Cytaty
Góry kształtują również naturę Gruzina. Gruzin strzeże tajemnicy gór i wierzy, że trzeba je rozumieć. Wie on, że urodził się jako ich strażnik i opiekun, i z tego przekonania czerpie najgłębszą satysfakcję. Dlatego Gruzin nie ma w sobie nic z obywatela świata. Jeździ za granicę bez entuzjazmu i niechętnie osiedla się w innych krajach.
s. 8
Polska będzie jednak silna, bogata, nowoczesna i bezpieczna, bo Polacy na to zasługują, bo mają niezbędny potencjał, wiedzę i energię, bo kochają swój kraj. Czas, żeby po dziesiątkach bardzo trudnych lat żyło się tu godnie, bezpiecznie, łatwo i wygodnie. Polska jest wielkim projektem i nie można jej traktować tak jak fabryki, która tylko powinna dawać pracę obywatelom.
Wielkim wysiłkiem Polaków zewnętrznie nasz kraj w dużym stopniu upodobnił się do państw Zachodu i możemy być z tego dumni. Ale w środku Polska wciąż nie jest krajem naszych marzeń – pod względem łatwości i wygody życia, jakości opieki zdrowotnej, funkcjonowania urzędów, poziomu korupcji, jakości sądownictwa, policji, szkolnictwa czy nauki.
Ojczyzna wzywa! Na to Domin:
A co nam do tego!
Jakże to! rozkłada ręce urzędnik: A wy kto, nie Polak?
Nie.
A kto, Niemiec?
Nie.
To może Francuz?
Nie.
Rusin?
Nie, nie Rusin.
Nu to kto? pyta sie urzędnik. A Domin na to:
Ja tutejszy.
Jaki tutejszy?
A tutejszy, mówio Domin. Z bagna.
Nieszczęśliwy kraj, który potrzebuje bohaterów.
Bo jeżeli ktokolwiek trzy miesiące bodaj dla dobra Ojczyzny za złodzieja uchodzić ma?!… To precz z taką Ojczyzną!… Człowiekiem, sumieniem – w kostki grać?…
s. 360
(...) uświadomiłam sobie, że mieszkam w kraju bajecznie pięknym. Dotąd nie dostrzegałam jego urody. Wszystko wydawało się oczywiste: góry jak góry, morze jak morze, domki jak domki... Musiałam nań spojrzeć cudzymi, świeżymi oczyma.
Pozdrawiaj tak, synu, ojczyznę w dnie jej uroczyste:
Włochy, ojczyzno moja, starodawna i droga ziemio, na której urodził się ojciec mój i urodziła się matka moja, a zaś oboje w tobie pogrzebani będą; ziemio, na której ja sam żyć i umrzeć się spodziewam, a dzieci moje też wzrosną i poumierają. Italio piękna, wielka i od wieków sławna, a od niedawna wolna i zjednoczona, ty, któraś tyle promieni światła geniuszów rzuciła na świat cały, za którą tyłu mężnych zginęło na połach bitew, a tylu bohaterów w kaźniach i na szubienicach – matko trzystu grodów i trzydziestomilionowego potomstwa – oto ja, dziecko twoje, które cię nie znam jeszcze w całej piękności twojej i w całej potędze, czczę cię i kocham z całej duszy mojej i dumny jestem, żem się z ciebie narodził i że się synem twoim zowię!
Twórcy państwa, które otrzymał w spadku Mieszko, o tym nie myśleli. Nie wiedzieli może nawet, że kładą fundament pod Polonię/Polanię – państwo przyszłych Polaków. Ale budowali swoje dziedzictwo z pasją. Wiedzieli, że warto. Ich dziedzice: Mieszko, a potem Bolesław umieli nie tylko to docenić, ale stworzyli coś trwałego, co przetrwało – na razie – ponad już tysiąc lat. W tym, co zbudowali odnajdywać będą swój dom, swoje dziedzictwo także inni, spoza rodziny książęcej, spoza drużyny księcia – ci, których nazwać możemy po prostu mieszkańcami piastowskiego państwa. Tworzyć będą tę więź pracą kolejnych generacji. Są, niemal na pewno, w tej pracy także nasi przodkowie.
s. 78
Kraj ojczysty nie jest hotelem, w którym dość sprzątnąć brudy po przypadkowych gościach. Zbudowany jest przede wszystkim z pamięci, inaczej mówiąc, jesteśmy sobą tylko dzięki pamięci o przeszłości. Tą przeszłością nie możemy dowolnie rozporządzać, chociaż – jako jednostki – nie jesteśmy za tę przeszłość bezpośrednio odpowiedzialni. Musimy nosić ją w sobie, chociaż bywa to przykre czy bolesne. I winniśmy dążyć do tego, aby ją oczyścić.
Wygnańcy, nie tylko z powodów sentymentalnych, muszą bardzo się cieszyć, gdy odwiedza ich ktoś z ojczyzny, jest to bowiem także znak poparcia.
Jakieś dziwne nie ziszczone tęsknoty i głuche niepokoje nurtują nasze serca. Gdzieś kiedyś może stoczyły się na nas z Giewontu lub spłynęły nam w dusze z szumiących wśród nocy olbrzymów Białowieskiej Puszczy. Gdzieś kiedyś może wyszły z dna Bałtyku lub posypały się z niebios takim deszczem iskier, że nie potrafi ich zgasić życiowa szarzyzna.




















