Okładka książki: Pamiętnik narkomanki

Okładka książki

Mawit Druk

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa Mawit Druk. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Pamiętnik narkomanki

Barbara Rosiek

Cytaty

  1. Wydaje mi się, że nie mogę istnieć. Zgubiłam się na drodze do życia. Co było wcześniej? Kawałek dzieciństwa, wolno – nie wolno, zakazy, nakazy. I wielki bunt. I całkowita przegrana. A w końcu triumf dorosłych: „a nie mówiłem?” Pozostał zapach sal szpitalnych, twarze chorych psychicznie i nienawiść do świata, ludzi, życia. I chęć samounicestwienia.

  2. Życie jest nam dane. Mamy żyć dla samego życia. Dla cierpienia. śmierć ma zakończyć nasze cierpienie, więc dlaczego tak się jej boimy? Jesteśmy niczym, a ciągle wmawiamy sobie, że jesteśmy kimś.

  3. Zabrano nam godność i prawo do nauki, zabrano nam wolność. Chcą nas zniszczyć.

  4. Zawsze chciałam być wolnym człowiekiem, a stałam się niewolnikiem pełnej strzykawki.

  5. Udoskonalić ciało i umysł. To takie realne. To takie namacalne.

  6. W samotności pragnę samotności.

  7. Wybrałam życie więc trzeba być konsekwentnym.

  8. Znowu zadaję pytania na które nie znam odpowiedzi.

  9. Uśmiecham się do siebie. Czuję, że jest mnie więcej we mnie.

  10. Wszyscy „silni” bardzo szybko upadają, kiedy życie da im kopa.

  11. Wydawało mi się, że jestem wolna, bo robię to, co chcę. Dziecinne marzenia.

  12. Znowu ktoś umarł. Znaleziono ciało w piwnicy z igłą w żyle. Piękna śmierć narkomańska.

  13. W naszych życiorysach sytuacja zmienia się z minuty na minutę, bo wtedy naprawdę wiele się dzieje, chociaż niewiele robimy.

  14. Zależy mi na innych ludziach, tylko nie potrafię niekiedy ocenić kto przyjacielem, a kto wrogiem. Poza tym mam silne zaburzenia pamięci i nie pojmuję, dlaczego nagle inni przestają się do mnie odzywać.

  15. W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. Bez niej jest wieczna pustka, która dusi, zabija, męczy. I wtedy nie możemy być sobą. Jest się dla siebie zupełnie obcym. Tak zupełnie i bez reszty obcym dla samego siebie.

  16. Umiem już mówić bez słów, tylko kto mnie zrozumie?

  17. Zaczyna się powolne mijanie codzienności.

  18. Żyję ot tak sobie, jak przelotny ptak ze złamanym skrzydłem. Nie mogę pofrunąć dalej.

  19. Wystarczy gest, słowo by zranić tak boleśnie, zniszczyć szansę, cienką nić porozumienia. Skąd w ludziach tyle zawiści? A może to lęk wyrażony agresją?

  20. W ten dzień chciałabym zmienić stan materii i stać się mgłą.

  21. Widziałam najlepsze umysły mego pokolenia, znizczone szaleństwem, łodne, histeryczne, nagie.

  22. W narkomanii nie ma miejsca na przyjaźń – są tylko układy.

  23. Wydaje mi się, że byłam szczęśliwym małym dzieckiem. Dlaczego później tak się wszystko potoczyło?

  24. Tylko boje się ludzi.

  25. Zawsze byłam inna, ale teraz jestem inna inaczej.

  26. Wszyscy młodzi, początkujący, jaki zdeptane kwiaty usiłują zaistnieć przed śmiercią, którą noszę w sobie, którą wstrzykują z pierwszą dawką narkotyku. Samobójstwo rozłożone na miesiące, godziny czy lata. Są jak skoszona trawa, która legła na podmokłym gruncie, zgniją nie dając pożywienia u nikt już ich nie chce pielęgnować, bo są zarażeni.

  27. W ustach miałam metaliczny smak, nogi i żołądek jak z ołowiu.

  28. W te cudowne noce rozbudzają się wieczne tęsknoty za miłością. Lękam się bliskości. Jestem jeszcze zagubionym dzieckiem.

