Ivo Andric

Cytaty

  1. Jakże opisać owo falowanie uczuć ludzkich, od niemego, dzikiego strachu po samobójczy zachwyt, od najniższych instynktów krwiożerczych i podstępnej grabieży po najwyższe zrywy świętej ofiarności, w której człowiek przechodzi sam siebie i na chwilę sięga sfer zaświatów, gdzie inne rządzą prawa? Nigdy nie zdoła się tego wysłowić, jako że kto doczeka i przeżyje, ten zaniemówi, a martwi i tak mówić nie mogą. Są to bowiem rzeczy, których się nie opowiada, lecz zapomina o nich. Bo gdyby zapomniano, jakżeby mogły się powtarzać.

  2. Tak się to mówi: „ziarno… gwiazda… troski tronu”, aby nie nazywać po imieniu tego, co jest, i by nie mówić: że krajami i prowincjami, a wraz z nimi i żywymi ludźmi oraz ich siedzibami frymarczy się i że przechodzą z rąk do rąk jak drobna moneta, zaś prawowierny i poczciwy człowiek nie może zaznać spokoju na ziemi nawet tyle, ile mu w jego krótkim życiu potrzeba, a jego stan i mienie zmieniają się niezależnie od niego i wbrew jego woli i najlepszym chęciom.

  3. Ludzie, którzy sami nie pracują i nic nie podejmują w życiu, łatwo zwykli tracić cierpliwość i mylić się przy ocenie cudzej pracy

  4. Salo Hedo, zimny i obojętny jak Przeznaczenie.

  5. Tam gdzieś w świecie toczy się gra lub bój i tam rozstrzygają się losy każdego z nas.

  6. Inny dzień, a więc inne też wydatki.

  7. Postać i słowa tej kobiety, miłośnicy hajduka, zachowanie Stefana i cały przebieg krótkiego dochodzenia ukazały mu nagle we właściwym świetle jego lekkomyślną, niewinną i niewybaczalną wiosenną zabawę na kapii. Słowa rotmistrza stanowiły jakby tylko oficjalne przypieczętowanie tego wszystkiego; były one potrzebne raczej samemu rotmistrzowi, aby mógł zadośćuczynić jakimś niepisanym, lecz odwiecznym wymogom prawa i porządku, niż Fedunowi. Jakby doznał objawienia, młodzieniec uświadomił sobie nagle znaczenie kilku chwil zapomnienia w nieodpowiednim momencie i w niebezpiecznym miejscu. Gdyby te przeżyte na kapii chwile pozostały nieznane, nic by nie znaczyły. Oto jeszcze jedna młodzieńcza pustota, o której później opowiada się kolegom podczas nudnych patroli nocnych. Ale sprowadzone na grunt konkretnej odpowiedzialności oznaczają wszystko. Więcej nawet niż śmierć: koniec wszystkiego, w dodatku niepożądany, haniebny koniec. Nigdy nie będzie już można rzetelnie i całkowicie tego wyjaśnić ani sobie samemu, ani innym. Nigdy już nie będzie listów z Kołomyi ani fotografii rodzinnych, ani przekazów pocztowych, które z taką dumą posyłał do domu. Koniec człowieka, który się pomylił i pozwolił wywieść w pole. Dlatego nie znalazł ani jednego słowa odpowiedzi. (…) Podczas gdy młodzieniec zbierał swoje rzeczy z półki nad posłaniem, kilku kolegów, przebywających jeszcze w sypialni, wymknęło się na palcach, zamykając ostrożnie i bezszelestnie drzwi za sobą. Wokół Feduna rósł krąg samotności i przygnębiającej ciszy, który zawsze wytwarza się wokół człowieka dotkniętego nieszczęściem, jak wokół chorego zwierzęcia.

  8. Ani w dzień, ani w nocy nie opuszcza go uczucie, że czeka na kogoś, uczucie męczące a rozkoszne, jakby znajdujące potwierdzenie we wszystkim, co dzieje się na wodzie, ziemi i niebie.

  9. Nieraz trafi się jakiś gęślarz, zazwyczaj Czarnogórzec, ascetycznie chudy, nędznie odziany, ale wyniosłej postawy i jasnego wejrzenia, wygłodniały ale wstydliwy, dumny, ale skazany na jałmużnę. Jakiś czas siedzi w kącie, rażąco skromnie, nic nie zamawia, wzrok utkwił gdzieś przed siebie z miną obojętnego naiwniaka, a jednak widać, że ma zgoła inne myśli i zamiary, niż to na pierwszy rzut wygląda. W sercu jego niewidocznie zmaga się wiele sprzecznych i nieustępliwych uczuć, osobliwie wielkość tego, co w duszy nosi, i bieda tudzież nieudolność tego, co potrafi wyrazić im pokazać innym. Stąd zawsze jest trochę zakłopotany i nieśmiały wobec ludzi. Dumnie i cierpliwie czeka, aż ktoś poprosi o pieśń, a nawet wtedy ociągając się wyjmuje gęśle z torby, dmucha w nie, sprawdza, czy nie zmókł mu smyczek, stroi strunę, starając się przy tym najwyraźniej, by jak najmniejszą zwracano uwagę na te jego techniczne przygotowania. (…) A gdy gęśle i głos zupełnie się zleją w złożony miarowy dźwięk, który snuje ciemną kanwę dla pieśni, wtedy ów biedak zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: znika przykra wstydliwość, wewnętrzne sprzeczności gasną i uśmierzają się, zapomina o wszelkich kłopotach. Gęślarz podnosi głowę, jak ktoś, kto odrzuca maskę skromności nie mając już potrzeby ukrywać się, i rozpoczyna nadspodziewanie mocnym głosem, właściwie raczej wykrzykując wstępne strofy: Zapłakana drobna bazylijka: Cicha roso, wczesna roso, Czemu na mnie ty nie spadasz, roso?

  10. Podkopy Szwabów obliczone są na długie lonty.

  11. Ludzie bowiem łatwo zmyślają historie i prędko je roznoszą, a rzeczywistość przedziwnie i nierozłącznie miesza się i splata z legendami

  12. A niech tam, myślał sobie, jeśli tu się wali, gdzieś się przecież buduje. Pewnie są jeszcze gdzieś spokojne kraje i rozumni ludzie, którym nie obca miłość Boża. Jeśli nawet Bóg opuścił tę nieszczęsną Kasabę nad Driną, to chyba nie cały świat i wszystkie ziemie pod słońcem? Przecież i oni nie będą wiecznie triumfować. Choć kto wie? (…) Kto wie? Może ta ohydna religia, co wszystko porządkuje, czyści, przerabia i upiększa, żeby zaraz potem pożreć i zburzyć, rozszerzy się po całym świecie; może cały Boży świat zamieni w pustkowie, aby móc bezsensownie budować i krwiożerczo burzyć, w pastwisko dla swego nienasyconego głodu i niepojętych zachcianek? Wszystko jest możliwe. Ale jedno nie może być, nie może być żeby całkowicie i na zawsze zniknęli wielcy i mądrzy a bogobojni ludzie, którzy dla chwały Bożej wznosić będą trwałe budowle, pragnąc by ziemia była piękniejsza, a człowiek na niej żył łatwiej i lepiej. Gdyby zabrakło takich ludzi, oznaczałoby to, że miłość Boża zgaśnie i zniknie ze świata. A to nie może być.