Cytaty
Tłumaczenie: Młodość jest czasem nauki, lecz żaden wiek nie jest zbyt późny do podjęcia nauki.
s. 27
Wraz z początkiem października do Wrocławia zewsząd nadciągnęła barbarzyńska horda, spragniona wiedzy i stypendiów, a nade wszystko – potu, łez i krwi Bogu ducha winnych pań z dziekanatu.
s. 35
Ale to, jak traktujemy dzieci i zmarłych, świadczy o naszym człowieczeństwie albo zbydlęceniu. Naszym! Nie ich.
s. 247
– Tak jakby… poczułem potrzebę.
– Potrzebę czego?
– Dachu nad głową.
s. 40
Siostra, gdybyś powiedziała, że widziałaś jak pływam pieskiem w rynsztoku, przebrany za Myszkę Miki i nawalony jak marabut, to pewnie bym się nie wypierał, ale po parkach na pewno się nie szwendam. Mam swoją godność.
s. 252
– A kim był ten cały Hanke? – zapytał Niedaś, który przymierzał się do ptysia.
– Gość miał ksywę „kat Breslau” – burknęła Basia. – Mówi ci to coś?
– Owszem, subtelnie sugeruje to i owo.
– No to resztę sobie wyguglaj.
s. 192
– Czy pani wie, co to litość, pani Jadwigo?
– A wiem, wiem! Widziałam raz hasło w słowniku!
s. 287
– Młody człowieku, czy ty masz dno? – zwróciła się do niego.
– Teoretycznie. – Wysiorbał z miseczki resztki śmietany po mizerii.
– A praktycznie?
– Nie wiem – przyznał szczerze – ale jestem otwarty na eksperymenty.
s. 112
One zaciukały razem pradziadka włóczką i jakoś z tym żyją, a ty mi jakieś durne pomarańcze do usranej śmierci będziesz wypominać!
s. 253
(…) mogłabym tu świecić golizną jak latarnia w Kołobrzegu.
s. 205
Dziadunio był szuja pierwszej wody, więc prababcia postanowiła wynająć kilerów, żeby go profesjonalnie sprzątnęli. Spoko kredens, bywa i tak, łatwiej drania odstrzelić, niż dostać rozwód.
s. 191
Starsza pani też człowiek, choć prehistoryczny.
s. 61
W głębi domu rozległy się kroki, którym towarzyszył równomierny stukot dębowej laski. Na ten dźwięk pani Jaga zastygła z czajnikiem w dłoni. Nasłuchiwała.
– Oho, Matylda się rozpędziła.
– Co to znaczy? – zapytał Bartek.
– Że idzie szybciej niż zwykle.
s. 94
– Z tego co widzę, trwa postępowanie przygotowawcze, ale przedstawiono mu już zarzuty na podstawie rozdziału dziewiętnastego kodeksu karnego, paragraf…
– Ludzkim głosem, Wołłeczko!
– Przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu – wypalił prokurator. – Znaczy, tak ludzkim głosem, to napaść. (…)
s. 102
– (…) Mnie tata przez całe liceum powtarzał, że bez matury da się żyć, ważne, żebym nauczyła się pierogi lepić, to chociaż z głodu nie umrę. Za to teraz w kółko roztrząsa, co to będzie, jak genialny Niedaś zrobi doktorat. A ta sierota nawet obiadu w lodówce nie potrafi znaleźć, jak mu się garnek na inną półkę przestawi.
– Po prostu w niego wierzą, Salomeo.
– No to tak trochę jakby bez podstaw.
– Bo też na tym właśnie polega wiara – zauważyła spokojnie pani Matylda. – W przeciwnym razie byłaby wiedzą. Dostrzegasz różnicę? Twoi rodzice są pewni, że sobie w życiu poradzisz. Co prawda wykazujesz wyjątkową skłonność do fizycznych urazów, ale za to masz głowę na karku i mocny kręgosłup. A co do Niedasia… Cóż. W niego pozostaje im tylko wierzyć.
s. 299
Zlałaś trupa po pysku, aż mu w trumnę poszło, a boisz się paru szpulek?
s. 232
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, interwencji nie będzie.
s. 290
Bączek zwany światem zawirował raz jeszcze i Salka straciła chwilowo łączność z ciałem.
s. 313
Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.
s. 130
Zwycięzców się nie sądzi. Choć czasem szkoda…
s. 268
A my z biegiem lat coraz bardziej zapominamy, że historia w takim najprostszym, ludzkim wymiarze nigdy nie jest czarno-biała, zwłaszcza historia takich miejsc jak Wrocław, Lwów czy właśnie twój Gdańsk, Bartku. Na papierach podpisywanych przez polityków i generałów wszystko wydaje się proste. Temu zabrać to, tamtemu dać tamto, tę granicę przesunąć tam, a tamtą tu. Lecz w tym najprostszym, ludzkim wymiarze, daleko od frontów, zawsze w czyimś sercu pozostaje głębokie poczucie niesprawiedliwości.
s. 269
Odłożywszy słuchawkę, Salka wróciła do swojego pokoju i jakby nigdy nic wpadła w panikę.
