Cytaty o sławie

100 cytatów · 69 autorów

Cytaty

  1. Napisałem bardzo radykalną rozprawę semestralną podczas wykładów o procedurze sądów wojskowych i ta rozprawka narobiła diabelnie dużo szumu w West Point. Miałem najrozmaitsze dowody uznania. Podkreśliłem tam, że procedura prawna zawsze milcząco opiera się raczej na abstrakcyjnej sprawiedliwości i że w konsekwencji, na przekór kodeksom prawnym, właśnie te stosunki określają werdykty sądów. A to oczywiście jest równoznaczne z polityką. Widzicie? Rozumiecie mnie? (…) To była prawdziwa bomba! Udowodniłem ponad wszelką wątpliwość, że nie ma czegoś takiego jak abstrakcyjna sprawiedliwość po prostu, z tej przyczyny, że na każde rozstrzygnięcie prawne wpływa ciągła zmienność poglądów społecznych. (…). Ażeby mieć ba tym świecie uznanie, trzeba ludzi zaskakiwać. Ktoś kiedyś powiedział, że zła reklama jest lepsza niż żadna. Ale ja mówię, że zła reklama jest lepsza od dobrej. Zaszokować ludzi, a będą nas pamiętać.

  2. Przez te lata napisałam dziesięć książek, stałam się sławna aż do bólu, do kolejnego cierpienia.

  3. [Moderniści] pisząc historię, starają się wydobyć na światło dzienne wszystko, to, co stanowi – wedle ich zapatrywania – ciemną plamę w dziejach Kościoła, a czynią to pod pretekstem mówienia całej prawdy – z pewnego rodzaju zadowoleniem. Ulegając pewnym z góry postawionym sobie twierdzeniom, niszczą o ile mogą całkiem apriorycznie pobożne tradycje, będące w powszechnym użyciu. Ośmieszają święte relikwie czczone dla ich starożytności. Wreszcie pożera ich żądza sławy: rozumieją też, że nikt o nich nie będzie wiedział, jeżeli będą mówić to, co dotychczas mówiono. Tymczasem przekonani są, że w ten sposób służą Bogu i Kościołowi: w rzeczywistości jednak wyrządzają mu nieobliczalne szkody, nie tylko może tym, co czynią, ile duchem, który ich ożywia oraz poparciem, jakiego doznają zewsząd zawodne ich wysiłki.

  4. Mania triumfów była prawdziwym przekleństwem dla Rzymu. Ileż to niepotrzebnych wojen stoczono jedynie dlatego, że wodzowie pragnęli w blasku chwały i w wieńcu na głowie przejechać ulicami Rzymu

  5. To, co najgroźniejsze w byciu aktorem, co ja nazywam „błazeńskim schorzeniem”. (…) zasadza się na tym, że jeśli pewien typ zachowania i stworzonej przez aktora osobowości został zaakceptowany i polubiony przez publiczność, aktor zaczyna z próżności, dla własnej wygody, aby być dalej lubianym, przenosić ten typ zachowania na życie. I tu zaczyna się błazeństwo – choroba. Młodzi adepci aktorstwa, uważajcie, połykając szlachetnego bakcyla teatru, połykacie go z wirusem próżności. Zacznijcie z nim walczyć już teraz! Ulotkę tej treści proponuję rozdawać w czasie egzaminów wstępnych do szkół teatralnych.

  6. Jak nie zachorować na ten aktorski AIDS? Pewnie kochać bardzo najbliższych i żyć głównie dla nich, pewnie często myśleć o swych pomyłkach, błędach. Analizować głosy krytyczne o sobie. Przebywać czasem za granicą, gdzie nie wiedzą, kim jesteś. Czytać i wierzyć w Herberta.

  7. Tak właśnie rodzi się opętanie cyfrą. Dopada każdą szlachetną dyscyplinę: poezję, muzykę i trud naukowca. Cyfra jest podstępną alfonsicą, która w zamian za miłość naszego życia podsuwa ponętną kurwę – sławę. Ta dziwka czyni z nas wygłodzone widma pożądające jedynego ścierwa – uznania i zaszczytu. Wprawdzie ścierwo-zaszczyt karmi widmo, lecz głodu nie syci. W ten sposób obsuwamy się w wyścig wygłodzonych szczurów. Zatracamy się w durnym złudzeniu, że jesteśmy warci tyle, co wyłudzony od świata zaszczyt. Oto poklask, a poczucie własnej wartości nadyma się. Oto krytyka, a zraniona duma gorliwie szuka imponującej cyfry i kombinuje, jak korzystnie sprzedać miłość naszego życia. No i proszę, handlujemy własnymi duszami, a sztuka przestaje być sięganiem do gwiazd i staje się kupczeniem.

  8. (…) jedyna nieśmiertelność, na jaką możemy liczyć, to ta zdobyta poprzez nasze czyny. Sława czy niesława, jedna i druga jest lepsza niż zapomnienie, gdy odejdziemy z tego świata.

  9. Artysta, który pragnie poklasku, a skarży się na małe uznanie tłumu, stoi jeszcze w przedsionku sztuki, nie czuje się jej panem, który łask nie żebrze, tylko hojną ręką je na tłum rzuca i nie pragnie podzięki – tej pragnie tylko plebejusz w duchu, jej pragnie tylko dorobkiewicz.

  10. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nie można było bezkarnie powtarzać, że chce się zostać sławnym, gdy się dorośnie. Zadowalano się wyborem zawodu piekarza albo policjanta, a jeśli już ktoś ewentualnie mówił, że chce zostać sławny, to musiał się dokładnie wytłumaczyć, czym chce się wsławić, i w taki oto sposób wkład pracy wyprzedzał sławę. Teraz już tak nie jest. Teraz ludzie najpierw decydują się, że chcą być sławni, a dopiero w drugim rzucie zastanawiają się jak tą sławę osiągnąć. I właściwie nie jest istotne, czy człowiek na nią zasługuje. W najgorszym razie trzeba się zadowolić rolą łachudry w reality -tv, a w tym najgorszym z najgorszych – popełnieniem spektakularnego przestępstwa.

  11. Przepowiadam, że to oto dzieło może posłużyć królom, książętom i innym znamienitym mężom za przykład i zwierciadło, które by ich zapalało i podniecało do sławnych czynów.

  12. Nikt nie dziedziczy sławy i niesławy?