Joseph Heller
Cytaty
– Jak długo będę musiał czekać, żeby wejść do majora?
– Dopóki nie wyjdzie na lunch – odparł sierżant Towser. – Wtedy będzie pan mógł od razu wejść.
– Ale wtedy go tam nie będzie?
– Tak jest, panie poruczniku. Major Major będzie u siebie dopiero po lunchu.
(...) sierżant Towser trącił go w ramię i oznajmił, że jeśli nadal chce, może teraz wejść do majora Majora, ponieważ major Major właśnie wyszedł. Appleby przybrał z powrotem sprężystą wojskową postawę.
– Dziękuję, sierżancie – odparł bardzo oficjalnie. – Czy prędko wróci?
– Zaraz po lunchu. Wtedy będzie pan musiał wyjść i zaczekać, dopóki nie wyjdzie na kolację. Major Major nigdy nie przyjmuje nikogo, kiedy jest u siebie.
– Co powiedzieliście sierżancie?
– Powiedziałem, że major Major nigdy nie przyjmuje nikogo, kiedy jest u siebie.
Appleby przez kilka chwil piorunował Towsera wzrokiem.
– Sierżancie – odezwał się w końcu surowym tonem oficjalnej reprymendy i zrobił pauzę, jakby chciał mieć pewność, że zyskał jego niepodzielną uwagę. – Czyżbyście robili ze mnie balona dlatego, że dopiero zjawiłem się w eskadrze, a wy jesteście tu od dawna?
– Skądże znowu, panie poruczniku – odparł Towser. – Takie mam rozkazy. Może pan zapytać majora Majora, kiedy go pan zobaczy.
– To właśnie zamierzam zrobić, sierżancie. Kiedy będę mógł go zobaczyć?
– Nigdy.
s. 273
– O co się mnie oskarża?
– O przestępstwa, o których agenci wywiadu nic jeszcze nie wiedzą. Dlaczego ksiądz nie chce się do nich przyznać?
– Jak mogę się przyznać, skoro oni nie mówią mi, do czego?
– Jak mogą powiedzieć, skoro sami tego nie wiedzą?
s. 328
– Możecie zbombardować kogoś, zanim jeszcze postanowicie to zrobić. Postanowicie to dzisiaj, a sprawę załatwi się wczoraj!
– Naprawdę nie sądzę – odezwał się ktoś – żebyśmy potrzebowali samolotu, który jest w stanie zbombardować kogoś wczoraj.
– Pomyślcie o możliwościach, jakie się otwierają argumentował Wintergreen. – Japończycy atakują Pearl Harbor. Wy strącacie ich dzień wcześniej. (...)
– Nasz pierwszy zdolny do lotu bombowiec może wejść w skład wyposażenia sił powietrznych w roku dwutysięcznym i rozsławić na wieki wasze imię.
– A co będzie, jeśli zaangażujemy się w wojnę nuklearną przedtem?
– Wtedy nie dostaniecie naszego produktu. Musicie poczekać.
– Wasz bombowiec stanowi w takim razie narzędzie pokoju.(...)
– Naszego narzędzia pokoju można również użyć do nalotów dywanowych na miasta.
– Nie chcemy bombardować celów cywilnych.
– Owszem, chcemy. To znacznie obniża koszty.
s. 304
Był więc tylko jeden kruczek – paragraf 22–który stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej latać i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać.
Dobrze jest czegoś pragnąć. Teraz się o tym przekonuję. Kiedyś budziłem się rano każdego dnia z głową pełną pomysłów i nie mogłem się doczekać, żeby je zrealizować. Teraz budzę się apatyczny i zastanawiam się, w jaki sposób mógłbym się rozerwać. To zdarzyło się z dnia na dzień. Któregoś dnia obudziłem się stary, tak po prostu. Skończyła się moja młodość, a mam tylko sześćdziesiąt dziewięć lat.
s. 295
Wraz ze zwiększeniem się częstotliwości ich spotkań osłabło lubieżne podniecenie, którego doznawał, marząc o zaskakujących zmysłowych rozkoszach i dokonywanych wspólnie z Melissą odkryciach. Zbyt szybko się do siebie przyzwyczaili – to zdarzało się już wcześniej. To zdarzało się za każdym razem – i podjął już decyzję, że powinni zacząć się rzadziej widywać. Kiedy nie szli do łóżka ani nie planowali, co zjeść, często nie mieli zbyt wiele do roboty. To też zdarzało się już wcześniej, to zdarzało się za każdym razem. A nie robienie niczego było bardziej krzepiące, kiedy nie robiło się nic w samotności.
