Ivo Andric
Cytaty
W wolnych chwilach czyta dużo, ale lektura nie dodaje mu sił ani nie podnosi na duchu, gdyż to wszystko w nim się dusi. Jego smutna dola, osamotnienie i cierpienie otworzyły mu oczy i wyostrzyły zmysł spostrzegawczości, ale nawet najlepsze myśli i najcenniejsze doznania tylko jeszcze bardziej go przygnębiają i przepajają goryczą, jako że jeszcze wyraźniej ukazują mu jego niepowodzenie i beznadziejność bytowania w kesabie.
Teraz jest już nieco zmęczony i rozczarowany. W gruncie rzeczy charakter jego nie uległ zmianie, jest taki sam, jakim był wówczas, gdy z Karamanliją toczył dysputy na kapii: człowiekiem samowolnym, posiadającym własne zdanie zawsze i we wszystkim. Tylko, że jego przysłowiowa prawdomówność zmieniła się w złośliwość, a wojowniczość w ponure rozgoryczenie, którego nie są w stanie wyrazić najdosadniejsze określenia, a które gaśnie i uśmierza się w ciszy i samotności.
Zapamiętaj, co starzy ludzie dawno już powiedzieli: „Nie czas ginąć, ale pora przekonać się, z kim ma się do czynienia” Takie właśnie czasy nastały.
W ogóle zda się, iż obecnemu pokoleniu zależy raczej na pojęciach o życiu niż na nim samym (…) Dlatego życie traci na wartości i sprowadza się do czczej gadaniny.
Wspomnienie tego miejsca, gdzie droga się urywa, a beznadziejna i przygnębiająca nędza piętrzy się i narasta na skalistych brzegach rzeki, przez którą przeprawa jest trudna, niebezpieczna i kosztowna, chłopak uniósł ze sobą niby stały ból fizyczny tkwiący gdzieś w głębi duszy, wzmagający się niekiedy tak, iż zda się, że serce pęknie.
Wydarzenia przeszły wszelkie oczekiwania jednych, a wszelkie obawy drugich wydawały się uzasadnione. Pragnienia, które przez setki lat wyprzedzały powolnie kroczącą historię, nie mogły teraz nadążyć za jej fantastycznym lotem ku najśmielszym urzeczywistnieniom.
Wszystko, co się działo, miało jeszcze pozory godności i urok nowości, ów straszliwy krótkotrwały, nie wysłowiony urok, który później tak kompletnie zanikł, że nawet ci, co go wówczas tak żywo odczuwali, nie potrafili odtworzyć go sobie we wspomnieniach.
Wszyscy wiedzieli, iż w ich życiu jest coś, co potrafi stawić czoła wszelkiemu żywiołowi i co dzięki niepojętej harmonii swych kształtów i niewidzialnej, mądrej sile swych podwalin wychodzi obronna ręką z każdej próby niezniszczalne i niezmienne.
Życie leżało przed nimi jak obiekt, jak arena dla ich wyzwolonych zmysłów, dla ich głodu wiedzy i nie znających ograniczeń sentymentalnych wyczynów. Wszystkie drogi stanęły nagle otworem przed nimi, hen aż w nieskończoność; na większość z nich nigdy nawet nie wstąpią a jednak upajająca rozkosz życia polegała na tym, że mogli (przynajmniej w teorii) swobodnie wybierać, którą tylko zechcą, i wolno im było potknąwszy się na jednej wstąpić na drugą. Co inni ludzie innej rasy, w innych krajach i czasach osiągnęli i zdobyli w ciągu pokoleń, w toku wiekowych wysiłków za cenę życia albo wyrzeczeń i ofiar, większych i droższych niż życie, to leżało przed nimi jakby przypadkowa puścizna i niebezpieczny dar przeznaczenia. Wydawało się to fantastyczne i nieprawdopodobne, a jednak było prawdziwe: mogli czynić ze swoją młodością, co im się żywnie podoba na tym świecie, gdzie zasady społecznej i osobistej etyki aż po odległe krańce zbrodni przeżywały właśnie w owych latach kryzys, były dowolnie interpretowane, przyjmowane lub odrzucane przez wszystkie skupiska ludzkie i każdego z osobna; mogli myśleć, co im przyjdzie do głowy, sądzić o wszystkim swobodnie i bez ograniczeń, mieli odwagę mówić, co ślina na język przyniosła, i dla wielu z nich słowa te były tym samym co czyny, zaspokajały ich atawistyczny pęd do bohaterstwa i sławy, gwałtownych wybuchów i niszczenia, a nie pociągały za sobą konieczności działania ani żadnej namacalnej odpowiedzialności za słowa. Najzdolniejsi pośród nich gardzili tym, czego mieli się uczyć, a także lekceważyli to, co mogli zrobić, chlubili tym, co przekraczało ich siły. Trudno wyobrazić sobie bardziej niebezpieczny sposób wchodzenia w życie i pewniejszą drogę do wyjątkowych czynów albo do kompletnego krachu. Tylko najlepsi i najsilniejsi pośród nich rzucali się do czynu z fanatyzmem derwiszów i spalali się jak muszki.
Wśród nich byli też tacy, którzy 13 lat temu zjechali tu z Użic, nie chcąc żyć pod panowaniem serbskim, a teraz znowu szykowali się do ucieczki przed innym nowym, chrześcijańskim panem. Większość jednak została, czekając na wypadki w przykrej niepewności i pozornej obojętności.
Wystarcza sam sobie i zupełnie jest zadowolony ze swej pozycji i znaczenia. Nie ma potrzeby ani być, ani wydawać się czymś innym, niż jest, nikt też od niego tego nie wymaga i nie oczekuje. Jest to jeden z tych ludzi, dla których wielkopańskie maniery są uciążliwym i szlachetnym zajęciem, całkowicie wypełniającym im życie; wrodzona wielka i majestatyczna pańskość jako taka, której nie sposób wyjaśnić, zaprzeczyć ani naśladować.
W wojsku cesarskim każdy ma swoją robotę i nie ma się o co martwić ani po co mieszać do cudzej „branży”.