  29. Zaczęłam się bać. Nie wiem czego. I to jeszcze bardziej mnie przeraża.

  30. Tym, co odeszli, tylko pamięć, gdy ma kto pamiętać…

  31. Po prostu jestem. Zaistniałam. To jest takie niesamowite jak spełniona miłość. Otwieram się na życie jak rozkwitający kwiat.

  32. To ja, Barbara Rosiek, umarłam za życia i, o ironio losu, muszę codziennie przyglądać się innym umarłym.

  33. Poznałam nowy rodzaj odmienności seksualnej – kopulacja w lewitacji.

  34. To marzenia, które na kształt urojeń wypełniają moje życie.

  35. To takie proste, zaćpać, spaść, stoczyć się, umrzeć. Nie ma nic prostszego w naturze ludzkiej.

  36. To czas wielkich pytań i wątpliwości.

  37. Są podobno granice, których nie wolno przekraczać. Ja mam wrażenie, że przekroczyłam je wszystkie.

  38. Trzeba tylko pokochać siebie, wyzbyć się nienawiści do świata.

  39. Podłączona mnie do respiratora i czekano. Tracono wiarę i podjęto decyzję o odłączeniu. Wtedy moje serce zaczęło bić.

  40. Są to strome schody do nieba, wąskie i bez oparcia. Możesz iść prosto w górę, nie oglądając się za siebie. Kiedy utracisz równowagę, zranisz się boleśnie lecąc w dół. I zaczynasz wędrować od nowa, jeżeli masz jeszcze siły. Nie możesz się zatrzymać – nie da się żyć ani ustać na żadnej krawędzi, trzeba kroczyć lub spaść. I tak do końca życia.

  41. Przebywanie w umieralnie jest stratą czasu w strefie skażonej śmiercią.

  42. Pogubiłam się we wszystkim jak małe dziecko, nieświadome jeszcze tylu spraw.

  43. Taki już jest człowiek, że nie chce pewnych rzeczy pojąć, kiedy trzeba.

  44. Stan posiadania Barbary R.:

    Mam psa, pisanie i prochy zalecone przez psychiatrę.

    Mam rodziców, którzy mnie kochają bezgranicznie.

    Mam trochę przelotnych koleżanek.

    Mam miłość.

    Mam głupią nadzieję, że może jeszcze warto pożyć.

    Samotność mam i bezsenne noce.

    I szaleństwo posiadam.

    Jestem taka bogata…

  45. Ocal mnie Panie

    Już czas.

    Dokąd? Kiedy?

    Już wielki czas

    W drogę, przed siebie. Wiem tuż, tuż.

    Oddaj mi stopy

    Pluton egzekucyjny

    czeka, madame

    za zdradę człowieczeństwa.

  46. Topię się w morfinie, heroinie jak rozbity okręt na oszalałym morzu.

  47. Potrzebowałam nowej wiary, by coś złego nie stało się ze mną.

  48. Piszę. Piszę – ludzie, nadzieja, smutek, śmierć. Nie piszę – wiara.

  49. Po co żyjesz na tym świecie, jeżeli nic z tego świata ci nie pasuje?

  50. Tyle we mnie niepokoju, można z nim chyba coś zrobić – zniszczyć lub zbudować.

  51. Tylko czasami wydaje mi się, że jestem gdzie indziej, albo że ja to nie ja.

  52. Skąd się bierze w człowieku tyle siły, kiedy wydaje się zupełnie przegrany, stracony, omotany tysiącami sprzeczności, nasłuchuje i wyłapuje jedną dźwięczna nutę, która go prowadzi w życie, trochę po omacku, lecz dobrą drogą.

  53. Panie Boże, pozwól mi zapomnieć o działaniu morfiny, heroiny, kodeiny, opium. Pozwól mi zaistnieć.

  54. Pytał, co chcę robić po maturze. W myślach miałam tylko jedno – ćpać.

  55. Sted popełnił samobójstwo w lipcu. On który twierdził, że się nie da, że trzeba żyć, będzie żył, dopóki starczy sił. Sted, brakło Ci sił? Dlaczego?

  56. Rozklejasz się, Baśka. Nie ma się czym przejmować, trzymasz się jeszcze dobrze. Tomek się kończy – jego brocha. Alfa cię wkurwia – olej go raz na zawsze.

    Tak myślę? Może już tak myślę. Może kiedyś tak samo będą o mnie myśleć inne młode ćpuny, gdy ja będę im serwować towar jak lody.

