Cytaty
Ta wojna tylko zrobiła miliarderów z milionerów. A dzisiejsza wojna tylko robi bilionerów z milionerów. To się nazywa postęp.
Albert Einstein i Mark Twain pod koniec swojego życia porzucili wiarę w ludzkość, i to pomimo tego, że Twainowi nie dane było oglądać horroru I wojny światowej. Wojna stała się dzisiaj formą telewizyjnego programu rozrywkowego, a tym, co uczyniło I wojnę światową tak wciągającą były dwa amerykańskie wynalazki: drut kolczasty i karabin maszynowy.
Zawsze sobie mówiłem, że pierwsze światło, jakie zobaczę, to będzie błysk wystrzału, który mnie położy trupem.
Wojna wszystkich przeciw wszystkim.
Nic żywego nie zostawało we wsi, oprócz wystraszonych kotów. Meble uprzednio porąbane, szły na podpałkę do kuchni, krzesła, fotele, kredensy, od najlżejszych do najcięższych. A wszystko co można było wziąć na plecy, moi koledzy zabierali ze sobą. Grzebienie, lampki, filiżanki, różne drobiazgi, nawet wianki ślubne – wszystko szło do plecaków. Jakby mieli żyć jeszcze całe lata. Kradli dla rozrywki, żeby wyglądało, że mają tego dobra jeszcze na długo. Wieczne zachcianki.
Armata dla nich to tylko huk. Dzięki temu wojny mogą trwać. Nawet ci, co robią wojnę, robiąc ją, nie wyobrażają jej sobie. Z kulą w brzuchu, zbieraliby w dalszym ciągu po drodze stare łapcie, które mogły „jeszcze się przydać”. Podobnie baran, leżąc na boku, na łące, kona i jeszcze skubie trawę. Większość ludzi umiera dopiero w ostatniej chwili, inni zaczynają i zabierają się do tego dwadzieścia lat przedtem a czasem i wcześniej. To są nieszczęśnicy tego świata.
W tym fachu dawania się zabijać nie trzeba być wymagającym, trzeba to robić tak, jakby życie toczyło się dalej, to jest najcięższe, to kłamstwo.
No i o czym też myślał sobie generał des Entrayes, wysyłając mnie w tę ciszę, przystrojonego w cymbały? Z całą pewnością nie myślał on o mnie. Aztekowie w świątyniach słońca, tak przynajmniej słyszałem, co tydzień wypruwali flaki osiemdziesięciu tysiącom wiernych, składając z nich ofiarę Bogu Chmur po to, aby zesłał im deszcz. Ciężko coś takiego sobie wyobrazić, zanim wyruszy się na wojnę. Ale kiedy się już tam jest, wszystko staje się jasne, a co do Azteków, ta ich pogarda dla ciała innych istot była tą samą pogardą, jaką żywił dla moich bebechów nasz wspomniany wyżej generał Celadon des Entrayes, który skutkiem kolejnych awansów stał się, on także, czymś w rodzaju jasno określonego boga, niby małym, ale potwornie wymagającym słoneczkiem.
Idąc tak przed siebie, przypomniałem sobie ceremonię z dnia poprzedniego. Na łące się to odbyło, na zboczu wzgórza; pułkownik donośnym głosem przemówił do regimentu: „W górę serca! – powiedział... – W górę serca! I niech żyje Francja!”. Kiedy brak wyobraźni, umieranie to pryszcz, ale kiedy wyobraźnia jest, śmierć to za dużo. Takie jest moje zdanie. Nigdy przedtem nie zdarzyło mi się, abym w jednej chwili zrozumiał tak wiele spraw.
Konie to jednak mają szczęście, bo chociaż dostaje im się w czasie wojny, tak jak nam, to przynajmniej nie wymaga się od nich, aby się pod tym podpisywały, żeby udawały, że w to wszystko wierzą. Konie, nieszczęsne, fakt, ale przynajmniej cieszące się wolnością! A dla nas, cóż, niestety, cały ten kurewski entuzjazm!
Ci, co zachowali jeszcze trochę animuszu, stracili go. W tych czasach zaczęto rozstrzeliwać żołnierzy, żeby ich podnieść na duchu, plutonami, i żandarm zaczął być wymieniany w rozkazie dziennym, za sposób, w jaki prowadził swoją wojenkę, swoją własną, istotną, z prawdziwych najprawdziwszą.
Każdy metr cienia przed nami był nową obietnicą, że będzie z tym koniec i że zdechnie się, ale w jaki sposób? Nieprzewidziany w tej historii był tylko mundur wykonawcy. Czy to będzie ktoś z tej strony? Czy też ktoś z tamtej?
Ludziom, którzy nigdy na oczy nie widzieli Francji, upadek Paryża zwiastował śmierć ostatniej nadziei, klęskę bardziej nieodwracalną niż kapitulacja Warszawy.







