John Fowles

Cytaty

  1. Dowiedział się o mnie wielu rzeczy. Że mój ojciec umarł w domu obłąkanych. Że nie mam żadnego majątku ani bliskich krewnych. Że od wielu lat czuję się w jakiś niewytłumaczalny sposób skazana – sama nie wiem dlaczego – na samotność (…) Moje życie upływało w samotności (…) Jak gdyby było mi; przeznaczone, abym nigdy nie zawarła przyjaźni z kimś równym sobie, abym nigdy nie mieszkała we własnym domu, abym zawsze widziała świat jako zbiorowość, z której muszę być wyjątkiem. Przed laty mój ojciec zbankrutował. Cały nasz dobytek sprzedano na licytacji. Od tego czasu nie mogę pozbyć się wrażenia, że nawet rzeczy – zwykłe krzesła, stoły, lustra – sprzysięgły się, aby pogłębić moje osamotnienie. Nie będziesz nas nigdy posiadała, mówią, nie będziemy nigdy do ciebie należały. Zawsze do kogo innego. Wie, że to szaleństwo, wiem, że w miastach przemysłowych istnieje taka nędza i osamotnienie, w porównaniu z którymi ja żyję w pomyślności i zbytku. Ale kiedy czytam o okrutnych aktach zemsty stronników związków zawodowych, jakaś część mojej istoty ich rozumie. Zazdrości im nawet, bo wiedzą, jak i gdzie wywierać zemstę. A ja jestem bezsilna.

  2. Intryganci zawsze czują doniosłość swojej roli

  3. Nie panuję bez reszty nad tworami swojej imaginacji, podobnie jak państwo nie panują (…) nad swoimi dziećmi, współpracownikami, przyjaciółmi czy nawet nad sobą. To absurd? Postać jest albo „rzeczywista”, albo „wyimaginowana”? Jeżeli tak myślicie, moi obłudni czytelnicy, mogę opowiedzieć tylko uśmiechem. Toć nawet własna przeszłość nie wydaje się państwu zupełnie rzeczywista – przystrajacie ją państwo, złocicie lub czernicie, cenzorujecie ją, majstrujecie przy niej… słowem, beletryzujecie ją i odkładacie na półkę – swoją książkę, swoją uromantycznioną autobiografię. Wszyscy wciąż uciekamy od realnej rzeczywistości. Jest to podstawowa definicja gatunku homo sapiens.

    s. 116

  4. Absolutna szczerość trudna była do zniesienia. Takie spojrzenia odbieramy i wymieniamy zaledwie raz czy dwa razy w życiu, w spojrzeniach tych znikają słowa, topnieje przeszłość, są to chwile, gdy w spełnieniu najistotniejszych pragnień poznajemy, że opoką wieków nie może być nigdy nic prócz miłości, tutaj, na ziemi, w tych dwóch splecionych rękach, w tym ślepym milczeniu, w którym czyjaś głowa tuli się do czyjejś piersi, a które Karol po minucie trwającej całą wieczność przerywa, chociaż pytanie jest raczej tchnieniem niż słowami.

  5. Dziś otchłań tu, gdzie rosły drzewa,

    O ziemio, ile widzisz zmian!

    Gdzie niegdyś ulic szum, dziś tam

    Spokojne morze, łódź i mewa.

    Wzgórza to cienie, kształty cieni

    Zmienne tak bardzo, płynne wszystko

    Lądy jak mgła, jak dym, ognisko,

    Jak obłok, co się w dal przeniesienia.

  6. Mowa jest jak jedwabna mora – tak wiele zależy od kąta, pod jakim się na nią patrzy.

    s. 522

  7. Albowiem Stwórcy cel jest ciemny, Izyda za zasłoną skryta.

  8. Istnieje tylko jedna dobra definicja Boga: wolność, która pozwala istnieć wolności innych.

  9. Pragnienie posiadania czegoś i pragnienie rozkoszowania się czymś unicestwiają się wzajemnie.

    s. 85

  10. Mimo Hegla wiktorianie nie znali się na dialektyce, nie mieli zwyczaju opierać rozumowania na sprzecznościach, nie traktowali stron dodatnich i ujemnych jako aspektów tej samej całości. Paradoksy raczej ich niepokoiły, niż bawiły. Nie byli ludźmi, których by obchodziły momenty egzystencjalne, interesowały ich przede wszystkim pozytywne, wszystko wyjaśniające teorie, pilnie studiowane i gorliwie stosowane w praktyce. Oddawali się budowaniu, zapewne, my zaś oddajemy się od tak dawna burzeniu, że budowanie wydaje się teraz działalnością równie efemeryczną, jak puszczanie baniek mydlanych.

  11. Każdy za siebie – to zasada.

  12. Ale żyć dzień w dzień wśród cudzego szczęścia rodzinnego, widzieć wciąż z bliska czyjeś szczęśliwe pożycie małżeńskie, dom, urocze dzieci – Zrobiła pauzę – Pani talbot jest dokładnie w moim wieku – Znów zrobiła pauzę – Zdawało mi się w końcu, że mieszkam w raju, którym nie wolno mi się cieszyć.