Cytaty o aktorstwie

19 cytatów · 8 autorów

Cytaty

  1. W sierpniu 1982 roku mieszkałam w Toronto, gdy prasa podała wiadomość o śmierci Ingrid Bergman.

    Wielu moich przyjaciół mówiło o tym ze smutkiem. Było nam wszystkim żal, jak zwykle, kiedy dowiadujemy się o odejściu ulubionych aktorów, pisarzy, artystów, kompozytorów, publicznych lub bardzo prywatnych osób. Podzielili się z nami własnym światem, talentem i każdy z nich stał się jak drogi przyjaciel, którego odejście się opłakuje.

    To bardzo ładna nagroda – taka ludzka pamięć i odczucia. Jeden z pięknych pośmiertnych „honorów”, oddanych ludziom, którzy wzbudzali nasze wzruszenia, wiele nam dali swoją sztuką, swoją pracą. Dla mnie Ingrid dołączyła do grupy osób publicznych (bo prywatne opłakujemy często do końca naszego życia), którzy byli mi drodzy, bo cząstka ich została w nas. Nawet czytanie po latach o śmierci trzydziestodziewięcioletniego Fryderyka Chopina, który zmarł sto lat przed moim urodzeniem, wywołuje u mnie myśl: taki talent odszedł, i tak przedwcześnie.

    s. 12

  2. Nie istnieją inne przedstawienia. Każde jest na swój sposób łańcuchem katastrof, niedostrzegalnych absolutnie dla nikogo na widowni. Ale oni w to nie wierzą. Nie uwierzą, że nic nie było widać. Każdy jest przekonany, że jego przygoda była katastrofą przestawienia, a publiczność rozchodzą się komentowała z niesmakiem jego sypkę.

  3. Aktor dramatyczny lubi ciemną widownię. Widok poszczególnych twarzy peszy go i rozprasza. Aktor estradowy, a już szczególnie konferansjer, chce i potrzebuje widoku tych twarzy. My do nich bezpośrednio mówimy. Lubimy przycisnąć wzrokiem kogoś z bliskich rzędów, nawiązywać niemal osobiste znajomości.

  4. Aktor nie ma prawa się wstydzić. To są dwa przeciwstawne pojęcia.

  5. Pracusie nie mają ucha, zawsze tkwią o jeden numer za długo. Sama publiczność nie lubi, jak ją kimś napychać do wypęku. Trzeba zejść wtedy, kiedy im się zdaje, że jeszcze by słuchali i słuchali, a nie wiedzą o tym, że dźwięk ich braw i „bisów” stał się o ton niższy.

  6. Jak Tati w za mały kapelusik, jak niegdyś Krukowski w za duży melonik, tak satyryk na estradzie przybrany jest prywatność. To jego kostium.

    Tak naprawdę to oni już dawno są jak najbardziej zawodowi, ale z wielkim majsterstwem grają prywatnych. Umieją swoje utwory na pamięć, ale udają, że muszą je czytać. Trzymają w ręku zeszyt, w który mają powklejane teksty uprzednio cynicznie wycięte z własnej książki oraz z gazet i czasopism. Ma to dawać złudzenie, że w zeszycie są utwory nowe, nigdzie dotąd nie publikowane, a nawet kto wie, czy nie specjalnie z okazji tego występu napisane.

    Satyryk nigdy nie odgrywa swoich utworów. On je podaje. Każdym gestem, każdą intonacją, całą postawą akcentuje, że jego profesja jest gdzie indziej, że on tu się znalazł przypadkiem i nie na stałe.

    I wie, co robi.

    To nie jest, jak by się mogło wydawać, snobizm, chęć wywyższenia się przed zawodowych aktorów czy głupia poza.(...)

    Satyryk, który nie ma szans konkurowania z wykonawstwem, z dobrymi aktorami, może usprawiedliwić się (...) przed publicznością tylko za pomocą wynoszenia na estradę swojej kuchni.

  7. Najgorsi potrafią zaćmić najlepszych, a szmirus może utłuc wielkiego aktora.

  8. Naucz się jednego: zadaniem aktora bynajmniej nie jest być świetnym, lecz uchodzić za świetnego, czyli podobać się.

    s. 193

  9. To, co najgroźniejsze w byciu aktorem, co ja nazywam „błazeńskim schorzeniem”. (…) zasadza się na tym, że jeśli pewien typ zachowania i stworzonej przez aktora osobowości został zaakceptowany i polubiony przez publiczność, aktor zaczyna z próżności, dla własnej wygody, aby być dalej lubianym, przenosić ten typ zachowania na życie. I tu zaczyna się błazeństwo – choroba. Młodzi adepci aktorstwa, uważajcie, połykając szlachetnego bakcyla teatru, połykacie go z wirusem próżności. Zacznijcie z nim walczyć już teraz! Ulotkę tej treści proponuję rozdawać w czasie egzaminów wstępnych do szkół teatralnych.

  10. Nie sama jednak miłość gnała nas bez odpoczynku na scenę czy estradę. Wiedzieliśmy, byliśmy tego pewni, że aby posiąść pewien stopień wtajemniczenia w tym zawodzie, musimy mieć nieustanny kontakt z publicznością, aby ciągle zmniejszać w sobie barierę lęku przed prezentowaniem siebie innym. Chodzić po scenie, raczkować, przewracać się nieraz, ale być na niej jak najczęściej.

  11. Reżyser zawsze będzie zazdrościł aktorowi, że to on jest bezpośrednim przekaźnikiem jego i autora myśli i zbiera za to gratulacje (…); a aktor zawsze będzie miał do reżysera pretensje, że lepiej niż on sam, bo z zewnątrz, widzi, co on, aktor, ma zrobić, i jemu pierwszemu, prawowitemu gospodarzowi desek scenicznych, narzuca swoje zdanie, gusta, ideę, nawet ruch. Oto odwieczny konflikt. Dlatego te wzajemne kontakty muszą być niezwykle delikatne, przyjazne, bez cienia lekceważenia czy broń Boże pogardy.

  12. Odwaga i próżność! Te dwie cechy zrobiły ze mnie aktora. (…) Niektórych młodych, którym ta piękna odwaga może się pomylić z coraz modniejszym chamstwem i bezczelnością, przestrzegam przed kombinowaniem typu: „Wchodzę, z miejsca opluję Stuhra, lekuchno pyknę Trelę i zacznę rozbierać Polony, wszyscy bledną i cedzą: «Artysta»”. Nie, kochany Inżynierze. Ty opowiedz kumplom, kiedy ci się tak naprawdę płakać chciało. No, zdecyduj się, ale 2 warunki: żeby kumple nie rechotali i żeby to było przed pierwszą flaszką. O! O takiej odwadze ja myślę. Oczywiście są rzesze aktorów, którzy tych cech charakterologicznych nie posiadają i są aktorami, mają dyplomy, pracują w teatrze, filmie, telewizji, czasami bardzo dużo, lepiej ode mnie zarabiają (ale tylko w państwach socjalistycznych). O nich jednak nie mówmy, bo i tak Państwo ich nie znają i nie wiedzą, o kogo chodzi. O takich kolegach, kiedy brali się za role protagonistów, moja babcia wstając od telewizora mówiła zawsze: „Kochany (-na), przyjdźże mi okna pomyć, przynajmniej dobry uczynek zrobisz!”