To, co najgroźniejsze w byciu aktorem, co ja nazywam „błazeńskim schorzeniem”. (…) zasadza się na tym, że… — Jerzy Stuhr
To, co najgroźniejsze w byciu aktorem, co ja nazywam „błazeńskim schorzeniem”. (…) zasadza się na tym, że jeśli pewien typ zachowania i stworzonej przez aktora osobowości został zaakceptowany i polubiony przez publiczność, aktor zaczyna z próżności, dla własnej wygody, aby być dalej lubianym, przenosić ten typ zachowania na życie. I tu zaczyna się błazeństwo – choroba. Młodzi adepci aktorstwa, uważajcie, połykając szlachetnego bakcyla teatru, połykacie go z wirusem próżności. Zacznijcie z nim walczyć już teraz! Ulotkę tej treści proponuję rozdawać w czasie egzaminów wstępnych do szkół teatralnych.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Jak pomnę, od najmłodszych lat pełnej świadomości zawsze to, co zauważałem wokół siebie, co przeżywałem, na co reagowałem w naszej rzeczywistości, budziło we mnie raczej śmiech niż gniew i troskę.
Wczoraj, to jest 10 listopada 1989, runął mur berliński. (…) Jakże pragnę, aby mur runął również we mnie. Przecież te wszystkie lęki, kompleksy prowincjusza, niedouczenie, podejrzliwość, totalne zastraszenie – to właśnie jest mój mur.
Teatr można robić tylko w przyjaźni. Nie mogę wyjść na scenę z wrogiem, z człowiekiem, o którym wiem, że mi źle życzy. W filmie tak, tam mogę grać z wrogiem, no, najwyżej, gdy już nie można wytrzymać, to jednego dnia nagram swoje ja, drugiego dnia nagra swoje mój wróg, potem się montuje i też od biedy może być, ale w teatrze nie!