s. 405
Co za cholerny świat! Zastanawiał się, ile ludzi jest pozbawionych środków do życia tej nocy nawet w jego zamożnym kraju, ile domów jest ruderami, ilu mężów pijanych i żon pobitych, ile dzieci jest dręczonych, wyzyskiwanych lub porzuconych. Ile rodzin głoduje nie mogąc sobie pozwolić na kupno żywności? Ile serc jest złamanych? Ile samobójstw zdarzy się tej właśnie nocy, ile ludzi zwariuje? Ile karaluchów i kamieniczników będzie tryumfować? Ilu zwycięzców przegrywa, ile sukcesów jest klęskami, ilu bogaczy biedakami? Ilu cwaniaków jest głupcami? Ile szczęśliwych zakończeń jest nieszczęśliwymi zakończeniami? Ilu prawych ludzi jest kłamcami, ilu odważnych tchórzami, ilu wiernych zdrajcami, ilu świętych było grzesznikami, ile ludzi obdarzonych zaufaniem zaprzedało duszę szubrawcom za parę groszy, ilu w ogóle nigdy nie miało duszy? Ile prostych dróg jest krętymi ścieżkami? Ile najlepszych rodzin jest najgorszymi rodzinami i ile zacnych ludzi jest niecnymi ludźmi? Gdyby tak dodać ich wszystkich, a potem odjąć, zostałyby może same dzieci i może jeszcze Albert Einstein, i gdzieś tam jakiś stary skrzypek albo rzeźbiarz.
Słysząc alarm i widząc mrugające na konsoli kolorowe światełka, prezydent ucieszył się, że udało mu się wreszcie coś uruchomić. Zadowolony z siebie odchylił się i dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że nie ma pojęcia, jak zatrzymać to, co zapoczątkował. Bezskutecznie naciskał wszystkie guziki.
(...) – To działa – oświadczył uśmiechając się prezydent. – Widzicie? Podobnie jak ta gra obok.
(...) – Wystrzelił pan wszystkie nasze rakiety!
– Wysłał pan nasze samoloty!
– Ja je wysłałem? Dokąd?
– Wszędzie! Tym czerwonym guzikiem, który pan wciąż naciska!
– Tym? Nic o tym nie wiedziałem.
– Niech pan go już więcej nie dotyka!
– Skąd miałem wiedzieć? Wezwijcie je wszystkie z powrotem. Powiedzcie, że bardzo mi przykro. Nie zrobiłem tego naumyślnie.
– Nie możemy wezwać z powrotem rakiet.
– Ale możemy wezwać z powrotem bombowce.
– Nie możemy wezwać z powrotem bombowców! Przypuśćmy, że ktoś zastosuje kroki odwetowe. Musimy załatwić ich pierwsi.
– Nic o tym nie wiedziałem.
– Musimy także wysłać wszystkie nasze bombowce drugiego uderzenia na wypadek, gdyby zechcieli podjąć kroki odwetowe po naszym pierwszym.
– Chodźmy, panie prezydencie. Nie mamy ani chwili do stracenia.
– Dokąd?
– Do podziemi. Do schronów. Triage... nie pamięta pan?
– Jasne. Grałem w to, zanim nacisnąłem ten guzik.
– Niech to wszyscy diabli! Z czego pan się, do cholery, śmieje?
– Nie ma w tym, kurwa, nic śmiesznego!
– Skąd miałem wiedzieć?
– Szybciej! To my jesteśmy tymi, którzy muszą przeżyć.
s. 545
Generał Peckem zaleca nawet, abyśmy wysyłali naszych żołnierzy do walki w mundurach wyjściowych, aby wywierali dobre wrażenie na nieprzyjacielu, jeżeli zostaną zestrzeleni.
Yossarian kochał się w pokojówce w cytrynowych majtkach, ponieważ była chyba jedyną kobietą, z którą mógł się kochać nie ryzykując, że się w niej zakocha.
Do czego to podobne, żeby człowiek w jego wieku narażał tę resztkę życia, jaka mu pozostała, dla czegoś tak absurdalnego jak ojczyzna.
Ja wam powiem, co to jest sprawiedliwość. Sprawiedliwość to kolanem w brzuch z ziemi w zęby w nocy skrycie nożem z góry w dół na magazyn okrętu przez worki z piaskiem wobec przeważającej siły w ciemnościach bez słowa ostrzeżenia. Za gardło. Oto, czym jest sprawiedliwość, kiedy musimy być twardzi i niezłomni, aby stawić czoło szkopom. Z biodra. Rozumiecie?



