Pisanie historii nad Wisłą zawsze było pracą trudną, poważną i niesłychanie odpowiedzialną. Trzeba było… — Dariusz Baliszewski
Pisanie historii nad Wisłą zawsze było pracą trudną, poważną i niesłychanie odpowiedzialną. Trzeba było bowiem pisać ją tak, by nikogo specjalnie nie obrazić, nikogo nie urazić ani nie dotknąć, a już w żadnym razie nie obwinić czy nie oskarżyć. Trzeba było pisać ją tak, jak gdyby los ludzi i narodów już wcześniej zapisany został gdzieś na górze, a sprawą człowieka było tylko co najwyżej przepisanie i dodanie ilustracji. Wszelkie zaś oceny, sądy i osądy historii należało pozostawić na później, najlepiej na czas Sądu Ostatecznego. Nawet dzisiaj, w XXI wieku, trudno jest wprost napisać, że generał Taki-to-a-taki był tchórzem, pajacem, a wszystko wskazuje na to, że przede wszystkim był zdrajcą.
s. 285Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
Nie ma w całych polskich dziejach większej zagadki i większej tajemnicy niż ta historia sprzed blisko tysiąca lat, historia o złym królu Bolesławie i dobrym biskupie Stanisławie. Zły król, porywczy i gwałtowny, nieludzki i brutalny, kazał zabić, a może nawet sam zabił biskupa, który po wielokroć go upominał, ganiąc królewską niemoralność i zbytnią surowość wobec poddanych. A gdy wszelkie upomnienia zawiodły, zły król dalej za nic sobie miał przestrogi kapłana, ten rzucił na niego z ambony klątwę, co w owym XI wieku równało się cywilnej śmierci przeklętego, nawet jeśli był on królem. Szlachetny kapłan Stanisław za swą nieugiętą służbę prawdzie zapłacił męczeńską śmiercią, a występny król musiał porzucić tron, musiał opuścić kraj i udać się na wygnanie, z którego nigdy miał już nie powrócić.
s. 7
Polacy, jak powszechnie wiadomo, też swój język mają. Także język polityki. Jednak żywe do dzisiaj publiczne przekonanie, że polski język parlamentarny kiedykolwiek znaczył tyle, ile: przyzwoity, zgodny z dobrymi obyczajami, kulturalny – jest zwyczajnym nadużyciem semantycznym. Polski język polityczny zawsze bowiem był taki jak polska polityka: gruby, szorstki, nieporadny i pełen błędów. Jaki zresztą miałby być?
s. 55
Gdyby ludzie wiedzieli, że w Warszawie wybuchnie powstanie, pewnie staraliby się do niego jakoś przygotować. Zgromadziliby pewnie większe zapasy mąki, kaszy czy cukru. Gdyby wiedzieli, że wybuchnie powstanie, najpewniej spróbowaliby wywieźć z miasta ludzi starych i niedołężnych czy choćby kobiety w ciąży i nowo narodzone dzieci. Ale ludzie nie wiedzieli, że wybuchnie powstanie. Szczerze mówiąc, nikt nie wiedział, że w Warszawie wybuchnie powstanie.
s. 172

