– Twój ojciec nie znosi przeciętności – zaśmiał się stryj Clodomiro – Myślałem, że jeśli się nie będziemy… — Mario Vargas Llosa
– Twój ojciec nie znosi przeciętności – zaśmiał się stryj Clodomiro – Myślałem, że jeśli się nie będziemy widywali, ten uraz mu przejdzie. Od małego był strasznie ambitny. Zawsze chciał być kimś. No i jest kimś, nikt tego mu nie może zaprzeczyć. I ty też powinieneś być z niego dumny. Bo Fermin osiągnął wszystko własną pracą. Rodzina Zoility potem mu trochę pomogła, ale ona miał ugruntowaną pozycję już wtedy, kiedy się pobrali. A tymczasem twój stryj gnił żywcem w prowincjonalnych filiach banku Kredytowego. – Zawsze mówisz o sobie jak o jakiejś miernocie, ale tak naprawdę nie myślisz – powiedział Santiago – I ja też tak nie uważam. Nie masz pieniędzy, ale jesteś zadowolony z życia. – Spokój to nie to samo co szczęście – powiedział stryj Clodomiro – Dawniej wydawało mi się niesłuszne, że twój ojciec tak strasznie obawia się takiego życia jak moje. Ale teraz go rozumiem. Bo czasem, jak zacznę sobie rozmyślać i okazuje się, że nie mam ani jednego wspomnienia, które byłoby coś warte. Biuro, dom, dom, biuro. Same głupstwa, trochę rutyny, tylko to. No ale dość o smutnych sprawach.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Więc mimo wszystko zależy ci na rodzinie, kochasz rodzinę, która cię nie kocha? A może samotność jest jeszcze gorsza niż poniżenie, stryju?
– Ten chłopak ciągle mi przysparza klopotów – biedak chciał być naturalny, a wypadało mu to jak w teatrze, Carlitos, był śmieszny – Zazdroszczę panu, don Cayo, pan nie ma dzieci. – Kiedy człowiek się starzeje – a jakże, Carlitos, cayo Bermudez we własnej osobie – to może chciałby mieć kogoś, kto go zastąpi, jak już zejdzie ze świata.
W jakim to momencie Peru tak się skurwiło?