  57. Świata nie da się zmienić, ale zawsze można zmienić siebie.

  58. Oni o niczym nie wiedzą, nie domyślają się, co noszę w sobie, jekie śmierci, zagłady, poniewierniki, samotności, pragnienia.

  59. Słowa – rany nie gojące się.

    Kiedyś nadchodzi rozpacz, niepojęta i wszechogarniająca, życie staje się bezużyteczną rzeczą, pozbawioną istotnego sensu panującego nad całością.

  60. Tak już ma być zawsze: poranek, gdy nie chce się wstawać, zmierzch, kiedy nie chce się jeszcze umierać, wieczór pełen obaw, niekończące się noce udręk. Już płakać nie potrafię, chyba nie potrafię. A kochać? Gdzie podziało się moje uczucie miłości? Boże, co ja z sobą zrobiłam.

  61. Przegrałam życie… a nie chce żyć nieszczęśliwa. Jestem nieuleczalnie chora: Sama na siebie.

  62. Samotne umieranie jest lepsze niż samotne przeżywanie.

  63. To było mi potrzebne, wybacz, konający ćpunie, lecz pomogłeś mi swoim umieraniem.

  64. To śmierć drażni się ze mną, zamiast zabrać mnie w krainę doskonałości.

  65. Przeklęte to wszystko co, we mnie siedzi.

  66. Serce buntuje się przeciwko nadmiarowi niezdrowych emocji. Wtedy czuję, że to już blisko. To takie niepojęte, poznanie tajemnicy wiecznego snu, na który tylu wokoło zapada. Myślę, że ktoś poprowadzi mnie za rękę w pierwszą otchłań i odnajdę światło.

  67. Sposób na przetrwanie – milczenie.

    Sposób na życie – przetrwanie.

    Sposób na milczenie – śmierć.

  68. Samotność jest zniewalająca, zabija miłość, zabija osobowość.

  69. Nadal nie ma ludzi wokół mnie. Milczenie staje się moją częścią.

  70. Nie chcę być znowu ciekawym przypadkiem, beznadziejnym przypadkiem rokującym poprawę, przypadkiem w ogóle. Nie chcę być czubkiem, psychotropkiem, stukniętą wariatką. I nie chcę być normalna w waszym nienormalnym świecie.

  71. Milczenie jest najcięższą bronią.

  72. Mam „trzęsienie ziemi” w skroniach.wpieprzam narkotyki

  73. Ludzie w kolejkach walczą o byt.

  74. Nie ma mnie, boję się.

    Zjadam się.

    Zabijam się.

    Zmartwychwstaję.

  75. Nie myślę o niczym. Ani o przeszłości, ani o tym, co będzie. Nie myślę nawet o tym, co teraz. Chyba nie dociera do mnie, że mnie zamknęli. Tylko czasami chwyta mnie straszny lęk, boję się panicznie, tylko nie wiem czego. Wtedy wydaje mi się, że zaraz umrę albo zwariuję. Rzeczywistość jest bańką mydlaną. Gdy mocniej odetchnę, wszystko zniknie. Prawdziwą zmorą jest brudna, pokrwawiona strzykawka. To, co po nas zostaje. I jakiś żal w sercach najbliższych. Po wielkiej pustce, jaką im stworzyliśmy.

  76. Możliwe, że wszystko kręci się wokół pieniądza i dupy, ale nie chcę takiego życia.

  77. Niewiele rzeczy pamiętam, chociaż jeszcze i tak za dużo.

  78. Nie rozumiem tego wszystkiego, co mnie otacza, nawet siebie przestałam rozumieć. Coś się ze mną dziwnego dzieje, tylko co?

  79. Nigdy tak mocno nie pragnęłam przyjaciela, kochanka, miłości jak jednego zastrzyku.

  80. Miłość to fizjologiczna psychoza. Całkowite zawężenie procesów poznawczych i intelektualnych. Zaburzenie świadomości. Rozszczepienie emocji i działania. Bywa nieuleczalna.

