Cytaty
Płytki żal i płytka miłość żyją długo. Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.
Kobiety bardziej nadają się do znoszenia cierpień niż mężczyźni.
Będąc w więzieniu w Wordsworth, tęskniłem do śmierci. Umrzeć – było jedynym pragnieniem moim. Kiedy po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu przewieziono mnie tutaj, i kiedy stopniowo zacząłem odzyskiwać zdrowie fizyczne, ogarnęła mnie wściekłość. Postanowiłem popełnić samobójstwo w dniu, w którym opuszczę więzienie. Po pewnym czasie minął ten zły nastrój, zdecydowałem więc, że będę żył, ale że przyoblekę się w posępność, jak królowie przyoblekają się w purpurę. Mówiłem sobie, że nigdy już w życiu nie uśmiechnę się; że z każdego domu, do którego wejdę, zrobię przybytek żałoby; że przyjaciele moi będą musieli zwolna kroczyć obok mnie, pogrążeni w smutku; że nauczę ich, iż melancholia jest istotnym tajnikiem życia; że zarażę ich cudzym smutkiem, że zatruję ich radość własnym moim bólem.
Czasem jednak zdarza się w życiu naszym tragedia, posiadająca pierwiastki artystycznego piękna.
Hipomaniakalna męka hipomaniakalna niewysłowiona męczarnia niewysłowienia boleść niewysublimowania ból palca paznokcia zęba ucha.
Człowiekowi zdaje się zawsze, że jego osobiste cierpienie jest największe na świecie. A jego cierpienie jest tylko kropelką w oceanie…
Drga, błyszczy w słońcu i barwy przybiera –
Z bólem na zawsze ta ziemia złączona
I tylko smutek jej bramy otwiera.
Przyszłe lata, dziesiątki lat, przybierały dla mnie, kiedy szedłem ulicą, czujny i napięty wygląd zupełnej daremności i cokolwiek przeżyłem dotychczas, spiętrzyło się po krótkim okresie ulgi czy samoobrony, zgęstniało, tak że gotów byłem twierdzić, przyznaję się szczerze, że nad tym właśnie kawałkiem Europy ciąży przekleństwo, że nie ma żadnej rady. I być może, gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze, żeby matki nie opłakiwały już zabitych na barykadach siedemnastoletnich synów i córek, żeby trawa nie rosła na popiołach Treblinki, Majdanka i Oświęcimia, żeby na koszmarnych, zdeptanych wydmach przedmieścia nie rozlegał się dźwięk ustnej harmonijki pod karłowatą sosną. Bo jest gatunek litości, którego nie można udźwignąć, i wtedy wysadza się jej przedmiot w powietrze przynajmniej subiektywnie, tj. owłada nami jedyne pragnienie: żeby nie patrzeć.
Nigdy nie wie się, co poradzić z tym krzykiem, co odzywa się w nas samych.
Miłosierdzie, empiryjskie światło, wieczność – połączenie – a w rzeczywistości co? – trup dziecka na cmentarzu i matka, która wije się z bólu…
Żeby ja ciebie nie pokochał, byłby ja wolny jak wiatr w polu i na sercu swobodny, i na duszy swobodny, a sławny jak sam Konasewicz Sahajdaczny. Twoje to liczko mnie nieszczęście, twoje to oczy mnie nieszczęście; ni mnie wola miła, ni sława kozacza!
Każden ma inna naturę. W jednego, owo, tak nieszczęście uderzy, jakobyś, figuraliter mówiąc, kamień w rzekę wrzucił. Nibyć to woda po wierzchu płynie, a przecie on tam na dnie leży, a bieg przyrodzony hamuje, a zawadza, a tak okrutnie rozdziera, i będzie leżał, będzie rozdzierał, póki wszystka woda do Styksu nie spłynie! (…) ale takim gorzej na świecie, bo w nich i boleść, i pamięć nie mija. Inny zasię eo modo klęskę przyjmie, jakobyś go pięścią w kark huknął. Zamroczy go zrazu, potem przyjdzie do siebie, a gdy siniec zgoi, to i zapomni. Oj, lepsza taka natura na tym pełnym przygód świecie.



















