Cytaty o historii
329 cytatów · 154 autorów
Cytaty
W podręcznikach często opisuje się zniesienie niewolnictwa czy pańszczyzny tak, jakby były to naturalne, bezosobowe procesy – albo efekt dobroduszności porządnych panów, którzy pochylili się nad losem uciemiężonych. Wystarczy jednak spojrzeć na chronologię wydarzeń: zwykle reformy wprowadzano zaraz po jakimś ludowym powstaniu. (…) W Polszcze doszło do masowych strajków rolnych. Jak donosił carski urzędnik, w kwietniu 1861 roku zbuntowały się i odmówiły odrabiania pańszczyzny 22 634 wsie, co stanowiło wówczas siedemnaście procent całego osadnictwa Królestwa Polskiego. (…) Pańszczyzna nie została zniesiona, ale obalona.
s. 281
O historii świata myślimy często jako o prehistorii państw – polskiego, chińskiego czy rosyjskiego. Przez większość dziejów jednak zdecydowana większość populacji żyła we wspólnotach bezpaństwowych. Moment przełomowy, od którego ludzkość zaczęła żyć pod parasolem państwa, nadszedł mniej więcej koło roku 1600. Jest to też, oczywiście umowny, początek rewolucji dyscypliny i kaźni. (…) To właśnie bezpaństwa stanowiły ucieleśnienie plebejskiej utopii o świecie bez nędzy i przemocy. Utopii, w którą wierzyli także ci znajdujący się pod jarzmem pańskiej niewoli. (…) Z punktu widzenia państwa ludność, która uciekała do bezpaństw składała się z łotrów i kryminalistów. Przymiotnikiem „nierobotny” odróżniano w dokumentach rozbójników od chłopów – zbójem był ten, kto odmawiał roboty, kto nie chciał się poddać przymusowej pracy.
s. 187
Transformacja niewoli starożytnej w nowoczesną w Polszcze odbyła się też na polu języka. Rugowano z niego pojęcie niewolnika na rzecz pozornie neutralnych: sługi lub czeladzi.
s. 94
Z całą pewnością Marszałek [Piłsudski] miał jakieś cechy hipnotyczne, trudno było uwierzyć, że to człowiek realny, żyjący, a nie widmo, nie zjawa ani jakiś duch przybyły z zaświatów, a jednocześnie wyraz samej istoty naszych dziejów, naszej historii, naszej przeszłości.
s. 23
(…) historya zaś uczy nas, iż niewolnicy wolność i swawolę biorą za jedno, a dopiero drugie czy nawet trzecie pokolenie wypielęgnowane w wolności, używa wolności rzeczywiście i rozsądnie.
s. 177
>>Jeżeli Niemcy zostaną zwyciężeni przy kooperacji koalicji z Rosją sowiecką, musi ona być wynagrodzona, a może być wynagrodzoną tylko naszym kosztem<< [...] Co więc powinna w tej sytuacji zrobić Polska? Odpowiedź Studnickiego była prosta: natychmiast dojść do porozumienia z Niemcami. (...) Porozumienie to miałoby się oprzeć na zobowiązaniu do neutralności podczas ich ataku na Francję oraz wyrażeniu natychmiastowej zgody na powrót Gdańska do Rzeszy i budowę autostrady przez Korytarz.
s. 327
Od roku 1934 Niemcy starały się utrzymywać przyjazne stosunki z Polską. Hitler deklarował, że nie można zabronić dostępu do morza 30 milionowemu narodowi. Z racji naturalnego geograficznego położenia Niemcy oraz Polacy są sąsiadami i dlatego należy kształtować przyjazne stosunki między nimi. W roku 1936 każdy Niemiec powtarzał słowa Führera. Dzięki odprężeniu stosunków między naszymi krajami, Polska odniosła kilka sukcesów: podjęcie kontaktów dyplomatycznych z Litwą, Zaolzie, i, jako najważniejsza sprawa, wspólna granica z Węgrami. Gdyby wojna wybuchła w roku 1938, to Polska, zdecydowana na opór wobec wkraczających wojsk sowieckich, znalazłaby się w tym samym obozie co Niemcy. Polityce naszej jednak brakowało konsekwencji.
Klęska nacjonalizmu, polityczna i moralna, to był nie tylko mocny antysemityzm, ale też kompletna nieumiejętność rozwiązania problemów mniejszości narodowych. Nacjonalizm, który przechodził z jednej strony w ubóstwienie, a z drugiej w jakieś nieracjonalne myślenie, które przypisywało Polsce możliwości eschatologiczne, prowadziło do popadania w mistycyzm narodowy. Wszystko to było oderwane od jakichkolwiek realiów. Nie miało empirycznego sensu. Dlatego określam to jako porażkę intelektualną, polityczną i moralną.
Pisanie historii nad Wisłą zawsze było pracą trudną, poważną i niesłychanie odpowiedzialną. Trzeba było bowiem pisać ją tak, by nikogo specjalnie nie obrazić, nikogo nie urazić ani nie dotknąć, a już w żadnym razie nie obwinić czy nie oskarżyć. Trzeba było pisać ją tak, jak gdyby los ludzi i narodów już wcześniej zapisany został gdzieś na górze, a sprawą człowieka było tylko co najwyżej przepisanie i dodanie ilustracji. Wszelkie zaś oceny, sądy i osądy historii należało pozostawić na później, najlepiej na czas Sądu Ostatecznego. Nawet dzisiaj, w XXI wieku, trudno jest wprost napisać, że generał Taki-to-a-taki był tchórzem, pajacem, a wszystko wskazuje na to, że przede wszystkim był zdrajcą.
s. 285
Nie ma w całych polskich dziejach większej zagadki i większej tajemnicy niż ta historia sprzed blisko tysiąca lat, historia o złym królu Bolesławie i dobrym biskupie Stanisławie. Zły król, porywczy i gwałtowny, nieludzki i brutalny, kazał zabić, a może nawet sam zabił biskupa, który po wielokroć go upominał, ganiąc królewską niemoralność i zbytnią surowość wobec poddanych. A gdy wszelkie upomnienia zawiodły, zły król dalej za nic sobie miał przestrogi kapłana, ten rzucił na niego z ambony klątwę, co w owym XI wieku równało się cywilnej śmierci przeklętego, nawet jeśli był on królem. Szlachetny kapłan Stanisław za swą nieugiętą służbę prawdzie zapłacił męczeńską śmiercią, a występny król musiał porzucić tron, musiał opuścić kraj i udać się na wygnanie, z którego nigdy miał już nie powrócić.
s. 7
Gdyby ludzie wiedzieli, że w Warszawie wybuchnie powstanie, pewnie staraliby się do niego jakoś przygotować. Zgromadziliby pewnie większe zapasy mąki, kaszy czy cukru. Gdyby wiedzieli, że wybuchnie powstanie, najpewniej spróbowaliby wywieźć z miasta ludzi starych i niedołężnych czy choćby kobiety w ciąży i nowo narodzone dzieci. Ale ludzie nie wiedzieli, że wybuchnie powstanie. Szczerze mówiąc, nikt nie wiedział, że w Warszawie wybuchnie powstanie.
s. 172
Historia, wbrew temu, co sądzimy, nie płacze. Historia natomiast żywi się łzami. Każda historia, także nasza polska, w której czego, jak czego, ale łez nigdy nie brakowało. Historia zimno i bezwzględnie notuje fakty i zdarzenia, notuje słowa i zachowania. Na wszystko patrzy bez emocji i bez łez, by wszystko dostrzec i zapisać. Historia jest w kwietniu 2010, w tych dniach polskiej żałoby, wszędzie i wszędzie próbuje zrozumieć to, co się dzieje. Kiedyś będzie to chciała opowiedzieć bez wzruszeń i bez łez, prawdziwie.
s. 90











