Cytaty
– Jakieś paniątko z Tridentu skarży się, że ludzie twojego ojca spalili mu zamek, zgwałcili żonę i wybili wszystkich chłopów.
– Mam wrażenie, że to się nazywa wojna.
s. 245
Dziękuję bardzo, ale mam już dosyć bitew. Na fotelu siedzi mi się wygodniej niż na koniu, wolę też trzymać w dłoni puchar z winem niż topór. A jeśli chodzi o całe to gadanie o huku bębnów, blasku słońca odbijającym się w zbrojach i o wspaniałych rumakach, które tańczą i parskają, to od bębnów boli mnie głowa, słońce ogrzało moją zbroję tak, że upiekłem się w niej jak gęś na święto plonów, a te sławetne rumaki wszystko obsrywają. Co prawda, nie mam prawa się uskarżać. W porównaniu z gościnnością, jakiej zaznałem w Dolinie Arrynów, bębny, końskie łajno i gryzące pchły to czysta rozkosz.
s. 53
Sztuka wojowania to sztuka cierpliwości.
Źle czyni władca, który chce swoje siły oprzeć na wojsku najemnym, albowiem jak sama ich nazwa wskazuje, temu wiernie służą, kto im płaci. Kto się bije dla zapłaty, ten słabo się bije, zdradę nosi w swoim sercu i czyni nie to, co mu każe zrobić przysięga, lecz własna korzyść. Źle także czyni władca, który prosi o pomoc wojsko posiłkowe od innych władców, albowiem jeśli ono poniesie klęskę i on poniesie klęskę. A jeśli ono zwycięży, on staje się natychmiast jego niewolnikiem.
Nie tylko dla swojej chwały wojuje władca, ale przede wszystkim o szlaki handlowe, o targowiska kupieckie, o bogactwo dla swego kraju.
Na Guadalcanal było tyle much, że człowiek koncentrował się wyłącznie na tym, co jadł. Wszyscy nauczyliśmy się specjalnego sposobu jedzenia: machaliśmy łyżką, żeby strząsnąć muchy, a potem szybko wkładaliśmy ją do ust, zanim zdążyły usiąść z powrotem. Guadalcanal to była parszywa dziura, muszę ci powiedzieć. Były tam pająki wielkości twojej pięści, osy długie jak twój palec, kleszcze i stonogi, po których dostawało się wysypki, jeśli tylko przeszły po twojej skórze. Większość z nas chorowała na malarię albo dungę i wszyscy mieliśmy dyzenterię.
– Nie mam pojęcia, jak to wszystko zniosłeś – powiedziała Elizabeth.
– Powiem ci, jak to zniosłem: nie miałem żadnego wyboru.
To tylko legendy. Nie mamy na to żadnych dowodów. Ale sam pan wie najlepiej, jak trudno w Polsce trafić na ślady historii. Podczas najazdów szwedzkich zniszczono lub wywieziono z kraju wiele bezcennych dokumentów. Później przyszli Rosjanie, Prusacy, Francuzi i znów Rosjanie. Następnie Niemcy, i jeszcze raz Niemcy, i ponownie Rosjanie. Większość dokumentów zaginęła w tych wojennych zawieruchach.
Stroop miał we krwi kult wojny jako instrumentu porachunków i metody zagarnięcia dóbr dla swojego kraju i dla siebie (...). Nieraz powtarzał w celi, że wojna to najlepsze wrota do wolności.
Wojny są pozbawione pamięci i nikt nie ma dość odwagi, aby spróbować je zrozumieć, póki nie umilkną wszystkie głosy zdolne opowiedzieć o tym, co zaszło, póki nie nadejdzie chwila, a w której słowa zaczynają się zacierać, a wtedy powracają z inną twarzą i innym imieniem, by pochłonąć to, co zostało.
Świat, który znałem, rozpadł się na moich oczach. Czułem się jak rozbitek na oceanie, który miotany przez fale jest bezsilny (…).
Wojna zawsze nadchodzi. Zawsze nadchodzi. Nie zdarza się, żeby nie było wojny. Nawet kiedy się wydaje, że nie będzie, i tak będzie. Ludzie w głębi serca lubią się zabijać. I zabijają się, póki się nie zmęczą. Kiedy się zmęczą, trochę odpoczywają, a potem znowu zaczynają się zabijać.
Nie ma wojny, która skończyłaby inne wojny (…). Jedna wojna wyrasta z drugiej. Chłepcze krew rozlaną przemocą, żywi się ciałem zraniony przemocą i rośnie. Walka jest pewnego rodzaju kompletnym, samowystarczalnym stworzeniem.

















