Monika Szwaja
Cytaty
Tuż za drzwiami oczy dziewcząt ucieszył woźny i konserwator Marcin, posiadacz imponującej klaty, wywijający klasycznym szkolnym dzwonkiem. Uczniowie nie wiedzieli jeszcze, że dzwonek w tej szkole stanie się wyłącznie rekwizytem okazjonalnym. Na co dzień granice lekcji i przerw wyznaczać będzie jedynie zegarek nauczyciela. Agnieszka nienawidziła dzwonków szkolnych tak samo jak budzika. Jedno i drugie uważała za źródło niebezpiecznych nerwic W JEJ szkole – nie do przyjęcia.
– Wika, jaka kolacja, obiad jest. (…)
– O której my te obiady jadamy… – westchnęłam. – Normalni ludzie jedzą obiad o pierwszej w południe, góra o drugiej…
– Chyba w sanatorium – oburzyła się mama. – Normalni ludzie jedzą tak jak my, bo przedtem pracują ciężko.
Pani doktor zsunęła okulary z nosa i spojrzała na pacjentkę jak entomolog na ćmę Atropos Trupią Główkę, która na jego oczach zamieniła się w dorodną rusałkę pawika.
Wyglądam jak nieboszczka po reanimacji.
Pani Lilianna przechadzała się po sadzie i robiła przegląd wojska. To, co widziała, nie napawało jej optymizmem. Na jabłoniach wisiały jabłka, których nikt nie miał zamiaru zbierać, i gruszki, którym było przeznaczone tu wisieć aż do samobójstwa przez upadek na glebę. Względnie do zjedzenia przez robaki.
Nie jest rzeczą łatwą poradzić sobie z włosami, które się kręcą, bo one zawsze idą tam, gdzie chcą.
W dzisiejszych czasach rodzice nic nie wiedzą o swoich dzieciach (…).
W ich wieku hałasowanie jest konieczne do życia.
– A w ogóle ty chyba dopiero jesteś w gimnazjum?
– I to w pierwszej klasie. Miałam obsuwę, rok z powodu raka.
– Nie martw się. Ja miałam obsuwę, rok z powodu głupoty.
– Muszę z tobą poważnie porozmawiać. Możemy gdzieś się tu urwać?
Nika Mokrzycka patrzyła na Jagę Grosikównę oczami wielkimi ponadnormatywnie.
– Tu szkoda. Patrz, jakie te głazy są obłędne. Ale jak już wrócimy na katamaran, to się możemy gdzieś zaszyć i pogadać. O tym, co ty wiesz, a ja rozumiem?
Niestety, nie udało nam się jeszcze was przekonać, żebyście się ubierały stosownie do okoliczności. Szkoła nie jest przedsionkiem sypialni.
To takie panieneczki z pierwszej klasy, które chodzą w samej bieliźnie. (…)
– Chyba wiem. Rzeczywiście, nie udało mi się ich jeszcze przekonać, żeby się ubrały. (…)
– Jeśli wolno mi coś powiedzieć w tej materii, to one wyglądają jak chodzące zaproszenie do łóżka.
– No właśnie. Pewnie ktoś z tego zaproszenia skorzystał. Wie pan, panie Marcinie, kiedy ja byłam w ich wieku, takie ubranka jak te ich sukienki to była nasza bielizna podspodnia. A mnie się robiło głupio, kiedy mi wyjrzało na światło dzienne ramiączko od stanika. Dzisiaj dziewczyny chodzą prawie nagie (…).