Po pierwsze, nie miała się w co ubrać.
Po drugie, nie miała się w co ubrać.
Po trzecie, nie miała się w co ubrać!!!
s. 213
Żywi inaczej z reguły słabo współpracują. A ci całkiem sproszkowani to już w ogóle…
s. 172
(…) z perspektywy czasu i wygodnego fotela nawet największe tragedie i dylematy historii bardzo łatwo się ocenia. My je przeżyłyśmy. Wy o nich tylko czytacie. A znajdą się i tacy, którzy tego nie przeżyli, nie czytają i na dodatek nie myślą, za to chętnie wydają kategoryczne sądy, chociaż powinni być mądrzejsi o doświadczenia naszego pokolenia. Tak, my mogliśmy wtedy nie wiedzieć, do czego koniec końców doprowadzi Hitler i jemu podobni, choć to nas też wcale nie tłumaczy. Ale wy… wy już nie macie żadnych wymówek. Musicie wiedzieć, myśleć i przede wszystkim pamiętać.
s. 269
A cóż to takiego jest ta narodowość, jeśli nie czystym przypadkiem? Wypadkową serii zbiegów okoliczności, na które i tak nie mamy wpływu, tak jak na płeć czy kolor oczu, z którymi się rodzimy.
s. 269
W ułamku sekundy przez głowę przegalopowały jej dziesiątki chaotycznych myśli, ciągnąc za sobą setki przerażających obrazów, żywcem wziętych z horrorów (…). Psychopaci z hakiem, psychopaci z lustra, psychopaci w szafie, rany boskie, psychopaci z hakiem z lustra w szafie!!!
I wtedy posapywanie osiągnęło punkt krytyczny, po czym wraz z wydechem gładko przeszło w wyraźne, ogłuszające chrapanie.
Chrapiący psychopata to było jednak coś nowego.
s. 36
Z opisu wynikało, że nie chodzi o chuliganów nurtu ortodoksyjnego, z rodzaju tych napakowanych koksem i testosteronem miłośników baseballu i szlachetnych sztuk walki, lecz o – dla pewności funkcjonariusze zerknęli raz jeszcze do notatek – starą wiedźmę w kocu i garbusa ze średnich rozmiarów młyńskim kołem. A to były już co najmniej dwa dobre powody, żeby wykazać mile widziane przez przełożonych zainteresowanie, bez żadnej obawy, że natkną się na ustawkę. Albo, co gorsza, gimnazjalistów.
s. 290
Istne dzieło sztuki. Z figury Rubens, z fryzury Tycjan, z gęby zaś, wypisz, wymaluj, Picasso. Nic, tylko się powiesić – w muzeum, znaczy najlepiej w jakimś ciemnym kącie.
s. 213
Czasami najporządniejsi nawet ludzie, których znamy jak własną kieszeń, robią coś, czego nikt by się po nich nie spodziewał. I nie zawsze jest to coś dobrego…
s. 108
My… my tylko… ten… tego… – Uwolniwszy się błyskawicznie z plątaniny kabli i kończyn, Niedaś poderwał się z łóżka, przy okazji zrzucając obydwa laptopy na podłogę.
– …synchronizowaliśmy rotację! – dokończyła Basia świdrującym piskiem. Wyprostowała się jak struna, odgarniając zmierzwione włosy z twarzy.
Salka i Bartek spojrzeli po sobie wymownie.
– Słyszałeś? To się teraz nazywa „rotacja”.
– No, coś synchronizowali, to pewne…
– Chyba im szło średnio, bo jacyś tacy zadyszani…
– A może wprost przeciwnie?
– Ej, weźcie się… weźcie! – burknął naburmuszony Niedaś. – Wam też by nie zaszkodziła mała rotacja. Od razu zrobilibyście się luźniejsi w kroku…
– My wolimy „snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje” – odparł wesoło Bartek.
s. 218
Świat rzadko kiedy jest czarno-biały, Salko. Odpowiedzialność zwykle rozkłada się na wiele barków. Każda decyzja pociąga za sobą następne, a we wszystkim z zapałem miesza zwykły przypadek.
s. 210
Średni pomysł, biorąc pod uwagę twoją sytuację, chłopcze (…). Wystarczy, że ona się potknie o krawężnik i stłucze sobie kolano, a ciebie znowu wsadzą. Za usiłowanie, współudział, a najlepiej jeszcze na poczet alimentów. Tak na wszelki wypadek.
