Zielone CytatyOstatnio dodane
Najnowsze cytaty z książek w kolekcji Zielone Cytaty — fragmenty dodane przez czytelników, każdy z autorem, książką i stroną, z której pochodzi.
Humanizm religijny jest w niemałym stopniu cyniczny, och, humanizm w ogóle.
s. 69
Wielu moich przyjaciół winą za takie [spiskowe] postrzeganie naszego prezydenta obarcza rasizm. Jednak licznym mieszkańcom Middletown Obama wydaje się obcy z powodów zupełnie niezależnych od koloru jego skóry. Pamiętajcie, że ani jeden z moich kolegów z liceum nie trafił do uniwersytetu z Ivy League. Barack Obama uczył się na dwóch z nich i na obu miał świetne wyniki. Jest błyskotliwy, bogaty i mówi jak profesor prawa konstytucyjnego – bo nim przecież jest.
Za każdym razem, kiedy instruktor darł się na mnie, a ja dumnie stałem na baczność; za każdym razem, kiedy podczas biegu myślałem, że padnę, ale nie odstawałem od grupy; za każdym razem, kiedy nauczyłem się robić coś, co kiedyś uważałem za niewykonalne, jak wspinaczka po linie, byłem bliższy uwierzenia we własne siły.
Kiedy naprawdę żyjesz chwilą obecną – pracujesz, myślisz, jesteś zagubiony, pochłonięty czymś, na czym ci bardzo zależy – wtedy żyjesz duchowo.
W trakcie II wojny światowej (…) jeden z oficerów opisywał, że „dowódcy drużyn i plutonowi musieli wędrować wzdłuż linii ognia i kopać żołnierzy, żeby strzelali. Uważaliśmy, że spisaliśmy się dobrze, kiedy dwóch lub trzech mężczyzn z drużyny faktycznie strzelało”. Oszacowano, że w czasie wojny w Wietnamie na każdego zabitego wroga przypada pięćdziesiąt tysięcy kul wystrzelonych przez amerykańskich żołnierzy. Większość strzałów musiała być wycelowana w powietrze.
s. 305
Gdy mówię o niedolach swoich pobratymców, często słyszę w odpowiedzi wyjaśnienie mniej więcej tej treści: „No pewnie, J. D., że dla białej klasy robotniczej perspektywy się pogorszyły, ale tu stawiasz wóz przed koniem. Jest wśród nich więcej rozwodów, mniej małżeństw, doświadczają mniej szczęścia, bo ubyło tego, co gospodarka ma im do zaoferowania. Gdyby tylko mieli lepszy dostęp do zatrudnienia, poprawiłoby się także w innych aspektach życia”. Kiedyś sam w to wierzyłem, za młodu wręcz rozpaczliwie chciałem w to wierzyć. (...) Doświadczenie bywa jednak niełatwym nauczycielem.
Paskudnie, kiedy od ciebie odchodzą kobiety, myśli Pasza, trzeba byłoby je zatrzymać. Ale jak zatrzymasz kobietę? Kto może ją zatrzymać?
s. 86
Całymi latami usprawiedliwiałem mamę. Próbowałem pomagać jej w walce z lekomanią, czytałem te durne książki o uzależnieniach, chodziłem na spotkania anonimowych narkomanów. Bez słowa skargi znosiłem kolejnych „tatusiów”, którzy za każdym razem odchodzili, zostawiając we mnie pustkę i nieufność do facetów. Zgodziłem się wsiąść do jej samochodu tego dnia, kiedy zagroziła, że mnie zabije, a potem stanąłem przed sędzią i kłamałem, żeby tylko mama nie poszła do więzienia.
Empatia jest tak naprawdę reakcją automatyczną, nad którą mamy tylko ograniczoną kontrolę. Możemy ją powstrzymać, mentalnie zablokować albo nie zadziałać zgodnie z tym impulsem, jednak z wyjątkiem maleńkiego odsetka populacji – psychopatów – wszyscy reagujemy emocjonalnie na sytuację, w jakiej znalazł się drugi człowiek. Fundamentalne pytanie, pominięte w przygnębiającej literaturze z ostatnich trzech dekad, brzmi: dlaczego dobór naturalny tak ukształtował nasze mózgi, że jesteśmy nastrojeni na innych ludzi, cierpimy, gdy oni cierpią, i cieszy nas ich szczęście? Gdyby ewolucyjnie istotne było tylko wykorzystywanie innych, cała ta empatia nigdy by nie powstała.
s. 67
Nie wszyscy w białej klasie robotniczej walczą o przetrwanie. Już od dziecka wiedziałem, że istnieją dwa odrębne kodeksy obyczajowe, dwa warianty presji otoczenia. Moi dziadkowie reprezentowali jeden z nich: staromodni, nieostentacyjnie pobożni, wierzący we własne siły, ciężko pracujący. Moja matka i stopniowo cała dzielnica ucieleśniali ten drugi: skupieni na konsumpcji, odosobnieni, gniewni, nieufni.
Nie wierzcie tym, którzy mówią, że musimy walczyć o przetrwanie, bo taka jest natura. Wiele zwierząt przeżywa nie poprzez eliminowanie innych i przywłaszczanie sobie wszystkich zasobów, lecz poprzez współpracę i dzielenie się. (…) Potrzebna jest więc całkowita rewolucja w tym, jak postrzegamy naturę ludzką. Zbyt wielu ekonomistów i polityków modeluje społeczeństwo ludzkie jako wieczną walkę, jaka ich zdaniem występuje w przyrodzie, a która jest tak naprawdę czczym wymysłem. Zachowują się jak magik, który najpierw podrzuca swoje założenia ideologiczne do kapelusza natury, aby następnie wyciągnąć je triumfalnie za uszy, demonstrując nam, jak bardzo świat przyrody zgadza się z ich poglądami. To sztuczka, na którą zbyt długo dawaliśmy się złapać. Jest jasne, że w świecie występuje konkurencja, jednak ludzie nie mogą żyć, jeśli ograniczą się tylko do niej.
s. 17
Przecież my tu wszyscy, jeśli się dobrze zastanowić, żyjemy jak w internacie. Porzuceni przez wszystkich, ale umalowani. Komu co się dostanie, to nosi. Inna rzecz, że to nic nie zmienia. Można chodzić w kradzionych ciuchach ze szmateksu i czuć się królem świata, a można mieć dobrą ciepłą kurtkę i być tłustym, nikomu niepotrzebnym palantem, myśli o sobie.
s. 127








