Dennis Teemer przyglądał się cywilizacji – przechwalał się ogarnięty najgłębszym pesymizmem – i widział… — Joseph Heller
Dennis Teemer przyglądał się cywilizacji – przechwalał się ogarnięty najgłębszym pesymizmem – i widział mikrokosmos komórki.
– Są jeszcze dwie rzeczy dotyczące tych komórek rakowych, które powinny was zainteresować. W laboratorium żyją wiecznie. I brakuje im samokontroli.
(...) Komórka rakowa jest zdrowa – brzmiała odpowiedź, która nie spodobała się żadnemu z nas – jeśli za wyznacznik zdrowia uznać siłę, mobilność i zdolność do wzrostu i ekspansji.
(...) Komórka rakowa jest sama w sobie normalna brzmiała kolejna frustrująca odpowiedź. – I z biologicznego punktu widzenia nie ma powodu oczekiwać, by zachowywała się inaczej. Może żyć wiecznie...
(...) W laboratorium żyje wiecznie, w przeciwieństwie do innych. Brakuje jej samokontroli i niepowstrzymanie się mnoży. Czy nie jest to przejaw zdrowia? Komórki rakowe migrują, kolonizują i rozprzestrzeniają się.
(...) Biologicznie rzecz biorąc, dlaczego mielibyśmy oczekiwać, że w świecie ożywionym nie powinny istnieć komórki bardziej agresywne od innych? Biologia zawsze robi to, co musi. Nie wie, dlaczego to robi, i nic jej to nie obchodzi. Nie ma żadnego wyboru i w przeciwieństwie do nas nie szuka przyczyn.
s. 474Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Wszystko, co widzicie, panowie, na tych rysunkach, jest zgodne z rzeczywistością – kontynuował Milo – z wyjątkiem tego, co jest z nią niezgodne. Nie chcemy pokazać niczego, co pozwoliłoby innym zneutralizować albo skopiować naszą technologię. To chyba rozsądne posunięcie, generale Bingam?
– Absolutnie, Milo.
– Ale w jaki sposób mamy się dowiedzieć – protestował grubas z Departamentu Stanu – jak naprawdę wygląda ten samolot?
– Dlaczego, kurwa, musi pan to wiedzieć? – odparował Wintergreen.
– Jest niewidzialny – dodał Milo. – Dlaczego chce go pan koniecznie zobaczyć?
– Domyślam się, że nie musimy tego wcale wiedzieć, prawda? – zgodził się generał brygady, spoglądając w stronę admirała.
– Po co mamy to wiedzieć? – dziwił się ktoś inny.
– Wcześniej czy później – denerwował się chudy stronnik Strangelove'a – będzie chciała wiedzieć o tym prasa.
– Pierdolę prasę – odparł Wintergreen. – Pokażemy im te obrazki.
– Czy są prawdziwe?
– A jakie to ma, kurwa, pierdolone znaczenie, czy są prawdziwe, czy nie?! – pieklił się Wintergreen. – Kiedy odkryją, że ich okłamaliśmy, będą mieli co najwyżej kolejną pierdoloną sensację.
– Zaczyna pan nareszcie, kurwa, mówić językiem, który rozumiem – oświadczył adiutant komendanta piechoty morskiej.
s. 302
– Pańskie pierdolone fotele katapultowe znajdowały się pierwotnie w planach dla pierdolonego starego stealtha. Z naszych raportów wynika, że podczas prób rozrywały na kawałki manekiny.
– Możemy dostarczyć tyle manekinów, ile pan potrzebuje – oświadczył Milo.
Grubas wywrócił się i rozbił sobie nos.
– Mojego poprzednika niepokoił, jak sądzę – wtrącił dziekan wydziału nauk humanistycznych i społecznych Akademii Wojennej – los ludzi, a nie manekinów.
– Możemy dostarczyć mu tylu ludzi, ilu potrzebuje.
Chudzielec zgłupiał, a Grubas zapomniał języka w gębie.
– Interesuje nas ich bezpieczeństwo. Twierdzi pan, że pańskie maszyny mogą pozostawać w powietrzu przez długi czas, być może nawet przez całe lata. Nasze maszyny z ludźmi na pokładzie muszą być zdolne do powrotu.
– Po co?
– Po co?
– Tak, po co?
– Po co mają wracać?
(...) – Dokąd miałyby wracać, ty kutasie? – zapytał Wintergreen. – Tutaj również nie zostanie przecież kamień na kamieniu.
s. 306
Teemer, pryncypialny, pracowity i melancholijny, stanowił; jak ujął to Yossarian, kolejną ofiarę prowadzonej przez samego siebie wojny z rakiem. Wyznawał teraz pogląd, że żywe komórki nowotworowe i ginące społeczeństwa reprezentują tę samą jakość. Wszędzie widział nowotwory. To, co widział w komórce, odnajdywał w powiększonej skali w organizmie, a to, co zachodziło w człowieku, widział odwzorowane na poziomie grupy społecznej. Był zwolennikiem kontrowersyjnego poglądu – tak samo jego zdaniem zdrowego i ekspansywnie się rozprzestrzeniającego jak złośliwa tkanka, w której badaniu się specjalizował – że wszelkie mnożące się w niepowstrzymany sposób zgubne ekscesy są równie normalne i nieuniknione jak rozrost złośliwych komórek, które znał z życia zwierzęcego i roślinnego.
s. 474

