Cytaty
Ale tak to już jest… wszyscy umieramy, jedni z głodu, inni z przejedzenia, nikt przed tym nie ucieknie…
W obliczu śmierci wszyscy jesteśmy samotni.
Jak widzisz, doktorzy, chociaż w to nie wierzą, umierają również. Czują się chronieni przed chorobą jak detektyw przed złodziejem. Aż tu nagle, całkiem nieoczekiwanie, ktoś ich okrada, jak zwykłego śmiertelnika.
Chcę umrzeć w spokoju, bez lęku, nie wiedząc o tym.
Zmarłych się nie boję. W odróżnieniu od żywych ludzi, jak wiem z doświadczenia, nie mogą nic człowiekowi zrobić.
Śmierć sprawia, że stajemy się bezsilnie grzeczni
Wielu ludzi pewnie uzna tę książkę za niestosowną. „Bycie martwym to nic zabawnego”, powiedzą. A właśnie, że tak. Bycie martwym to absurd. To najgłupsza sytuacja, w jakiej możemy się znaleźć.
Przebywanie w jednym pokoju z nieboszczykiem prawie niczym nie różni się od samotności. To jest ten sam rodzaj towarzystwa, co ludzie siedzący obok ciebie w metrze czy poczekalniach lotnisk – są tam, ale jakby ich nie było. Twój wzrok ślizga się po nich, bo nie ma nic ciekawego, na co można by popatrzeć, a w następnej chwili czujesz się źle, że się tak gapisz.
Nie ma zbyt dużego sensu starać się kontrolować, co dzieje się z naszymi szczątkami, jeśli nie ma już nas w pobliżu, abyśmy mogli czerpać z tego jakąś radość czy korzyści. Ludzie, którzy piszą całe elaboraty, ze szczegółowymi dyspozycjami, co ma być robione z ich ciałami po śmierci, to prawdopodobnie jednostki mające problem z koncepcją definitywnego zakończenia egzystencji. Zostawiając ostatnią wolę, (…) próbuje się utrzymać wpływ na rzeczywistość nawet po śmierci – to sposób na przedłużone trwanie. Myślę sobie, że musi to wynikać ze strachu, przerażenia koniecznością odejścia i niezgody na przyjęcie do wiadomości, że nie ma się już kontroli, ani nawet możliwości uczestnictwa w niczym, co dzieje się dalej na ziemi.
Dystans między osobą bardzo starą, chorą, słabą a martwą jest niewielki – oddziela je cienka, niemal niewidoczna granica. Im więcej czasu spędzasz z ludźmi niedołężnymi, w podeszłym wieku (…), tym bardziej postrzegasz starość jako stopniowe przyzwyczajanie się do śmierci. Osoby stare oraz umierające śpią coraz dłużej, aż pewnego dnia zasypiają na zawsze. Często też coraz mniej się ruszają, aż do dnia, w którym już tylko leżą albo siedzą, w zależności od tego, w jakiej pozycji pozostawił je ktoś, kto jako ostatni się nimi zajmował.
Moim zdaniem bycie martwym nie rożni się zbytnio od rejsu statkiem wycieczkowym. Większość czasu spędza się w pozycji leżącej. Mózg wyłączony. Ciało flaczeje. Nic nowego się nie dzieje i nikt się po tobie niczego nie spodziewa.
Do pewnego stopnia kwestia godności jest oczywiście rodzajem promocji. Jeśli widzi się te sprawy takimi, jakimi są, nie ma sensu dochodzić, czy to będzie gnicie, spalanie, krojenie, trawienie tkanek czy kompostowanie. Wszystkie te procesy są, u swoich podstaw, przynajmniej odrobinę nieprzyjemne. Przyjmują jednakowoż nazwy dobrze przemyślanych eufemizmów – pochówku, kremacji, anatomicznych darowizn, redukcji wody, ekologicznego pogrzebu – co sprawia, że stają się publicznie akceptowalne.








