściślej wyprowadzona formuła jego wartości rozpada się nagle, gdy ujawniona zostanie ostatnia niewiadoma.
s. 7
Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest.
s. 219
Myślę z przestrachem, że świat jest tak wielki (…) przecież mogliśmy wcale się nie spotkać.
s. 152
Bez woli boskiej włos człowiekowi z głowy nie spadnie.
Żyje się krótko i źle. A przy tym tylko ten jeden raz. Czy można żądać od człowieka, by dał to jedno życie zniszczyć?
s. 234
Nie była jeszcze stara i wyglądała na dobrą kobietę.
Kobieta to jest głupia. Po co jej iść za mąż, co ona z tym chłopem użyje? Tylko żeby te dzieci jedno po drugim umierały. Zmarnuje się, zdrowie straci. Czy jej to potrzebne?
Mężczyźni! Jakiś niższy gatunek ludzki, rodzaj zwierząt, które należy opanowywać, ujarzmiać, tresować, które trzeba umieć.
s. 61
Samotność jest złudzeniem. Myśli człowieka krążą zawsze koło innych ludzi i łączą go z ich obcym losem, który na próżno stara się odepchnąć.
s. 58
(…) musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.
s. 218
Łobuz, nawet nie ma mowy – mówiła teraz Jasia. – Wykolejeniec z życia, w tę bandę oszustów należący. Co oni nie wymyślają, takie kanciarze. Brali na zamówienie portrety z fotografii albo na prenumeratę, po siedem złotych od książki. A wszystko na oszustwo. To ile oni mieli pieniędzy. Boże kochany! Pił z nimi i sam się zrobił potajemny oszust. Całe życie skądś te pieniądze bierze, zawsze coś wycygani, do domu, jak się należy, nie przyjdzie, w szynku gdzie pije.
Kawałkiem chleba podzielimy się z tobą zawsze. Jesteś jedynym naszym dzieckiem i nikt na świecie nie może ci być bliższy niż rodzice. Kiedyś przekonasz się o tym, chociaż teraz pewno inaczej ci się wydaje.
Mężczyźni! Jakiś niższy gatunek ludzki, rodzaj zwierząt, które należy opanowywać, ujarzmiać, tresować, trzeba umieć.
s. 61
Ludzie, którym wypadało odbyć swoje jedyne życie w obrębie pierwszej połowy XX wieku, nie mogą tym być zachwyceni. W straszliwym wirze nowoczesnego świata każde obrane miejsce o każdej chwili ulega przesunięciom, wszystko jest płynne, niepewne, grożące wciąż innymi niebezpieczeństwami.
Jak nie ma gdzie ukraść, to do tego stopnia już przyszło, że zbiera na pogrzeby i za życia ludzi chowa. Powie, że mu żona umarła, że nie ma na trumnę - i zawsze mu kto co da. Ma sumienie na pogrzeby żywych zbierać! Mamę to już dwa razy pochował. Potem taka jedna pani, co ją naciągnął, tu do mnie przychodzi i widzi, mama leży, nie umarła, to pyta się, co to znaczy. Z takiego rodu nie wychodzę, żebym ja kłamała. Mówię jej: „Oszust jest, proszę pani, i już, złodziej, tylko go oddać do policji niech gnije w więzieniu”.
Co dla jednych jest podłogą, dla drugich jest sufitem.
„Co tej małej z tego, że grzecznie będzie spała albo że się przeżegna” pomyślała Justyna. „I tak tylko patrzeć, umrze jak tamte. Świata już nie widzi”.
Miał rozkoszne wrażenie przestąpienia nowego progu życia. Otrząsnął się ostatecznie ze swej głupiej, niezorganizowanej młodości.
Wszystkiego się spodziewałam, ale tego, że będę stara, to nigdy.
Nie ufała i jemu. Od razu obliczyła sobie dokładnie dni do czasu, kiedy miał wyjechać. I w tych ramach zażegnanego niebezpieczeństwa dopiero mogła na niego przystać bez goryczy.
Są tacy ludzie, którzy sami sobie niejako aranżują świat i im właśnie wszystko się udaje, choć można by mniemać, że działają pośród fikcji.
s. 50
Ciężko jest uznać rolę swoją za skończoną. Ale świat przetacza się ku nowym decyzjom i ostatecznie cała ludzkość wsłuchana jest w formułę tej diagnozy.
Nie liczymy się wcale z tym, ile innych może kosztować to, co się nam wydaje naszym tak naturalnym prawem. Ile w tym może być nie wiem jakich przymusów, nie wiem jakiego zła. W tym wszystkim, co zastajemy jako gotowe. Strach pomyśleć, z ilu cudzych cierpień i poniżeń składa się czasami takie „szczęśliwe dzieciństwo”.
Zerwać jest najłatwiej. Na to nie trzeba wiele rozumu (…) Ale wytrzymać, ale umieć to jakoś w sobie przemóc – to jest trudniej.
s. 135
Powiadam: nie chcę ci dawać jakichś rad, bo masz swój rozum, tylko po prostu widzę, że on się na tobie poznał. Kto wie, może by coś dla ciebie wyrobił.
Chciałam tej jakiejś niezależności, i ja także, jak pan. Wobec tych wszystkich „starszych”, którzy są winni, że świat jest zły, ponieważ się na to godzą i ciążą tą swoją zgodą nad naszym dzieciństwem. Chcemy odłamać się od nich najgłębiej jak można. A później się okazuje, że to samo jest w nas. Bo nie jesteśmy tak bardzo inni, nie możemy się ich całkowicie wyprzeć.
Nic nie jest niewątpliwe, nic nie jest pewne – a za to możliwe jest wszystko.
