Cytaty
(...) z chwilą postawienia nogi na stopniu wagonu przeskakujemy wewnętrznie tam, dokąd mamy jechać. Po ustawieniu bagażu wychodzimy jeszcze na peron, rozmawiamy z odprowadzającymi, ale już jesteśmy obcy, nie ma już nas tu. Dopiero co byliśmy z nimi razem, jeszcze w taksówce. I wystarczyło zobaczyć swoje miejsce w pociągu, to samo, z którego wstaniemy tam, u celu podróży – żeby oderwać się od wszystkiego, co tutejsze. Stoimy przed pociągiem albo w oknie wagonu i rozmawiamy jak przez (...) telefon z tymi, którzy zostają.
Celem mojej pielgrzymki jest zawsze inny pielgrzym.
Czy ktoś jeszcze odważyłby się opisać człowieka w całości, ogólnie i obiektywnie? Posłużył się z całym przekonaniem pojęciem osobowości? Wziął rozmach na przekonującą typologię? Nie sądzę. Pojęcie syndromu pasuje jak ulał do psychologii podróżnej. Syndrom jest nieduży, przenośny, nie podłączony z bezwładną teorią, epizodyczny. Można nim coś wyjaśnić, a potem wyrzucić go do kosza. Narzędzie poznawcze jednorazowego użytku.
(…) często poznawałam osobliwą schedę, jaką podróżnikowi zostawia po sobie czas: tęsknotę i chęć ponownego odwiedzenia miejsc, w których się kiedyś było, odbycia wędrówki dawnymi tropami, ponownego odkrywania czaru tamtych dawnych chwil. Czasami trafiamy ponownie w miejsce, nieszczególnie zachowane w naszej pamięci, ale przez wzgląd na wspomnienia odczuwamy wielką przyjemność powrotu w te strony. Lecz jeśli nawet odnajdujemy owe miejsca, są już one zupełnie inne.
s. 81
Podróż licząca tysiące mil zawsze zaczyna się od trudności.
– Wyobrażasz sobie! Odbyłam taką straszną podróż na próżno.
– Nic nie jest na próżno. W życiu donikąd się nie dochodzi, Elizo, tylko się idzie i już.
Szlaki najbardziej nieznane przebiegają najbliżej serca.
Nie liczcie na to, że o ósmej rano w Tokaju coś zjecie. W przeszklonej knajpie przy Kossuth ter można pić kawę za kawą i patrzeć, jak deszcz spada na pusty plac. Bardzo ciekawe myśli przychodzą wtedy do głowy. Na przykład, czy wziąć sobie za wzór tych dwóch przy sąsiednim stoliku, którzy zamówili dwa razy po trzysta aszu, czy też spokojnie zadawać sobie pytanie w stylu „co ja tu właściwie robię?”, czyli podstawową mantrę czy też modlitwę każdego podróżnika. Bo właśnie w podróży, rano, w obcym mieście, zanim druga kawa zacznie działać, doświadcza się najmocniej dziwności własnego, pozornie banalnego bytu. Podróż jest po prostu stosunkowo zdrowym rodzajem narkotyku.
Tak, nie mam wyobraźni, i dlatego powinienem się pakować, upychać po kieszeniach drobiazgi, paszport, jakieś pieniądze, powinienem wybierać się w drogę, żeby sprawdzić, jak jest naprawdę. Zawsze gdy zmienia się pora roku albo pogoda, powinienem zwijać najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszać we wszystkie te miejsca, gdzie już byłem, żeby przekonać się, czy jeszcze istnieją.
Jazda do Niemiec to jest psychoanaliza.
Podróżować znaczy żyć. A w każdym razie żyć podwójnie, potrójnie, wielokrotnie.
Czasami najkrótsza podróż trwa najdłużej.


















