Cytaty
Z kilkudziesięciu lat pracy w charakterze zagranicznego korespondenta w wielu krajach totalitarnych zapamiętałem między innymi oglądanie państwowej telewizji, w której za jedyną rozrywkę służyły tyrady dyktatora przeplatane ludowymi tańcami. W ten sposób aktualny wódz rządził w folklorystycznym raju.
s. 179
Miasta tego wielkiego kraju były wypełnione ramionami rur z portretami bohaterów pracy, zasłużonych żołnierzy, ludzi, którzy poświęcali się dla szczęścia tego kraju. Dziwne, ale lubiłem tych ludzi. Podobali mi się z tym swoim szczęściem i jednoznacznym podejściem do sprawy. Nieświadomi groteski, w której biorą udział, bez żadnej alternatywy, żadnych „albo-albo”, żadnych „może tak, może nie?”. Żadnych „a gdyby?”, żadnych „dlaczego?, po co?, skąd?”. Niepojęte uwielbienie dla jednoznaczności.
s. 11
Trudno sobie wprost wyobrazić, co oznaczało stałe powtarzanie, coraz częstsze, przez wiele lat – Kałmukom, Tatarom, mieszkańcom Kaukazu i Syberii – ludziom pierwotnym, ograniczonym, którzy żyjąc w swej ojczyźnie wśród rozmaitych niebezpieczeństw, biedy i prymitywu, nie szanowali życia ludzkiego tak, jak czynią to obywatele wysoko cywilizowanych krajów: «Niemcy są faszystami, a faszyści to dzikie zwierzęta i trzeba ich zabić!». Przez z górą trzy lata sowieckie radio monotonnie, jak młotem, wbijało w umysły ludzi słowa: «Zabijajcie faszystowskiego okupanta!».
(…) w Teksasie było lepiej niż w Starych Stanach, gdzie – o ile nie było się synem właściciela plantacji – do wzięcia zostały tylko resztki z pańskiego stołu. Spisy ludności dowodzą, że klasy wyższe – Austini i Houstoni – z ochotą pozostawały obywatelami Meksyku, jeśli tylko mogły zachować ziemię. Ich potomkowie prowadzą propagandowe wojny, żeby oczyścić honor rodów i uznać przodków za ojców założycieli Teksasu. Jednak po prawdzie to ludzie tacy jak mój ojciec – goli jak święci tureccy – pchnęli Teksas do wojny.
s. 15
Oczywiście, na marginesie każdej instytucji, po części choćby ludzkiej, są nadużycia, obłuda i inne negatywne zjawiska, ale autorzy atakujący Kościół starają się dowieść, że nie są one marginesem, ale wręcz istotą znienawidzonej przez nich instytucji. Kościół jest instytucją, której ludzie także grzeszą, jednak nie ma się to nijak w proporcji do oskarżeń, jakie są nań rzucane. Choć badania statystyczne wykazały, że skłonności pedofilskie cechuje nikły promień księży, a w środowiskach homoseksualnych ich odsetek sięga około 40%, to wrogowie Kościoła w swojej propagandzie odwracają te proporcje.
s. 150
(...) metoda budowania potiomkinowskich wiosek nie jest bynajmniej taka głupia. W ostatecznym „historycznym” rozrachunku indukuje ona wielkość, której złudy są widoczne tylko dla ludzi wysoko stojących intelektualnie, a iluż takich liczy dana społeczność?
Tak: wpakowali nas w butelkę ojcowie rewolucji! W butelkę wpakowali, propagandą zakorkowali i na zawsze durniami zrobili.
Jedynym miejscem, gdzie uszy odpoczywały od sloganów [w ZSRR], była opera i częściowo kino. Kino stało się naszym narkotykiem.
Początki Polskiego Radia, jak wiadomo, były dość prymitywne. Nie nagrywano wszystkiego, rozmaite rzeczy szły na żywo, głównie uroczystości (…).
Odbywały się pierwsze marsze jesienne. Dostojnik wszedł na trybunę i odezwał się w następujące słowa:
– Towarzyse i towarzyski! Łobywatele i łobywatelki! Wy idzieta w te marsze jesinne na pamiątkie Tadeusa Kościuszki, któren przy boku Armii Radzieckiej pobił hitlerowskiego gada pod Grunwaldem!
(…) Inne wydarzenia były już może mniej barwne, ale przy którymś tam przemówieniu w plenerze mówca rzekł:
– A teraz wznoszę okrzyk…
I w tym momencie w mikrofon poszło potężne, chrapliwe:
– Beeeee! Beeeee…!
A zaraz za tym głos ludzki:
– A pódziesz, cholero! A pódziesz!
s. 195
Wiele z tego, co przyjmujemy w życiu jako fakty, jest niczym innym jak tylko propagandą lub odbiciem tego, jak wydarzenia i ludzie są postrzegane przez osoby uprzedzone lub mało spostrzegawcze. Opowieści przechodzą z ust do ust, z jednego serwisu informacyjnego do drugiego, krążą po skrzynkach e-mailowych, przedostają się od polityków do mas, od świadków do sędziów, i w końcu każą nam wierzyć w najrozmaitsze wersje znacznie zniekształcone lub zgoła z gruntu fałszywe.
Wyrwała stronę z książki i przedarła ją na pół.
Potem cały rozdział.
Po niedługim czasie otaczały ją strzępy podartych na małe kawałeczki stron i słów. Słowa. Po co są słowa? Świat bez słów wyglądałby inaczej. Bez słów Führer byłby niczym. Nie byłoby kulejących więźniów, nie byłoby potrzeby pocieszania się oszukańczymi słowami.
No więc na co są właściwie słowa?
Liesel powtórzyła to jeszcze raz na głos, mówiąc do ścian oświetlonej na pomarańczowo biblioteki:
– Po co są słowa?
Jednym pociągnięciem pióra wojskowi zmienili dzieje powszechne, wymazując wydarzenia, ideologie i osobistości, które reżim dezaprobował. Zmieniono mapy, ponieważ nie było powodu, aby biegun północny leżał tak daleko od ukochanej ojczyzny, jeśli można umieścić go na dole, a przy okazji pomalowano na pruski błękit granice wód terytorialnych, rozszerzając je aż po Azję i Afrykę, a w podręcznikach geografii zawładnięto dalekimi ziemiami, przesuwając bezkarnie granice, toteż w końcu bratnie kraje straciły cierpliwość, podniosły krzyk w Narodach Zjednoczonych i zagroziły, że użyją czołgów i myśliwców. Cenzurę, która początkowo obejmowała tylko środki przekazu, szybko rozszerzono na podręczniki i lektury szkolne, teksty piosenek, treść filmów i rozmowy prywatne. Na mocy rozporządzenia władz wojskowych zakazano pewnych słów, takich jak „towarzysz”, a wielu innych – takich jak wolność, sprawiedliwość i związek zawodowy – przezornie nie wymawiano, choć żadne rozporządzenie nie wyeliminowało ich ze słownika.






















