Cytaty
Oczywiście, nie było nic niezwykłego w obecności młodych dziewcząt w Bębnie. Nawet młodych dziewcząt bez towarzystwa. Zwykle zjawiały się po to, by ów stan zmienić.
Tadeusz udawał, że jej nie dosłyszy
W tłumie rozmów: więc szepcąc tak zbliżył się do niéj,
Że uczuł twarzą lubą gorącość jej skroni; Wstrzymując oddech, usty chwytał jej westchnienie
I okiem łowił wszystkie jej wzroku promienie.
Zaczynam podszczypywać Ritę. 26-go włazi mi do łóżka. Erotyzm.
Za moich czasów szło się do dziewki i mówiło jej się w oczy tym rytmem: „Chcesz, to będziem żyli w kupie, a nie, to ja cię nie kupię!” I każdy wiedział, czego się trzymać…
Ja paliłem i patrzyłem na to wszystko poprzez snujący się fantasmagorycznie dym palonego papierosa. – Jesteś mężczyzną; ja, jak widzisz, jestem kobietą. I uśmiechnęła się. Miękko, ale nie kocio. Kobieco, ale nie zalotnie. Choć może zalotnie, ale jakoś nieprzewrotnie. I nieznacznie. Bardzo delikatnie.
– Z dziesięciu tych, którzy mi się oświadczają, wybieram jednego, który wydaje mi się najciekawszym, bawię się nim, marzę o nim…
– A potem?
– Robię przegląd następnej dziesiątki i wybieram nowego.
Nie uciekaj przedemną dziewko urodziwa!
s. 64
„On zawsze flirtuje z dziewczętami” – powiedziała mojej matce jedna z bezpłodnych bab. Tak, lubiłem dziewczęta. Co mam lubić, tabliczkę mnożenia? Powinienem lubić otępiającą duszę gadkę o pierwszym Święcie Dziękczynienia? Powinienem lubić uderzanie o siebie gąbkami i wytrzepywanie z nich kredowego pyłu? Przywilej, o który rywalizowały niektóre bardziej ociężałe dzieciaki. Nie, ja lubiłem dziewczęta. Od przedszkola nie byłem zainteresowany „chodzi lisek koło drogi” ani zabawą w „gorące krzesła”. Ja chciałem wsiąść do metra z Barbarą Westlake, pojechać na Manhattan, zabrać ją do mojego penthouse’u przy Piątej, pić z nią wytrawne martini (cokolwiek znaczyło „wytrawne”), wyjść na taras i całować ją przy księżycu.
Kiedy w końcu umówiłem się z jedną z tych rozkosznych, cyganeryjnych brzoskwinek, było to straszne dla nas obojga. Dla niej, gdyż na początku wieczoru zrozumiała, że utknęła z niepiśmiennym debilem, który wydawał się nie wiedzieć, jaką rolę odgrywa Stefan Dedalus, i straszne dla mnie, gdyż uświadomiłem sobie, że istotnie jestem półgłówkiem i jeśli chciałbym kiedykolwiek pocałować te nieuszminkowane usta albo jeszcze raz ją zobaczyć, to naprawdę muszę bardziej zagłębić się w literaturę poza Śmiertelny pocałunek. Nie mogłem jechać na anegdotach o Luckym Luciano czy Rubie Waddellu. Musiałem zajrzeć do Balzaca, Tołstoja i Eliota, żeby podtrzymać rozmowę i nie musieć odprowadzić młodej damy do domu, gdy ta nagle stwierdzi, że dopadła ją żółta febra. Wtedy ja wylądowałbym w Dubrow’s Cafeteria, podzielając los innych wyautowanych ofiar sobotniej nocy.
Ja jestem taki wóz,
co chodzi sam do kóz.
s. 127
Jeden kuperek kaczy –
A tylu podrywaczy.
s. 110
Chętnie się dzielę winą –
Z ładną dziewczyną.
s. 109
















