Cytaty
Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba,
że im oprócz Ojczyzny nic się nie podoba.
Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie,
Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie!.
Niech Pociej Macieja,
a nie Maciej Pocieja ma za dobrodzieja.
Samobójstwo jak każda rozpusta
Jest wymyślną; on w głowy szalonym zawrocie
Czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie.
W kociołkach bigos grzano.
W słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.
Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.
Bigos już gotów.
Tegom się spodziewała! Kochasz mnie, więc żyję!
Bo dzisiaj miałam dni me własną ręką skrócić;
Gdy mnie kochasz, mój drogi, czyż możesz mnie rzucić?
Tobie oddałam serce, oddam ci majątek,
Pójdę za tobą wszędzie; każdy świata kątek
Będzie mnie z tobą miły! Z najdzikszej pustyni
Miłość, wierzaj mi, ogród rozkoszy uczyni.
O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju,
Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!
Nigdy we dwóch nie strzelać do jednej źwierzyny.
Prawda, że się wywodzim wszyscy od Adama,
Alem słyszał, że chłopi pochodzą od Chama,
Żydowie od Jafeta, my szlachta od Sema,
A więc panujem jako starsi nad obiema.
Jużci pleban inaczej uczy na ambonie...
Powiada, że to było tak w Starym Zakonie,
Ale skoro Chrystus Pan, choć z królów pochodził,
Między Żydami w chłopskiej stajni się urodził,
Odtąd więc wszystkie stany porównał i zgodził
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie!
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.
Urodzony w niewoli, okuty w powiciu,
Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu.
O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie
Złożona – nie ma sił mówić o tobie!
Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie.
Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju.
Polskę oniemić, jest to Polskę zniemczyć.
O czemże dumać na paryskim bruku,
Przynosząc z miasta uszy pełne stuku.
Wpadam do Soplicowa, jak w centrum polszczyzny;
Tam się człowiek napije, nadysze Ojczyzny!
Niechaj Moskal w las idzie pytać się dębiny,
Kto jej dał patent rosnąć nad wszystkie krzewiny.
Niech słowo „kocham” jeszcze raz z ust twych usłyszę,
Niech je w sercu wyryję, i w myśli zapiszę,
Przebaczę łacniej, chociaż przestaniesz mnie kochać,
Pomnąc, jakeś mnie kochał! I zaczęła szlochać.
I słońce usta sennych promykiem poranka
Drażni jak dziewczę kłosem budzące kochanka.
Lachy braty!
Oj, biada mnie, żem nie miał choć jednej armaty!
Dobrze mówił Suworow: Pomnij, Ryków kamrat,
Żebyś nigdy na Lachów nie chodził bez armat!
[Lasy] litewskie, tak poważne i tak pełne krasy!
Czeremchy, oplatane dzikich chmielów wieńcem,
Jarzębiny ze świeżym, pasterskim rumieńcem,
Leszczyna, jak menada, z zielonemi berły,
Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły;
A niżej, dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,
Ożyna, czarne usta tuląca do malin.
Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce,
Jak do tańca stające panny i młodzieńce;
Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona
Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona
Wysmukłością kibici i barwy powabem:
Brzoza, biała kochanka, z małżonkiem swym grabem.
A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki
Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,
Tam matrony topole, i mchami brodaty
Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,
Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach,
Na dębów, przodków swoich, skamieniałych trupach.
Gdziem nie był, com nie cierpiał!
Jakże mocno musiałem kochać tę niebogę,
Tyle lat!... Gdziem ja nie był: a dotąd nie mogę
Jej zapomnieć i zawżdy jej postać kochana
Stoi mi przed oczyma jakby malowana! Piłem, nie mogłem zapić pamięci na chwilę,
Ani pozbyć się, chociaż przebiegłem ziem tyle!
Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.
Ja bym na Francuzów
Spuścił się w czasie wojny, jak na czterech tuzów.
Było cymbalistów wielu,
Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu.
I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał w księgi umieściłem.
I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki
Mają od starych więcej książkowej nauki;
Ale co dzień postrzegam, jak młódź cierpi na tem,
Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem.
