John Fowles
Cytaty
Żyjemy w wielkiej epoce postępu. A postęp nie jest jak rączy koń. Albo mu go ujeździmy, albo on nas stratuje (…) Żyjemy w wieku działania, wytężonego działania.
Piekło jest nieskończoną i pustą przestrzenią.
Muszę walczyć własną bronią. Nie jego. Nie egoizmem i brutalnością, wstydem i niechęcią. A więc szczodrością (daję siebie) i łagodnością (całuję bestię), i brakiem wstydu (robię to, co robię, z własnej woli), i wybaczeniem (on nic nie może na to poradzić, to silniejsze od niego).
Dlaczego mamy tolerować ten straszliwy kalibanizm? Dlaczego każda żywotna, twórcza, interesująca osobowość ma być męczennikiem wielkiego powszechnego kretyna?
Wizje zadowolonego z życia robotnika rolnego i jego trzódki, tak modne dzięki George’owi Morlandowi i jemu podobnym (…) stanowiły równie kretyńską i szkodliwą sentymentalizację, a tym samym ukrywanie rzeczywistości, jak za naszych czasów szkodliwy i głupi jest sentymentalny obraz „prawdziwego życia”, prezentowany przez filmy z Hollywood.
Jednak milczenie. Krzyczenie na kogoś oznacza, że istnieje jeszcze jakiś kontakt.
Prędzej czy później i ja mógłbym stać się jak ślad, pieczęć
Złotego wieku. Bez wiary, nadziei – czym byłem?
Mógłbym serce w głaz przemienić, twarz – w kamienną niechęć,
Kłamać, dać się okłamać, umrzeć: kto wie? Jesteśmy prochem i pyłem.
Cywilizacja to mydło.
Owa odległość, wszystkie owe przepaście, przez które nie przerzuciło jeszcze mostów radio, telewizja, tanie wycieczki turystyczne i cała reszta, nie były aż tak złą rzeczą. Ludzie mniej może o sobie nawzajem wiedzieli, ale też wywierali na siebie wzajem mniejszy wpływ, a przez to byli bardziej zindywidualizowani. Cały świat nie był dla nich tylko guzikiem do włączania lub wyłączania. Obcy byli naprawdę obcy, czasem nawet intrygującą, piękną obcością. Może to lepiej dla ludzkości, żebyśmy się coraz więcej ze sobą komunikowali. Ale jestem heretykiem, sądzę, że izolacja, podobnie jak większa przestrzeń, z której korzystali, jest godna zazdrości. Świat teraz zbyt dosłownie napiera na nas ze wszystkich stron.
s. 153
Istnieje tedy tylko życie takie, jakie w granicach przypadkowo otrzymanych możliwości stworzyliśmy sobie sami, życie, jak je określił Marks: uczynki ludzi (mężczyzn i kobiet) dążących do własnych celów. (…) Rzeka życia, rzeka tajemniczych prawa i tajemniczych decyzji, płynie wzdłuż bez ludnego nabrzeża. (…) Życie (…) nie jest symbolem, nie jest jedną tylko zagadką i jedną chybioną odpowiedzią, nie jest jedną jedyną umiłowaną twarzą, nie jest czymś, z czego się rezygnuje po jednym przegranym rzucie kości, lecz czymś, co tak czy owak, nieporadnie, beznadziejnie, mimo pustki, mimo wrogiej obojętności miasta trzeba znieść do końca. Więc dalejże znów na bezkresne, słone, nieokiełznane morze!.
Fantazja wpleciona jest we wszystko, jak stwierdził pewien Grek dwa i pół tysiąca lat temu.
Ludzie znikają nam z oczu, toną w cieniu spraw bliższych.