Wszelka indywidualna niezależność to jest złudzenie.
s. 57
Kochać się w kobiecie można tylko, gdy się jest sztubakiem, a wszystko później jest zaledwie przybliżeniem do tamtych rozdzierających serce zachwytów, słabym refleksem tego, co możliwe byłoby przeżyć wówczas i czego naprawdę nie przeżywa się nigdy.
Całe życie pracowała, a wszystkiego cztery osoby stoją, jak ją kładą do grobu. Tamci wszyscy, co im gotowała, czy choćby nawet o niej pomyśleli? Nikt. Mogła sobie umrzeć, jak sobie wzięli drugą. Lepiej, że człowiek nie wie, jaki ma pogrzeb.
„Ja ci wcale nie powiadam – mówiła do Elżbiety – że świat jest dobrze urządzony i że każdy ma, co mu trzeba. Ja tylko nie chcę sama jedna cierpieć za to, że jest urządzony źle”.
To, czym jesteśmy dla ludzi, jest ważniejsze niż to, czym jesteśmy we własnych oczach.
s. 114
Umarłemu to wszystko jedno, gdzie leży. Czy tu, czy tam, pod ziemią w dole nie ma różnicy.
– Nie lubię kaktusów – powiedziała [pani Cecylia] do pani Żanci, gdy już zasiadły przy stole. Ale pani Żancia lubiła kaktusy. Nigdy nie wiadomo, gdzie im wyrośnie liść i jak będzie wyglądał ani kiedy któremu przyjdzie do głowy zakwitnąć. Zawsze można po nich oczekiwać jakiejś niespodzianki.
s. 167
Młodość Zenona jest ciężka i gorzka, jest niezgodą na świat i niezgodą na siebie, jest od początku zmaganiem się z czułością i cierpieniem.
s. 11
„Nigdy się nie można nikogo dodzwonić w tym domu, niczego się nie można doprosić”. I jeszcze oczywiście: „Można dziesięć razy umrzeć, zanim nareszcie ktoś się zjawi”.
Tkwiła w tym wstydliwa myśl, że to jest jego „rodzic”, że mu zawdzięcza istnienie. Myśl groteskowa, że jego życie, jedyne i nieodwracalne, ma swoje źródło w erotyzmie tego człowieka. I nie można było tak zrobić, żeby to było obojętne. Bo cały ów nieznośny splot gnieździł się właśnie w tym miejscu uczuć, które jest przeznaczone do szacunku, przywiązania i solidarności. Rzeczą bolesną było wiedzieć, że ten człowiek jest jego ojcem, i że wszystko, co jest z niego, trzeba w sobie za wszelką cenę wytępić.
Wystarczy młody, ładny buziak, żeby opuścić żonę, z którą przeżyło się dwadzieścia lat, żeby opuścić dorastające dzieci.
Czy ty myślisz, kochanie, że ci, którzy dziś doszli do stanowisk, do zaszczytów, to są ludzie naprawdę zdolniejsi od niego? Wcale nie, ja ci zaręczam. To są tylko ludzie, którzy wiedzieli, z kim trzymać, którzy umieli w porę kłaniać się, komu trzeba. Maurycy tego nie umie. A u nas tacy ludzie się marnują.
„No tak, ale gdyby jednak przyszedł diabeł” – myślał i na tę myśl omdlewał ze zgrozy. „Naturalnie, że to jest niemożliwe, ale gdyby przyszedł”… W tych dziecinnych, nikomu niewiadomych nocach udręki jedno było ulgą: że jest ojciec. Ojca można zawołać na pomoc. Ojciec się nie boi. Już on będzie wiedział, co zrobić, on się z tym strasznym rozprawi, to jego rzecz. On na pewno się nie boi. Bo gdyby i on się bał, jak można by znieść noc i ciemność. Musi być ten ktoś jeden, kto się nie boi, kto może osłonić przed ciemnością, w której wszystko jest straszne i niepojęte, przed całą nocą świata. Czy nie dlatego Bóg nazywa się Ojcem?
Szczęśliwa jestem, że mi te dzieci umierają – odezwała się nagle zamyślona. – Pan Bóg wie, co robi. Jak ja bym sobie dzisiaj z czworgiem radę dała.
Życie, które łatwo jest zepsuć, a naprawić tak trudno.
Awaczewicz był zepsuty przez kobiety, dbał o swoją więdnącą urodę jak niegdyś rejent Kolichowski, dawał sobie robić manicure, nosił jedwabne pończochy. Na niewielkiej posadzie robił minę człowieka, któremu doskonale się wiedzie, ubierał się jak z igły, polował, bywał, kupował i sprzedawał samochody, rozmaite sprawy ciągle załatwiał.
„Być w porządku z samym sobą” – co to znaczy? Jest to zawsze w jakimś choćby najbardziej wzniosłym sensie dogadzać swoim chęciom, swoim „wrodzonym instynktom moralnym”. A przecież moralność jest wynikiem życia w społeczeństwie i poza społeczeństwem jej nie ma. Są tylko słowa, które służą do oszukania siebie i zwłaszcza innych.
Tak, niestety, to właśnie jest zazdrość. Bo ja nie kochałem się dotąd w nikim oprócz pani.
Pan nie jest taki, jak drugi, co to nie da dziewczynie przejść spokojnie.
Jak starego człowieka Pan Bóg zabierze, to jest jego prawo umrzeć. Ale jak dziecko umiera, to gorzej żal.
Wystarczy umrzeć, aby stać się zupełnie bezbronnym.
Ciągle o tobie wtedy myślałam, nawet w sam dzień maminej śmierci mi się śniłeś. Wiedziałam, że się wrócisz, że już nie będę taka sama na świecie.
To już wszystkie cytaty.
49 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