Mężczyźni, póki młodzi, chociaż w myślach zmienni,
W uczuciach są od dziadów stalsi, bo sumienni.
Długo serce młodzieńca proste i dziewicze
Chowa wdzięczność za pierwsze miłości słodycze!
Dwa serca, pałające na dwóch krańcach ziemi.
Miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze!
Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna!
Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy
Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?
Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty jak pierwsze kochanie.
Jacyś Francuzi wymowni
Zrobili wynalazek: iż ludzie są równi.
Ach, to może ostatni! Patrzcie, patrzcie, młodzi,
Może ostatni, co tak poloneza wodzi!
Dosyć mnie na ponczyk i lulkę tabaki. A was lubię, że z wami sobie zjem, popiję,
Pohulam, pogawędzę, i tak sobie żyję.
Domeyki i Doweyki wszystkie sprzeciwieństwa
Pochodziły, rzecz dziwna, z nazwisk podobieństwa.
Była to maskarada, zapustna swawola,
Po której miał przyjść wkrótce wielki post – niewola!
Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza.
Krótkie z sobą spędziliśmy chwile;
Ale one mnie przeszły tak słodko, tak mile,
Że będą długo, zawsze myśli mej przytomne,
I dalibóg, że nigdy ciebie nie zapomnę.
Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa,
Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława.
Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli
I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli.
Zaiste! nic tak uczuć w sercach nie rozpala,
Jako kiedy się serce od serca oddala.
Czas jest to wiatr, on tylko małą świecę zdmuchnie,
Wielki pożar od wiatru tym mocniej wybuchnie.X, Emigracja, Jacek, wersy: 350-353 · s. 285
Jak łatwo może człowiek popsuć szczęście drugim
W jednej chwili, a życiem nie naprawi długim!X, Emigracja, Jacek, wersy: 523, 524 · s. 293
Kto umierającego smuci, wiem, że grzeszy.
X, Emigracja, Jacek, wers 867 · s. 305
Ach! ach! Majorze, dzisiaj żyjem, jutro gnijem,
To tylko nasze, co dziś zjemy i wypijem!IX Bitwa wersy: 238, 239 · s. 254
A służba nie jest drużba...
IX Bitwa, wers 134 · s. 249
Przysłowie ruskie: wszystko można, lecz ostrożnie;
I to przysłowie: sobie piecz na carskim rożnie;
I to przysłowie: lepsza zgoda od niezgody;
Zaplątaj dobrze węzeł, końce wsadź do wody.
Raportu nie podamy, tak się nikt nie dowie.
Bóg dał ręce, żeby brać, to ruskie przysłowie.IX Bitwa, wersy: 126-131 · s. 249
Tak zwycięzców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci.
VIII Zajazd, wers 807 (ostatni) · s. 243
Mówiłem Panu zawsze: procesów zaniechać,
Mówiłem Panu zawsze: najechać, zajechać;
Tak było po dawnemu: kto raz grunt posiądzie,
Ten dziedzic; wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie.V, Kłótnia, wersy: 820-823 · s. 166
Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach
Śmielszy jest aniżeli puszczyk w cudzych dworach...V, Kłótnia, wersy: 620, 621 · s. 158
Ach, bracia, wszak to dawniej szlachcic na zagrodzie...
('Tak, tak, krzyknęli wszyscy: rowny wojewodzie!')IV Dyplomatyka i łowy, wersy: 335, 336 · s. 111
Myśl wielka zwykle usta do milczenia zmusza.
III Umizgi, wers 712 · s. 97
Bo serce nie jest sługa, nie zna, co to pany,
I nie da się przemocą okuwać w kajdany.III Umizgi, wersy: 490, 491 · s. 88
Słowo wiatr, w sporach słownych nigdy nie masz końca...
II Zamek, wers 808 · s. 67
Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzędu...
I Gospodarstwo, wers 744 · s. 31
Litwo! ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.I Gospodarstwo, wersy 1-4 · s. 5
To już wszystkie cytaty.
62 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



