Cytaty
Nikt tak jak ludzie sztucznie lub dobrowolnie izolowani nie potrafi idealizować wszystkiego, co dzieje się poza granicami ich osamotnienia.
Przecież on nie jest chory – walczy z myśleniem o sobie jako chorym. Istota bólu chwytała w sidła każdą myśl, każde uczucie. Bólu, który bez końca powracał w kółko, pomniejszając wszystko oprócz poczucia izolacji – po pierwsze ból, który wypełnia świat, a potem usiłowanie przezwyciężenia go. Dłużej już tego nie ścierpi.
Więc mimo wszystko zależy ci na rodzinie, kochasz rodzinę, która cię nie kocha? A może samotność jest jeszcze gorsza niż poniżenie, stryju?
No i na co się to zdało, don, na co tyle obrotności i sprytu, żeby złowić białego mężczyznę. Zyskała nazwisko i znalazła się o szczebel wyżej, ale za to została samiuteńka, bez jednej przyjaznej duszy, i nawet bez matki.
– Jak to się stało, że nigdy nie wyszłaś za mąż, moja droga? – Lucindita patrzy na nią przenikliwie (…) – Naprawdę nie wiem, jak to się stało. – Urania wzrusza ramionami. – Może z braku czasu, kuzynku. Zawsze byłam bardzo zajęta, najpierw studiowałam, potem pracowałam. Przyzwyczaiłam się żyć sama i nie potrafiłabym dzielić życia z mężczyzną. Wsłuchuje się we własne słowa i nie wierzy w to, co mówi. Natomiast Lucinda nie wątpi w prawdziwość jej słów.
Korzystam z tego, że jestem samotna, papo (…). Mogę przeznaczać czas na czytanie, zamiast na przykład zajmować się mężem i dziećmi.
Czy byłaś jak bryła lodu, Uranio? Tylko w stosunku do mężczyzn. I to nie wszystkich. Jedynie wobec tych, których spojrzenia, ruchy, gesty, ton głosu zwiastowały niebezpieczeństwo. Kiedy zauważysz, że w ich umyśle lub sercu rodzi się chęć flirtowania lub romansowania z tobą, dajesz im odczuć, o tak, lodowatą oziębłość, którą potrafisz roztaczać wokół siebie, jak skunks wydzielający cuchnącą woń, by odstraszyć wroga. Opanowałaś tę technikę po mistrzowsku, a dochodziłaś do doskonałości we wszystkim, czego się w życiu podejmowałaś: w nauce, pracy, niezależności. „We wszystkim z wyjątkiem tego, aby być szczęśliwą.
Tak jak nieraz nocą, tam, w Afryce, podczas pełni księżyca, pod niebem pełnym gwiazd, bez ani jednego powiewu wiatru, który poruszyłby drzewa, wśród cichego brzęczenia owadów. Wszystko było wówczas tak piękne i tak spokojne, że zawsze przychodziła mi do głowy myśl: Bóg istnieje. Jakże bym, widząc to, co widzę, mógł pomyśleć, że Go nie ma?. Ale kiedy indziej, ojcze, znacznie częściej, nie widzę Go, nie odpowiada mi, nie słucha mnie. A wtedy czuję się bardzo samotny. Teraz wciąż mi się to zdarza. Ale samotność bez Boga jest znacznie gorsza. Mówię sobie wtedy: Bóg nie słucha mnie i nigdy nie wysłucha. Umrę tak samotny, jak żyłem. Ta myśl dręczy mnie dniem i nocą, ojcze.
Jego starość, jeśli w ogóle jej dożyje, będzie starością bezpańskich zwierząt.
Lektury stanowiły dla mnie ucieczkę przed samotnością.
Byłam opuszczoną wyspą pośrodku oceanu, bez przeszłości, lecz także, co gorsza, bez żadnych widoków na przyszłość.
Być lubianą nie znaczy, że ma się przyjaciół.












