Cytaty
– Aha. Tak więc podczas jednej z takich bezsennych nocy zostałem z ojcem. Staraliśmy się znaleźć jakiegoś żywego pacjenta, którego można by leczyć, ale w łóżku, za łóżkiem znajdowaliśmy same trupy.
I wtedy ojciec zaczął się śmiać! Nie mógł przestać. Wyszedł na dwór z ręczną latarką. Chichotał bez przerwy, a promień światła z jego latarki tańczył po trupach ułożonych w stosy. Położył dłoń na mojej głowie i wie pan, co mi wtedy powiedział ten wspaniały człowiek?
– Nie.
– Synu – powiedział do mnie ojciec – pewnego dnia wszystko to będzie twoje.
Umierać trzeba ekskluzywnie, to nie tramwaj.
Tracę nie tylko świat, tracę nie tylko wszystko i wszystkich, których kocham. Tracę też siebie. Pstryk – i nie ma mnie!
Ogromnie boli myśl o chwili, w której nie będzie już następnych dni.
Ale często ostatnią rzeczą, której człowiek się trzyma, bywa czyjaś dłoń.
Nie można przeżywać tego, że się istnieje, bez świadomości, że kiedyś się umrze.
Czy wybrałbym życie na Ziemi, mając świadomość, że zostanę nagle od niego oderwany, może w samym środku najszczęśliwszych chwil? Czy też już w punkcie wyjścia podziękowałbym za uczestnictwo w tej bezsensownej zabawie w „dawanie i odbieranie”? Bo przychodzimy na świat tylko raz. Zostajemy wpuszczeni w tę wielką baśń. A potem… Pstryk i skończona bajka!
Stworzenie człowieka trwa kilka miliardów lat, jego śmierć – zaledwie kilka sekund.
Kiedy odchodzimy, tracimy nie tylko cały kosmos, choć również to można odczuć jako bolesną stratę, lecz żegnamy się także z wieloma tysiącami ludzkich dusz, z którymi zawarliśmy znajomość. Jeśli oczywiście istnieje aż tyle indywidualnych dusz. Być może jesteśmy fasetkami jednego i tego samego ducha świata…
A może nigdy nie będzie wiadomo, może nie znajdzie się nic. To właśnie jest śmierć.
Co do reszty, daremnie człowiek wytęża siły, potyka się, ześlizguje, spada z powrotem w alkohol, który konserwuje żywych i martwych, nie dochodzi do niczego. To jest dowiedzione. I od tylu wieków można widzieć, jak zwierzęta naszego gatunku rodzą się, trudzą i zdychają na naszych oczach i nie przytrafia się im nigdy nic nadzwyczajnego, tylko bez przerwy biorą się za dźwiganie tego samego bezsensownego brzemienia, z miejsca, gdzie je tyle innych zwierząt porzuciło. A przecież powinniśmy rozumieć, co się dzieje. Nieprzerwane fale niepotrzebnych istot ciągną z głębi wieków, żeby wciąż umierać na naszych oczach, a tymczasem człowiek czeka tu, spodziewa się czegoś... Niezdatny nawet do wyobrażenia sobie śmierci.
Idąc tak przed siebie, przypomniałem sobie ceremonię z dnia poprzedniego. Na łące się to odbyło, na zboczu wzgórza; pułkownik donośnym głosem przemówił do regimentu: „W górę serca! – powiedział... – W górę serca! I niech żyje Francja!”. Kiedy brak wyobraźni, umieranie to pryszcz, ale kiedy wyobraźnia jest, śmierć to za dużo. Takie jest moje zdanie. Nigdy przedtem nie zdarzyło mi się, abym w jednej chwili zrozumiał tak wiele spraw.