  81. Na ile można poznać drugiego człowieka? Na tyle, ile on sam pozwala.

  82. Narasta we mnie coś co wybucha w zaskakujący sposób.

  83. Nie chcę być normalną w waszym nienormalnym świecie.

  84. Ma wspaniałe oczy, bez źrenic. Szklana tafle, w której odbija się cała nędza ćpuna

  85. Muszę się sama wyzwolić. Może wtedy uwierzę, że istnieję.

  86. Ludzie w małym miasteczku żywią się plotkami jak planktonem. Konsumują, przeżuwają i trawią w majestacie. Smakują mnie. Jak mnie przetrawią i zatrują się, będę mogła zaistnieć w ich świadomości jako swoja. Na razie usiłują mną manipulować by załatwić swoje stare porachunki.

  87. Mijam delikatnie morfinowe słupki, kompotowe drogowskazy. Dojdę tam sama, w wielkiej dojrzałej samotności.

  88. Leżę na wklęsłym dnie i nikt nie chce nawet zapukać z drugiej strony.

  89. Nie ma ludzi niebezpiecznych dla otoczenia. To otoczenie jest dla nich niebezpieczne. Oni tylko się bronią.

  90. Ludzie nie są przygotowani do przyjęcia spełnionych marzeń.

  91. Noszę w kieszeni śmierć, pieszczę ją między palcami, wygładzam, naciskam czułe punkty.

  92. My jesteśmy zapomnianym światem.

  93. Kiedy ogarnia mnie rozpacz, mam ochotę rzucić to wszystko, wyjść, pobiec przed siebie, donikąd.

  94. Może,

    gdy drgnie ta wielka siła,

    co nie we mnie już,

    lecz ponad waszą niemożliwość – wtedy odejdę na zawsze.

  95. Nie wolno mi tego utracić.

    Nie wolno mi ponownie oślepnąć.

    Nie dojrzę ukochanego człowieka, nie będę potrafiła go odnaleźć.

    Nie będę pamiętała, że szukam miłości.

  96. Nie wiem, co się ze mną dzieje i czekam na kolejny strzał, żeby to minęło. Nie ćpam już dla przyjemności, ćpam, żeby nie czuć.

  97. Należymy do innych światów. Ja jestem stamtąd, czyli znikąd.

  98. Moje oczy nareszcie nabrały blasku i nie są szklaną taflą, pustymi oczami lalki.

  99. Nadal nakładam nowe szaleństwa na każdą świeża myśl. Nasłuchuję świata z głową położoną na torach.

  100. Kto wierzy w nieprawdopodobieństwo?

    Kto ma w sobie taką moc, by powstrzymać ciosy?

    Kto skutecznie obroni się przed złoczyńcą?

    Kto, pytam się

    kto, no kto –

    to zrobi moimi rękoma?

  101. Moje życie – jedno wielkie, niedokończone samobójstwo.

  102. Jestem słaba, psychiczna szmata.

  103. Każde wspomnienie niesie ze sobą ukłucie śmierci.

  104. Moim rakiem jest morfina.

  105. Niekiedy mam wrażenie, że przegrałam swoją walkę o życie, chociaż żyję. Nie ma dla mnie ratunku, bo pozostało mi tylko poczucie bezsensu trwania wśród żywych.

  106. Nie ma koloru, na który reaguję przyjaznym gestem.

  107. Jestem szalona, ale w tym szaleństwie jest niesamowita metoda, która trzyma wszystko w całości.

  108. Miłość niesie w sobie ogromny ładunek tajemnej siły, mocy, które wynosi poświęcenie ponad majestat Boga, prawa, społeczeństwa. To za jej sprawą jesteśmy pokorni, wytrwali, silni i ulegli, upadamy i podnosimy się, żyjemy, przebaczamy.

  109. Nie wiem, kim jestem i czuję to.

  110. Na razie od czasu do czasu podróżuję w snach.

  111. Nigdy nie można odkryć się do końca. Im więcej wiem tym więcej nie wiem. Nadmiar wiadomości budzi tysiące wątpliwości, które nigdy by nie powstały, gdybym milczała.

  112. Lubię samotność, ale niekiedy mam jej już dosyć. Wtedy szukam ludzi, by ponownie się zniechęcić.

  113. Kim jesteś, Filipie? I dlaczego pojawiłeś się w moim życiu?

  114. Mam na lewym przedramieniu wypalone piętno. Piętno śmierci.

  115. Chciałabym sobie odciąć język. Wtedy nie trzeba odpowiadać na pytania, tłumaczyć się, mówić tylu zbędnych słów, porozumiewać się.

  116. Czy wiara jest samooszukiwaniem?

  117. Dużo tu nas, jeszcze mylą mi się imiona. Ludzie jak ludzie, trochę hipów, ale większość to narkomani z przekonania. Bez życia, zmarnowani, smutni. Rozmowy tylko o ćpaniu, wspomnienia. Rzadko się mówi o planach na przyszłość. Tutaj nie ma przyszłości. Trzeba przetrwać teraźniejszość na odwyku, by później znowu iść w Polskę i zatracić się w ćpaniu, w narkotycznym śnie.

  118. Czuję pustkę, jakby nic nie było przede mną i poza mną. Nie rozumiem swego JA.

  119. Ciągle mi brakuje odwagi do życia lub samobójstwa.

  120. Chciałam być mocna, a byłam niczym.

  121. Im bardziej pęd ku życiu zostaje zablokowany, tym silniejszy jest pęd ku zniszczeniu.

  122. Czym jest samotność? Buntem? Pokorą? Lękiem? Winą?

  123. I wtedy opowiem ci, Basiu, historię pewnej narkomanki, która zwyciężyła.

  124. Hemingway napisał, że człowiek nie jest stworzony do klęski. A przecież i on popełnił samobójstwo.

  125. Ile może być krzyku w milczeniu?

  126. Jaka bywa cena spokoju? Rozmowy ze śmiercią? Następnym razem zapytaj siebie w bezpieczniejszy sposób.

  127. Czy można być niedokończoną kobietą?

  128. Czy modlitwy bywają wysłuchane?

  129. Jakie są granice samotności?

  130. Dlaczego trzeba kłamać? By robić to, na co ma się ochotę, a dorośli nie pozwalają, oni w ogóle nie orientują się, co się z nami dzieje.

  131. Ja jestem stamtąd, czyli znikąd. Nie ma mnie.

  132. Chcę wyjść poza siebie.

  133. Dziwne to wszystko. A może to ja się zmieniłam.

  134. Czuję, że zaczynam nienawidzić. Nienawidzić siebie.

  135. Dlaczego wszystko obraca się przeciwko mnie? Bo sama jestem przeciwko sobie. Niszczę się systematycznie, nie daję sobie żadnej szansy. Dokonuję okrutnego mordu na sobie.

  136. Czym ja się od nich różnię? Zabijam dziecko swoich rodziców. Jest to zbrodnia doskonała, niszczenie ludzkich dusz.

  137. Czas zatrzymał się w zniszczonym mózgu i tworzy fałszywą wizję prawdy.

  138. I ja, wielka, ważna gówniara, która była sama dla siebie idolem.

  139. Ćpun-skurwysyn,

    Ćpun-złodziej,

    Ćpun-morderca.

  140. Idę ulicą – puste miejsca

    Płaczę – puste słowa

    Wierzę – puste myśli

    I na cmentarzu –

    puste groby.

  141. Jestem dzieckiem lęku. Jestem dzieckiem śmierci, którą noszę w sobie. Jestem swoją własną samozagładą. Ale jeszcze jestem.

  142. Jestem takim malutkim kwiatkiem, wyrwanym z obojętności i wsadzonym w skałę. Nie przyjmę się tutaj. Ale czeka mnie jeszcze słońce, deszcz i gradobicie. A może jakiś wspaniały ptak słoni mnie swoim skrzydłem.

  143. Gubię się w moim lęku.

  144. Jak można przetrwać noc, taką noc, gdzie wszystko jest ostateczne i nieodwracalne? I nie można umrzeć. I trzeba tu być. Dlaczego musiałam umrzeć za życia?

  145. Czasami tylko czuję, że zawadzam, że nie tutaj moje miejsce, nie wśród tych ludzi.

  146. Choruję na śmierć. W żyłach lęk krąży zamiast krwi.

  147. Ja tylko walczę o siebie.

    Ja tylko nie chcę umierać.

    Ja tylko pragnę pokochać.

  148. Filipie, gdy robiłeś mi pierwszy zastrzyk, wierzyłam, że dajesz mi szczęście. Ale ty już wiedziałeś, że mnie zabijasz. I cieszyłeś się, że kiedyś nie będziesz umierał sam.

  149. Jak nie dać się sobie, jak walczyć ze sobą, co w sobie zabić, by inne żyło?

  150. Dlaczego lubię być sama?

  151. Ćpun wierzy w to, co mówi, tylko za minutę myśli już całkiem coś innego, bo osaczyło go pragnienie narkotyku, które wszystko niweczy.

  152. Czy wytrzymam swoją samotność z wyboru?

  153. Jasność bez światła,

    Ciemność bez mroku.

    Każdy z nas nosi w sobie niespełnioną

    miłość.

  154. Do dupy to wszystko. Kiedyś pójdę na złoty strzał albo się powieszę. I zamkną moje marne zwłoki w białej trumience.

    Dlaczego w białej?

  155. Ćpam sportowo. Nawet ładnie to brzmi. Uprawiam ćpuński sport.

  156. [Filip] Kiedyś latał na szybowcach i wtedy w jego życiu pojawił się Alfa. I kiedyś w moim życiu pojawił się Filip. I kiedyś w czyimś życiu pojawię się ja. I spotkamy się wszyscy tam wysoko, wyżej niż szybowce Filipa, dalej niż gniew Alfy, nawet jeszcze dalej niż moje marzenia.

  157. I wtedy czuję, że żyję w szklanej kuli, a świat jest zdeformowany, jakbym patrzyła przez wypukłe szkło.

  158. Jestem samotnością

    Jestem wolnością.

    Jestem lękiem.

    Jestem psychologiem.

    Jestem schizofreniczką.

    Jestem narkomanką.

    Jestem człowiekiem.

    Kim jestem?

  159. I żyję sobie na oddziale, wędrując od ściany do ściany, od okna do okna, mijając chore dusze, które chodzą po innej, wyznaczonej prostej.

  160. Godzina milicyjna obejmuje także właścicieli psów.

  161. Chciałby, by nawet mocz oddawano do psychoanalizy.

  162. Dlaczego ludzie rozdeptują ślimaki?

  163. Bo jaki jesteś ty, mój świecie? Niby wszystko takie proste, wszystko ma swoje określone miejsce. Tylko, że ja nic z tego nie rozumiem albo rozumiem, kiedy jest już za późno.

  164. Boże, ratuj mnie, kiedy nie zostanie człowieka we mnie ani żadnej innej siły, która powstrzymałaby pęd ku zagładzie.

  165. A my chodzimy tu i tam,

    i jeszcze tam,

    i nie ma wiele chat z otwartymi drzwiami.

    Można pukać,

    ale nie wierząc już w nic.

  166. A może nie trzeba mówić? Może trzeba coś zrobić?

  167. Być spadającą gwiazdą w czyichś marzeniach i spełniać każde życzenie.

  168. Brak wiary w siebie jest początkiem końca w życiu narkomana.

  169. Boję się mówić. Zapomniałam, jak się mówi. Nie wiem, kim jestem, ale nie wiem też, kim oni są.

  170. Bunt nadaje życiu wartość.

  171. Cena jest nie do zapłacenia.

  172. Budzę się i zasypiam z nowym pomysłem samobójstwa.

  173. Będą mi zabierać spokój w chwilach szczęścia, przypominać koszmary w snach.

  174. Budzi się we mnie tyle emocji nie znanych wcześniej, które trzeba oswoić w różnych konfiguracjach i które zderzają się ze sobą jak nieobliczalne cząstki atomu. Tysiące nieprzewidzianych eksplozji o różnej sile.

  175. Adres: kwatera W, siódma aleja, segment dwunasty. Wieczny adres. Amen.

  176. Ból istnienia jest do wytrzymania. Nie do wytrzymania jest ból nieistnienia.

  177. Cały świat jest naćpany.

  178. A jednak muszę godzić się nieustannie z własnym buntem, rozgniewanym sercem, okaleczonym ciałem, chorą duszą, samotnymi powrotami. Trzeba się z tym pogodzić, bo nie ma innej drogi.

  179. Ach, te bezsenne noce, kiedy w ciemnościach na wyciągnięcie dłoni dotykam swego lęku.

  180. Bo narkomani mają piekło na ziemi, czyściec przechodzą w momencie śmierci, cała trucizna uwalnia się w ostatnim oddechu. I potem mają swoją wymarzoną, wyczekaną i wyćpaną szczęśliwość.

To już wszystkie cytaty.

180 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne