Okładka książki: Potop

Okładka książki

Greg

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa Greg. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Potop

Henryk Sienkiewicz

Cytaty

  1. Głupich nigdzie na świcie nie brak, a szczególnie w tym kraju!

  2. Zdrada! morderstwo! hańba! Jesteśmy Szwecją już, nie Polską!

    s. 225

  3. Ale gdy pożyjesz dłużej, poznasz, że gdy ktoś chce czegoś na świecie dokazać, temu nie wolno ni własnej, ni cudzej słabości folgować, nie wolno większych spraw dla mniejszych poświęcać.

  4. Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma!

    s. 109

  5. Kończ… waść!… wstydu oszczędź!…

    s. 138

  6. Odwagę i w nieprzyjacielu cenić należy (…).

    s. 390

  7. Jeżeli cię nie powieszą, to będzie z ciebie pociecha!

    s. 81

  8. Miłość tę przywaliła góra goryczy, rozczarowania i boleści, ale miłość żyła, gotowa zawsze wierzyć i przebaczać bez końca.

    s. 314

  9. W bitwie miejsca się nie wybiera, jeno się stoi, gdzie każą.

    s. 156

  10. – Skąd mam wiedzieć! – odrzekł mały pan.

    – Czyli powiadasz, że czego ci cudza gęba do ucha nie powie, tego ci własny dowcip nie podszepnie. Prawda jest!

    s. 133

  11. Taki to już u nas obyczaj, aby winę zawsze na wodza składać.

    s. 170

  12. Ostrożnym trzeba być. Kto chce, by go woda nie porwała, musi umieć pływać, a kto idzie lasem, w którym dróg nie ma, ten często musi stawać i miarkować, w którą mu stronę iść należy.

    s. 156

  13. Łeb szlachecki, to rejestr, na którym coraz inna ręka szablą pisze…

    s. 180

  14. Wolę otwartego nieprzyjaciela, niż fałszywego sprzymierzeńca…

    s. 294

  15. Pańskie to jakieś dziecko, panie Michale, i za misterna dla żołnierza. Przyznaję, że gładka, ale ja wolę takie, co to i zrazu nie poznasz: armata, czy białogłowa?

    s. 290

  16. Choć są różne grzeczne nacje na świecie, przecie Bóg nasze szczególnie w miłosierdziu swojem przyozdobił.

    s. 119

  17. Bóg stworzył nieprzyjaciół, aby mężowie wojenni łup z kogo brać mieli.

    s. 301

  18. Bogatym zawsze lepiej na świecie.

    s. 19

  19. Szlachcic i żołnierz na to się rodzi, by nie dziś, to jutro gardło dać…

    s. 159

  20. Jam też nie z soli wyrósł, ani z roli, jeno z tego, co mnie boli; (…) a boleli mnie Kozacy, którzy mi tę oto gębę przestrzelili, a teraz boli mnie Szwed.

    s. 70

  21. Gdzie ojca nie ma, tam, pismo mówi, wuja słuchać będziesz.

    s. 34

  22. Wojna nie matka: ze śmiercią jeno ludzi swata.

    s. 16

  23. – Potomne wieki oddadzą nam sprawiedliwość – rzekł Radziejowski.

    – Amen! – dokończył wojewoda poznański.

    Wtem spostrzegł, że oczy mnóstwa szlachty patrzą i przypatrują się czemuś wyżej, ponad jego głową.

    Obrócił się i ujrzał swego błazna, który wspinając się na palce i trzymając jedną ręką za odrzwia, pisał węglem na ścianie radnego domu, tuż nade drzwiami:

    „Mane – Tekel – Fares”.

    Na świecie niebo pokryło się chmurami i zbierało się na burzę.

    s. 229

  24. Nie kodż do lasu, czypać bzu,

    I nie wierz kłopcu, jako psu!

    Bo każdy kłopiec ma w sobie jad,

    Kiedy cię kocha, powiedz mu: „at!”

    s. 116

  25. Kupą tu waszmościowie, kupą!

    s. 132

  26. Wielkiej fantazji kawaler, choć gorączka okrutny.

    s. 13

  27. Głupich nigdzie na świecie nie brak, a szczególnie w tym kraju!

    s. 211

  28. Każdy wiatrak myśli, że grunt skrzydłami machać, a wiesz Michałku czemu? Bo ma plewy pod dachem, alias w głowie. Sztuka wojenna także na fortelach polega.

    s. 140

  29. Zapomniano już w tym kraju różnicy między wolnością i swawolą i oto, jak zbytnia rozkosz boleścią, tak wyuzdana wolność niewolą się zakończyła.

    s. 41

  30. Ja jestem Kowalski, a to jest pani Kowalska, innej nie chcę.

    s. 33

  31. Wstręt i unikanie spraw światowych jest bronią zakonników.

    s. 299

  32. Jeśli taką masz ochotę do stanu małżeńskiego, to się nie martw. Przyjdzie i twoja kolej. Na nic tu szukanie i właśnie wtedy znajdziesz, kiedy nie będziesz szukał.

    s. 255

  33. Gdy pożyjesz dłużej, poznasz, że gdy ktoś chce czegoś na świecie dokazać, temu nie wolno większych spraw dla mniejszych poświęcać.

    s. 128

  34. Chwilami wydawało mu się, że kocha tę dziewczynę, obok siedzącą, więcej niż świat cały, to znów taką do niej odczuwał nienawiść, że zadałby jej śmierć gdyby mógł, jej, ale zarazem i sobie.

    s. 143

  35. Ofiaruj wasza dostojność królowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy.

    s. 34

  36. Nie masz jak droga na duszne troski i niepokoje..

    s. 180

  37. Jędruś! ran twoich nie godnam całować!

    s. 267

  38. Jakaż to wolność, która jednemu przeciw wszystkim oponować pozwala?… Zali ta wolność dla jednego, nie jest niewolą dla wszystkich?

    s. 41

  39. Pan Jan Zamoyski, ordynat, pozwolił im na znak wielkiej przychylności i łaski wejść do miasta. Wpuszczono ich bramą Szczebrzeszyńską, albo inaczej Ceglaną, gdyż dwie inne były z kamienia. Sam Kmicic nie spodziewał się ujrzeć nic podobnego i nie mógł wyjść z podziwu na widok ulic szerokich, włoską modą pod linią równo budowanych, na widok wspaniałej kolegiaty i burs akademickich, zamku, murów, potężnych dział i wszelkiego rodzaju „opatrzenia”. Jak mało który z magnatów mógł się porównać z wnukiem wielkiego kanclerza, tak mało która forteca z Zamościem.

    s. 217

  40. Naści piesku kiełbasy!

    s. 361

  41. Są ludzie, którym majętność nad wszystko milsza, inni za zdobyczą na wojnie gonią, inni się w koniach kochają, ale ja bym waćpanny za żadne skarby nie oddał!

    s. 19

  42. – Gdzieto ona Sobota?

    – Niedaleko Piątku, wasza miłość.

    – Kpisz, Kiemlicz?

    – Zaśbym śmiał! – odrzekł stary, krzyżując ręce na piersiach i skłaniając głowę – jeno się tam tak dziwnie miasteczka nazywają.

    s. 51

  43. – Noga moja więcej tam nie postoi – rzekł głośno.

    Pachołek Syruć, jadący z tyłu, przysunął się zaraz.

    – Co wasza mość mówi?

    – Głupiś! – odpowiedział pan Wołodyjowski.

    – To już mnie wasza mość powiedział, jakeśmy w tamtę stronę jechali..

    s. 158

  44. – Skądże… to waść wiesz, że ona… mnie miłuje?

    – Bo mam oczy i patrzę, bo mam rozum i miarkuję; teraz zwłaszcza, gdym rekuzę dostał, zaraz mi się w głowie rozjaśniło. Najprzód tedy, gdym po pojedynku przyszedł jej powiedzieć, że jest wolna, bom waćpana usiekł, wnet ją zamroczyło i zamiast wdzięczność mi okazać, całkiem mnie sposponowała; powtóre: gdy cię tu Domaszewicze dźwigali, to ci głowę, jak matka unosiła, a potrzecie, że gdym się jej oświadczył, tak mnie przyjęła, jakoby mi kto w pysk dał. Jeśli te racje waćpanu nie wystarczają, to chyba dlatego, żeś przez rozum zacięty i na umyśle szwankujesz.

    s. 175

  45. Najlichsze stworzenie ma ten dowcip, że nieprzyjaciela od swojego odróżni.

    s. 401

  46. – Ociec, prać?

    – Prać!

    s. 72

  47. – Pogawędzimy – rzekł – nie będzie nam się czas dłużył… Aha! to ta orszańska metoda?… widać tam sami musicie groch młócić, bo waćpan machasz jak cepem… Okrutnie się zmachasz. Zaliś to naprawdę w Orszańskiem najlepszy?… Ten cios jeno u pachołków trybunalskich w modzie… Ten kurlandzki… dobrze się nim od psów opędzać. Uważaj waćpan na koniec szabli… Nie wyginaj tak dłoni, bo patrz, co się stanie… Podnieś!…

    s. 136

  48. Każ wasza dostojność dziś jeszcze uderzyć na te dwa tysiące Polaków, którzy są w naszym obozie, bo jak tego nie uczynisz, to oni jutro uderzą na nas… Już i tak bezpieczniej szwedzkiemu żołnierzowi iść między stado wilków, niż między ich namioty. Oto wszystko, co chciałem powiedzieć, a teraz pozwalam sobie życzyć waszej dostojności powodzenia…

    s. 317

  49. Gdy się białogłowa przeciw tobie zaweźmie, choćbyś się w szparę w podłodze skrył, jeszcze cię igłą stamtąd wydłubie.

    s. 134

  50. Kiep ten, kto się swego nazwiska wstydzi.

    s. 27

  51. Łatwiej z kamienia ser wycisnąć, niż pieniądze ze Szwedów.

    s. 166

  52. Nie każda kula zabija, inaczej by już ludzi nie było na świecie, bo matki by nie nastarczyły rodzić.

    s. 262

  53. Mdły to naród, bo ziemia tam okrutnie nieurodzajna i chleba nie mają, bo jeno szyszki sosnowe mielą, z takiej to mąki podpłomyki czyniąc, które żywicą śmierdzą. Inni nad morzem chodzą i co tylko fala wyrzuci, to żrą, jeszcze się z sobą o owe speciały bijąc. Hołota tam okrutna, dlatego nie masz narodu na cudze łapczywszego, bo nawet Tatarzy końskiego mięsa ad libitum mają, a oni czasem po roku mięsa nie widują i ciągle głodem przymierają, chyba, że połów ryb zdarzy się obfity.

    s. 293

  54. Z woza, byle pora sposobna przyszła, możesz dać nura, z Birż także, a z kulą we łbie ciężko uciekać.

    s. 29

  55. Chwalmy Boga i popędzajmy konie.

    s. 169

  56. Rzeczpospolita, to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hyperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą wileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.

    s. 203

  57. Czasem też i okoliczności umieją rozkazywać nie gorzej królów i marszałków.

    s. 294

  58. Sklepu z rozumem nie założysz, bo go na sprzedanie nie posiadasz.

    s. 114

  59. Niebo otworzy się nad nimi i tam wejdą w wesele, w szczęśliwość, jako morze bez granic. Tam Jezus Chrystus je przyjmie i ta Matka Najświętsza, i wyjdzie przeciw nich, a one jako pszczoły złote siędą na Jej płaszczu i w światłości się zanurzą, i w oblicze Boga patrzeć będą…

  60. Dwoje nas było Kasieńko, dwoje na świecie,

    Ale mi się coś wydaje, że jedzie trzecie.

    s. 264

  61. Miłość, jako nasionko leśne z wiatrem szybko leci, ale gdy drzewem w sercu wyrośnie, to chyba razem z sercem wyrwać ją można.

    s. 105

  62. I tak chwiały się umysły pomiędzy obawą a nadzieją, ciężka niepewność przygniatała dusze ludzkie, gdy nagle położył jej koniec uniwersał Bogusława Leszczyńskiego, jenerała wielkopolskiego, zwołującego pospolite ruszenie szlachty województw poznańskiego i kaliskiego dla obrony granic od grożącej nawały szwedzkiej…

    Wszelka wątpliwość znikła. Okrzyk: „Wojna!” rozległ się po całej Wielkopolsce i wszystkich ziemiach Rzeczypospolitej.

    Była to nie tylko wojna, ale nowa wojna. Chmielnicki wspomagany przez Buturlina, srożył się na południu i wschodzie; Chowański i Trubecki na północy i wschodzie, Szwed zbliżał się z zachodu! Ognista wstęga zmieniała się w koło ogniste.

    Kraj był jak obóz oblężony.

    s. 182

  63. Ze szlachtą, mości panowie, trzeba po ojcowsku, nie po dragońsku… Powiesz mu: panie bracie, a bądź łaskaw, a idź, rozczulisz go, na ojczyznę i sławę wspomniawszy, to ci dalej pójdzie, niż dragon, który dla lafy służy.

    s. 20

  64. Mości panowie! na cześć onych przyszłych pokoleń! Niechże im Bóg błogosławi i pozwoli ustrzec tej spuścizny, którą im odrestaurowaną naszym trudem, naszym potem i naszą krwią, zostawujem. Niech, gdy ciężkie czasy nadejdą, wspomną na nas i nie desperują nigdy, bacząc na to, że nie masz takowych terminów, z których by się viribus unitis przy Boskich auxiliach podnieść nie można.

    s. 268

  65. Smoła tak nie przylega do szaty, jak niesława do imienia!

    s. 323

  66. Rzeczpospolita sama jest wielka, w proporcji do niej nie masz wielkich, jeno małe…

    s. 69

  67. Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni.

    s. 31

  68. A i król też był zmieszany, bo Zamość omylił jego nadzieję… Co najwięcej, mimo tego, co mu poprzednio mówiono, spodziewał się znaleźć gród takiej odpornej siły, jak Kraków, Poznań i inne miasta, których tyle już zdobył. Tymczasem znalazł twierdzę potężną, przypominającą duńskie i niderlandzkie, o której bez dział ciężkiego kalibru nie mógł nawet pomyśleć.

    s. 28

To już wszystkie cytaty.

68 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne