Marta Kisiel

Cytaty

  1. – (…) czas robi z ludźmi rzeczy… niesamowite. Nawet gdy ledwie muskają jego powierzchnię, nieświadomi tego, co kryje się głębiej, w odmętach, do których nie mają dostępu, i tak niepostrzeżenie nim przesiąkają. Nieustannie, w każdej sekundzie swojego zwyczajnego życia. Ale czy trzymamy się brzegu, czy bezpiecznych mielizn, czy też bez wahania skaczemy w największą głębinę, koniec zawsze jest ten sam.

    – Śmierć.

    – Nieunikniona, nieubłagana śmierć.

  2. (…) cudzych tajemnic należy dochowywać. Choćby i kosztem własnych.

  3. Wraz z początkiem października do Wrocławia zewsząd nadciągnęła barbarzyńska horda, spragniona wiedzy i stypendiów, a nade wszystko – potu, łez i krwi Bogu ducha winnych pań z dziekanatu.

    s. 35

  4. Ale to, jak traktujemy dzieci i zmarłych, świadczy o naszym człowieczeństwie albo zbydlęceniu. Naszym! Nie ich.

    s. 247

  5. – Czy pani wie, co to litość, pani Jadwigo?

    – A wiem, wiem! Widziałam raz hasło w słowniku!

    s. 287

  6. Słuchaj, cholero, moja cierpliwość to nie Schengen, ma swoje granice.

    s. 188

  7. Starsza pani też człowiek, choć prehistoryczny.

    s. 61

  8. – (…) Mnie tata przez całe liceum powtarzał, że bez matury da się żyć, ważne, żebym nauczyła się pierogi lepić, to chociaż z głodu nie umrę. Za to teraz w kółko roztrząsa, co to będzie, jak genialny Niedaś zrobi doktorat. A ta sierota nawet obiadu w lodówce nie potrafi znaleźć, jak mu się garnek na inną półkę przestawi.

    – Po prostu w niego wierzą, Salomeo.

    – No to tak trochę jakby bez podstaw.

    – Bo też na tym właśnie polega wiara – zauważyła spokojnie pani Matylda. – W przeciwnym razie byłaby wiedzą. Dostrzegasz różnicę? Twoi rodzice są pewni, że sobie w życiu poradzisz. Co prawda wykazujesz wyjątkową skłonność do fizycznych urazów, ale za to masz głowę na karku i mocny kręgosłup. A co do Niedasia… Cóż. W niego pozostaje im tylko wierzyć.

    s. 299

  9. Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.

    s. 130

  10. Zwycięzców się nie sądzi. Choć czasem szkoda…

    s. 268

  11. A my z biegiem lat coraz bardziej zapominamy, że historia w takim najprostszym, ludzkim wymiarze nigdy nie jest czarno-biała, zwłaszcza historia takich miejsc jak Wrocław, Lwów czy właśnie twój Gdańsk, Bartku. Na papierach podpisywanych przez polityków i generałów wszystko wydaje się proste. Temu zabrać to, tamtemu dać tamto, tę granicę przesunąć tam, a tamtą tu. Lecz w tym najprostszym, ludzkim wymiarze, daleko od frontów, zawsze w czyimś sercu pozostaje głębokie poczucie niesprawiedliwości.

    s. 269

  12. – Uświadom mnie, jeśli łaskaw – westchnął Romańczuk – co może wiedzieć o miłości nastoletni gówniarz, którzy przez kilka tygodni łaził za wiejską babą, aż w końcu palnął sobie w łeb, bo go nie chciała, a potem jeszcze od niej w pysk po śmierci dostał?

    – Och, wiele… – panicz nie załapał ironii.

    – Nic, kompletnie nic! – warknął na to Konrad. – Dla ciebie miłość kończy się tam, gdzie dla normalnego człowieka dopiero się zaczyna! Za morzem łez, za tymi „och” i „ach”, za Weltschmerzem, za kulą w czaszce, za smętnymi wierszydłami i badylami zrywanymi na łące! Tam jest życie, szare, nudne, przyziemne, czasem bolesne jak wszyscy diabli, ale prawdziwe, z pewnością prawdziwsze niż ta twoja upstrzona rymami miłość! To gasnąca namiętność, wzajemna złość, zażarte kłótnie o byle pierdołę, zgniłe kompromisy, patrzenie dzień w dzień na tę samą kobietę…

    s. 51