s. 123
(…) Zmarli to zmarli, koniec kropka. Nieważne, Polacy czy Niemcy, to byli breslauerzy tacy jak my i należy im się pamięć. I bezwzględny szacunek, bo oni nie mogą się już sami bronić ani przed ludzką głupotą, ani przed podłością.(…)
Co zrobili za życia, to zrobili, tego nikt nie neguje. (…) Ale z chwilą gdy wyzionęli ducha, ich rachunek został zamknięty raz na zawsze. Nieważne, na plusie czy na minusie. Zapłacili go własnym życiem.
s. 247
Z najgłębszych czeluści duszy, gdzie pierwotne instynkty kryły się po chaszczach, w ułamku sekundy wystrzelił przekaz prosty jak konstrukcja cepa, celując w centrum sterowania Salką i uruchamiając podstawowe dla przetrwania odruchy. Plecy prosto. Wciągnij brzuch. Obliż wargi, bo spierzchły. Włosy przygładź, włosy! I na litość boską, zróbże coś z tą twarzą! Schowaj, zamaluj, zgaś światło!!!
s. 52
– A cóż takiego intymnego tam porabiałeś, Niedasiu? – zaćwierkała tak słodko, że aż ją samą zemdliło.
Niedaś jakby zmienił kolorystykę na nieco bardziej buraczaną. Nerwowym gestem przeczesał zmierzwione włosy palcami.
– To… to nieistotne! – burknął.
– Och, przecież nie masz się czego wstydzić. – Rogi rosły dalej w najlepsze i właśnie brały ostry zakręt.
– Siostra…
– No co ty, Niedasiu, wielu facetów w twoim wieku to robi…
– Siostra!
– …zwłaszcza dotkniętych długotrwałym i bolesnym stanem wolnym…
– Siostra!
– …taki tu Bartek pewnie też niejeden raz był zmuszony…
– Yyy… ja?! – Wzmiankowany Bartek drgnął, rozlewając herbatę.
– …a raz nawet przyłapałam ojca…
– SIOSTRA!!!
– …jak sam prasował sobie spodnie – dokończyła gładko Salka.
s. 139
Nie można przeżyć życia za kogoś innego, choćby nie wiem co. Nie można mu mówić, co ma robić, a czego nie, ani brać na własne barki konsekwencji cudzych czynów. Nikomu to nie wychodzi na dobre. Każdy decyduje za siebie… i tylko za siebie potem dostaje od życia po głowie.
s. 106
– (…) Jeśli założymy, że wasz niemiecki protoplasta pod postacią z martwych powstałej istoty rzeczywiście przemierza nocami wrocławskie ulice w poszukiwaniu swej połowicy celem dokonania zemsty na tejże…
– Co?
– Pradziadek szuka prababci, żeby ją ukatrupić – streściła bratu Salka.
s. 223
– Czyli że wczoraj późnym popołudniem, kiedy ty korzystałaś z pięknej jesiennej aury i pławiłaś się w Odrze, Niedaś od dobrych trzech dni siedział już w tym areszcie. (…) O ile nie opanował w tym czasie z nudów arcytrudnej sztuki przebywania w dwóch miejscach jednocześnie, nijak nie mógł cię napaść. Ergo, to nie był Niedaś.
– Ale to był Niedaś – zaprotestowała Salka. – Stałam z nim twarzą w twarz.
– A więc Wołłeczko i cała wrocławska policja kłamią? Niedasia tam wcale nie ma, a my siedzimy tu po próżnicy?
– No… no nie, ale…
– Więc może to ty się pomyliłaś?
– Nie, dobrze wiem, co widziałam.
– A zatem, reasumując, to był Niedaś, choć to nie był Niedaś. Tak?
– Nic z tego nie rozumiem…
– A cóż tu jest do rozumienia? (…) Widocznie twój brat został nowym kotem Schrödingera. Jednocześnie był wczoraj nad Odrą i nie był, topił cię i nie topił. Logiczne.
s. 108
– I co o nim sądzisz, Matyldo? – Pani Jaga skinęła głową w stronę drzwi, które dopiero co zamknęły się za młodym doktorantem. (…)
– Miękkie kluchy.
– Ale papugę skojarzył!
– Bo to miękkie kluchy z horyzontami, Jaguś.
s. 97
Ach, rozumiem… Znaczy nie rozumiem, ale zaczynam się przyzwyczajać.
s. 228
No to komu w drogę, temu aviomarin!
s. 150
Jak zwał, tak zwał, ważne żeby seks był udany! (…) Silne nasienie i regularna owulacja to podstawa związku, zawsze to powtarzam!
s. 278
To już wszystkie cytaty.
42 cytaty w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne



