Cytaty
Więc mimo wszystko zależy ci na rodzinie, kochasz rodzinę, która cię nie kocha? A może samotność jest jeszcze gorsza niż poniżenie, stryju?
– Ten chłopak ciągle mi przysparza klopotów – biedak chciał być naturalny, a wypadało mu to jak w teatrze, Carlitos, był śmieszny – Zazdroszczę panu, don Cayo, pan nie ma dzieci. – Kiedy człowiek się starzeje – a jakże, Carlitos, cayo Bermudez we własnej osobie – to może chciałby mieć kogoś, kto go zastąpi, jak już zejdzie ze świata.
W jakim to momencie Peru tak się skurwiło?
– Uprzedził go? Myślisz, że po tym wszystkim będę mógł spojrzeć mu w twarz? – powiedział Santiago – Umarłbym ze wstydu Carlitos. – Ze wstydu się nie umiera – uśmiechnął się Carlitos.
Nikt nie jest zadowolony ze swego losu, ot co.
Przyszło jej do głowy, że zaraz ją gdzieś będą ciągnąć, że się będzie dusić, i pomyślała nie spojrzę, nie powiem słowa, nie będzie się ruszała, tylko popłynie. Pomyslała: ty głupia, jak możesz słyszeć to, co już minęło? I znów się bała, i znów było jej strasznie żal (…) Było jej coraz bardziej żal, a tymczasem gdzieś się zagłębiała i zapadała z zawrotem głowy, i wiedziała, że wszystko co słyszy, zostanie daleko poza nią, a ona, zanurzając się, spadając, może ze sobą zabrać tylko to uczucie straszliwego żalu.
Moja stara Murzynka mówiła: każde dziecko przynosi ze sobą na świat swój kawałek chleba.
Nikt nie chce być tylko pionkiem.
Gdybym ja miał bronić stanowiska niezgodnego z moim, to chybabym nie mówił ludzkim głosem.
To kto inny mówił, myśli, nie ty. Teraz już trochę mocniejszym głosem, bardziej naturalnym, Zavalita: to nie on, to nie mógł być on. Wszystko rozumiał, wyjaśniał, doradzał z wysokości swego niezaangażowania i myślał, to nie jestem ja. On to było coś maleńkiego i storturowanego, coś, co kurczyło się pod brzemieniem jego głosu, coś, co się wymykało, biegło, rzucało do ucieczki. Nie ambicja, nie rozpacz, nie upokorzenie, myśli, i nawet nie zazdrość. Myśli: to była nieśmiałość.
Nieważne, gdzie się mieszka, tylko co się myśli i robi.
Koła ich auta wpadły w piasek, coś trzasnęło pod nimi, wyprostuj! Krzyknął Periquito, i Dario spróbował, no i w ten sposób rozpieprzyliśmy się, myśli (…). Po bliżej nieokreślonym czasie wszystko się uspokoiło, pogrążone w mroku, pełne bólu i gorąca. Najpierw poczuł cierpki smak i chociaż miał już otwarte oczy, dopiero po dłuższej chwili odkrył, że rozstał się z pojazdem i leży na ziemi, a ów cierpki smak to piasek, którego mu się napchało do ust. Usiłował wstać, oślepił go zawrót głowy i znowu upadł. Potem poczuł, że biorą go za nogi i ręce; podnoszą i oto na dnie długiego, mglistego snu były te dziwne dalekie twarze i to uczucie nieskończonego, jasnego spokoju. Czy to będzie właśnie takie, jasność bez wątpliwości, bez wyrzutów sumienia? Wszystko stało się płynne, niekonkretne i obce i poczuł, że leży na czymś miękkim, co się kołysze.
Idea Boga, idea „czystego ducha”, twórcy świata, nie ma uzasadnienia, twierdzi Politzer, Bóg poza przestrzenią i czasem to coś, co nie może istnieć.
– Jestem przeciwna samobójstwom – powiedziała Aida – Zabić się to stchórzyć. – Et, księże bajeczki – powiedział Santiago – żeby się zabić, trzeba wiele odwagi.
– To najlepsze, co może przypaść człowiekowi, Ambrosio – mówi Santiago – Wierzyć we własne słowa, robić z zamiłowaniem to, co się robi.
– Przecież wiesz tato, że nie mam wielkiej melodii do hulanek
– Muszę to komuś opowiedzieć, zżera mnie to, Carlitos – powiedział Santiago. – Okey, jeżeli ci to poprawi samopoczucie – powiedział Carlitos – Ale zastanów się. Mnie się czasami w krytycznych momentach zbiera na zwierzenia, a potem cholernie mi to ciąży i nienawidzę ludzi, przed którymi się odsłoniłem. Więc żebyś mnie jutro nie znienawidził, Zavalita.
No i na co się to zdało, don, na co tyle obrotności i sprytu, żeby złowić białego mężczyznę. Zyskała nazwisko i znalazła się o szczebel wyżej, ale za to została samiuteńka, bez jednej przyjaznej duszy, i nawet bez matki.
Dobra, jak się z człowiekiem pogada, to zawsze można się porozumieć – rzekł Ludovico.
Na wszystko jest rada, z wyjątkiem śmierci.
Parlament jest dobry dla tych, co nie mają nic do roboty.
Człowiek ma jeszcze swoją dumę, choćby go nie wiem jak zgnoili.
– Pereira myśli, że jeśli Ministerstwo Pracy przyjmie chociażby warunek numer dwa tej petycji, to on będzie mógł…. – Wytłumaczy pan Pereirze, że po to mu płacimy, aby nas słuchał, a nie, żeby myślał – powiedział Bermudez. – Wpakowaliśmy go na ten stołek i ma nam ułatwić zadanie, niech nie komplikuje sprawy własnym myśleniem.
– Kiedy nie chcesz czegoś wiedzieć, to już jesteś dobry, Ambrosio, nie ma mocnego na ciebie.
Poczucie bezpieczeństwa i swobody, oto co dają pieniądze
W życiu jak na huśtawce, raz w górę, raz w dół – uśmiechnął się inspektor Peralta.
– Ty lepiej idź do doktora – powiedział pan Lozano. – Chyba jest na to jakieś lekarstwo, zastrzyki czy cokolwiek, przecież taką głupotę trzeba leczyć, musi coś na to być.
Wszystko zależy od Santosa Vivero, jeżeli on się zgodzi, inni pójdą za nim. Sam wiesz, pójdą jak barany, lider zawsze ma rację.
– Że niby dlaczego pan mi się wydaje taki szlachetny i przyzwoity? – powiedział Ambrosio (…) – No chociażby to, jak pan się zwraca do człowieka (…). Pan nie miesza z błotem każdego, jak don Cayo. Pan z nikogo nie drwi, o wszystkich pan mówi dobrze i tak grzecznie. (…) I jeszcze dlatego, że pan inaczej traktuje ludzi – powiedział Ambrosio – tak elegancko, z takimi ładnymi słówkami, tak inteligentnie. Ja to wszystko słyszę, jak pan rozmawia z ludźmi, don.
– Twój ojciec nie znosi przeciętności – zaśmiał się stryj Clodomiro – Myślałem, że jeśli się nie będziemy widywali, ten uraz mu przejdzie. Od małego był strasznie ambitny. Zawsze chciał być kimś. No i jest kimś, nikt tego mu nie może zaprzeczyć. I ty też powinieneś być z niego dumny. Bo Fermin osiągnął wszystko własną pracą. Rodzina Zoility potem mu trochę pomogła, ale ona miał ugruntowaną pozycję już wtedy, kiedy się pobrali. A tymczasem twój stryj gnił żywcem w prowincjonalnych filiach banku Kredytowego. – Zawsze mówisz o sobie jak o jakiejś miernocie, ale tak naprawdę nie myślisz – powiedział Santiago – I ja też tak nie uważam. Nie masz pieniędzy, ale jesteś zadowolony z życia. – Spokój to nie to samo co szczęście – powiedział stryj Clodomiro – Dawniej wydawało mi się niesłuszne, że twój ojciec tak strasznie obawia się takiego życia jak moje. Ale teraz go rozumiem. Bo czasem, jak zacznę sobie rozmyślać i okazuje się, że nie mam ani jednego wspomnienia, które byłoby coś warte. Biuro, dom, dom, biuro. Same głupstwa, trochę rutyny, tylko to. No ale dość o smutnych sprawach.
Iguana? Dwie oszalałe łapki, maleńki, podłużny obłoczek skłębionego piasku, nitka płonącego kurzu, pełznąca niewidzialna strzała.
– Jeszcze za to zapłaci – powiedziała Queta – To niemożliwe, żeby takie gówno miało takie szczęśliwe życie. – Dla niego możliwe, on ma forsę – rzekł Robertito.
W porządku, masz głowę na karku, ale to nie powód, żeby wszystkich innych uważać za osłów.
Wątpliwości to najgorsza rzecz, mówiła Aida, one cię sparaliżują, uniemożliwią działanie, a Jackobo: przez całe życie łamać sobie głowę czy to prawda? Zadręczać się a może to kłamstwo? – Zamiast działać? Świat się nie zmieni Zavalita. Aby działać, trzeba w coś wierzyć, mówiła Aida, a wiara w Boga nigdy nie służyła do tego, żeby coś zmienić; i Jackobo: już lepiej wierzyć w marksizm, Zavalita, dzięki niemu można wiele zmienić.
– Ale ty się obraziłeś i już nie szukałeś naszego towarzystwa – zaniepokojona i przede wszystkim zmartwiona, myśli – I już nie chodziliśmy razem, i nic już nie było jak przedtem. – Nie obraziłem się, wszystko jest jak dawniej – rzekł Santiago – Po prostu zdałem sobie sprawę, że Jackobo chce być z tobą i że ja jestem niepotrzebny. Ale zawsze jesteśmy przyjaciółmi, tak jak kiedyś.
To osoby się zmieniają, a nie istota sprawy.
– Bo ja jestem jak taki zwierzak, co wobec niebezpieczeństwa kurczy się i nieruchomieje czekając, aż go zdepczą albo mu utną głowę: mówi Santiago – Nie mam wiary ani odwagi, to tak jak być syfilitykiem i trędowatym naraz.
– Całe życie robię różne rzeczy bez przekonania, całe życie udaję (…) – Przez całe życie chciałem w coś wierzyć – mówi Santiago – I przez całe życie: kłamstwo, nie wierzę.
Polityka jest dla nierobów, nie dla ludzi pracy
– Bardzo mi przykro, ale nie mogłem ci pomóc. W polityce trzeba czasem zapomnieć o przyjaźni. (…) – Za błędy w polityce drogo się płaci – powiedział major Parades – To tak, jak na wojnie, Cayo.
Atakuję, kiedy i mnie atakują
Ale widzi pan, policja, polityka, te sprawy nigdy nie są zupełnie czyste. Jak człowiek pracował dla don Cayo, to od razu widział jak to jest.
To już wszystkie cytaty.
42 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



