Jakub Małecki
Cytaty
W życiu każdego człowieka znajdzie się kilka momentów, które wydają się od dawna ustalone i tkwią, wbite w chronologię naszych istnień jak pinezka w korkowej tablicy – pinezka zaznaczająca chwilę, która wszystko zmienia.
Ludzie w końcu muszą zmierzyć się z sobą samymi.
Nawet jeśli każda historia ma wiele odbić, zawsze można wybrać to, w które się uwierzy.
Przetrąconą duszę widać tak samo jak nogę – wtedy brnąc przez życie, człowiek też kuleje.
Pewność, że zło jest tylko złem, dawno upadła. Kiedy czara przelała się, wszystko nagle runęło. Każda rzeczywistość, pędząca w takim tempie ku zagładzie, prędzej czy później osiągnie moment, w którym coś pęka. W rzeczywistości, ale i w umysłach. Trąba zniszczenia nie składa się z tysięcy krwiożerczych bestii ani z plag zsyłanych przez Boga. Tworzą ją zwykłe ludzkie myśli.
To tak, jakby oglądać telewizję – siedzę i patrzę w cudze życie, zupełnie jakby moje własne nie istniało. Tak wygodniej.
Za każdym alkoholikiem stoi rząd osób, którym dzieje się okropna krzywda.
Przyglądała się tej pędzącej rzeczywistości i tylko czasami, podczas bezsennej nocy albo długiej podróży pociągiem, przypominała sobie, że żadnego miesiąca ani żadnego roku nie będzie mogła powtórzyć.
Wierzycie w Boga, ale gdyby On sam przyjął ludzką postać, stanął przed wami na placu w środku miasta i zaczął czynić cuda, zatłuklibyście Go, zanim zdążyłby westchnąć. Za kłamstwa, za oszustwo, za szarlataństwo i ze zwykłego, prymitywnego strachu przed tym, co nie mieści się w szufladach oznaczonych napisami „święty spokój”, „komfort”, „wygoda” i „codzienność”.
Bo co to jest za wielka sztuka chodzić po ciemku, jak się ciemności nie boisz? Sztuką jest chodzić po ciemku, jak się od tego cały człowiek trzęsie. To jest wielkie szczęście, bać się. Tylko wtedy można pokazać, że się jest odważnym.
Wygrywałem, zwiększając ryzyko kolejnej przegranej.
Weronika pracuje w jednej z tych prywatnych klinik, z których korzystają głównie mężczyźni w garniturach i kobiety bez poczucia humoru. Siedzi w recepcji na ostatnim piętrze galerii handlowej i przez osiem czy dziesięć godzin dziennie obdarza klientów uprzejmym uśmiechem, przez co w czasie wolnym właściwie nie uśmiecha się już w ogóle. To już nie ta sama, radosna i seksownie wulgarna dziewczyna, która potrafiła wypić ze mną w parku zero siedem gorzkiej żołądkowej i przy której można było w tramwaju przyczepić gumę do fotela bez obaw, że tego nie zrozumie.





