Cytaty
(...) mnie się wydaje, że jeżeli już w ogóle musimy się do kogoś modlić, to lepiej wznosić modły do szatana niż do Boga. Przecież Pan Bóg i tak jest dobry (...), więc nie może wyrządzić nam żadnej krzywdy. Za to diabła, jak zdążyłam się przekonać, koniecznie trzeba umieć obłaskawić. Myślę, że najrozsądniej byłoby zwracać się do niego w następujący sposób: „Dobry szatanie, proszę odstąp ode mnie i nie wódź na pokuszenie. Po prostu zostaw mnie w spokoju, bardzo proszę.”
– Ja mam nadzieję (...) że nikt nie zechce mnie nazwać "siostrą, która nas opuściła". Raz powiedziałam dobitnie moje zdanie na temat "braci i sióstr" pewnemu wędrownemu pastorowi, który przed pięciu laty miewał kazania w Glen. (...) Każdego nazywał bratem i siostrą. Miał doprawdy ogromną ilość krewnych. Pewnego wieczoru ni stąd, ni zowąd schwycił mnie za rękę i błagalnym tonem zapytał: "Droga siostro Bryant, czy pani jest chrześcijanką?". Zmierzyłam go od stóp do głów, a potem odpowiedziałam spokojnie: "Jedyny brat, jakiego miałam, panie Fiske, został pochowany piętnaście lat temu, a od tego czasu nie adoptowałam nikogo na jego miejsce. A co do tego, czy jestem chrześcijanką, to powiem, że byłam nią już wówczas, kiedy pan jeszcze na czworakach po ziemi się czołgał".
s. 216
Mężczyzna nie znaczy zbyt wiele, ale trochę go brak, gdy odejdzie na wieki.
– (...) Swoją drogą, czy to nie obrzydliwe słowo "nekrolog"? Ten sam Piotr, o którym przed chwilą wspomniałam, miał na pewno twarz podobną do nekrologu. Nigdy go nie widziałam, ale nieraz o tym myślałam. Jest jedno okropniejsze jeszcze określenie, jakie znam, to "osierocona wdowa". Aniu, kochanie, jestem wprawdzie starą panną, ale jedną mam w tym pociechę, że nigdy nie będę niczyją "osieroconą wdową".
– Tak, to brzydkie określenie – powiedziała, śmiejąc się Ania. – W Avonlea pełno jest starych nagrobków z napisami "poświęcone takiej to a takiej wdowie po takim to a takim". Zawsze mi to przypominało znoszone i nadjedzone przez mole suknie. Jak to się dzieje, że tyle słów mających związek ze śmiercią brzmi tak niemile? Chciałabym też, aby raz nareszcie usunięto zwyczaj nazywania ciała zmarłego "zwłokami". Zawsze zimno mi się robi, ile razy słyszę przedsiębiorcę pogrzebowego zapowiadającego: "Wszyscy ci, co jeszcze raz chcą spojrzeć na zwłoki, niechaj przejdą na tę stronę". Mam wówczas okropne wrażenie, że jeszcze chwila, a będę świadkiem uczty ludożerców.
s. 216
Często, często myślę o starej gadce, którą wciąż powtarzała moja matka: "Każda potwora znajdzie swego amatora". Kobieta nigdy nie może być pewna, czy nie wyjdzie za mąż, dopóki jej nie pochowają.
s. 176
Boże, jak ja się nacierpię nocami, tylko nikt o tym nie wie, bo nie jestem z tych, co to wiecznie narzekają. Chyba jeszcze was wkrótce odwiedzę, bo do następnej wiosny to już mogę nie dożyć. Wyście się też już dobrze w latach posunęły, więc jeszczeście gotowe zejść z tego świata przede mną. Lepiej umierać, póki żyje ktoś z rodziny, kto człowiekowi pogrzeb sprawi.
s. 236
– Jak by to było wspaniale, panno Shirley, gdyby tak ktoś mógł jednym dotknięciem czarodziejskiej różdżki dać wszystkim kobietom niezwykłą urodę – powiedziała [Rebeka Dew] rozmarzonym głosem. – Tak dla przykładu, jakże ja bym się poczuła, gdyby nagle się okazało, że jestem piękna!
Ale zaraz potem dodała z westchnieniem:
– No ale jakbyśmy wszystkie były piękne, to komu by się chciało pracować?
s. 227
Kuzynka Ernestyna posłała jej [Ani] zgorszone spojrzenie.
– Słyszałam, że pani bardzo lubi się śmiać. Oby się pani zawsze miała z czego cieszyć, ale już chyba niedługo tak będzie. Może się okazać całkiem niespodziewanie, iż życie to smutna rzecz. Boże ty mój, ja też kiedyś byłam młoda.
– Nie do wiary! – nie bez sarkazmu wyraziła wątpliwość Rebeka Dew, podając racuchy. – Myślę, że pani się bała swej młodości, bo też trzeba prawdziwej odwagi, by być młodym, panno Bugle.
s. 230
– Maleńkie dzieci to takie ciekawe stworzenia – powiedziała rozmarzona Ania. – Gdy byłam w Redmond, ktoś rzucił uwagę, że w dzieciach „drzemią niesamowite możliwości”. Pomyśl no tylko, Katarzyno... Nawet Homer był przecież kiedyś dzieckiem... takim maluchem z dołeczkami i wielkimi, błyszczącymi oczami. Wtedy na pewno jeszcze nie był ociemniały.
– Jaka szkoda, że jego matka nie wiedziała, że syn będzie wielkim Homerem – powiedziała Katarzyna.
– No tak, ale z kolei cieszę się, że matka Judasza nie wiedziała, że syn zostanie słynnym zdrajcą – powiedziała łagodnie Ania. – Mam nadzieję, że nigdy się o tym nie dowiedziała.
s. 215
– Przyznaję, że kocięta można topić, bo inaczej byłoby ich zbyt dużo. Ale według mnie, dużego kota zabijać się nie godzi.
– Inaczej by ciocia mówiła, gdyby ciocia widziała Mruczka dwa tygodnie temu – rzekła Stella. – Wyglądał jak diabeł.
– Wątpię, czy diabeł jest taki brzydki – rzekła ciotka Jakubina w zamyśleniu – nie mógłby tak szkodzić ludziom. Ja osobiście wyobrażam sobie diabła jako przystojnego, eleganckiego młodzieńca.
s. 120
– Czy zauważyła pani, że się pani zamek przy spódnicy rozpiął? – spytała Rebeka, stawiając na stole ciasto kokosowe.
– Ja tam nie mam czasu wpatrywać się w lustro – stwierdziła kuzynka Ernestyna uszczypliwie. – No to co, że mi się rozpiął? Mam przecież aż trzy halki. A z tego co wiem, dziewczęta zakładają teraz tylko jedną. Świat staje się taki płochy i frywolny. Nikt już chyba nie myśli o Sądzie Ostatecznym.
– A czy pani uważa, że na Sądzie Ostatecznym będą nas pytać, ile halek nosiłyśmy? – zapytała Rebeka i czym prędzej czmychnęła do kuchni, zanim dosięgły ją oburzone spojrzenia, bo tym razem nawet ciotka Karolina uznała, że Rebeka pozwoliła sobie na zbyt wiele.
s. 233
Nie ma nic bardziej irytującego nad mężczyznę, który nie odpowiada… z wyjątkiem kobiety, która nie odpowiada.
s. 40










