Zielone CytatyOstatnio dodane
Najnowsze cytaty z książek w kolekcji Zielone Cytaty — fragmenty dodane przez czytelników, każdy z autorem, książką i stroną, z której pochodzi.
Wieczór nadchodzi wolno i nieubłaganie, nadciąga jak wrogie armie, jak wojska nieprzyjacielskiej ciemności, bataliony realnego mroku, dywizje lęków i fobii, wieczór zapada we mnie, ja w wieczór zapadam się całkiem.
(...) korciło mnie zawsze, żeby spróbować poważnie. Bo wtedy można pisać wprost jak do kogo głupiego, wyłożyć łopatą kawę na ławę i nawet żywa kura zrozumie. A jak pisać śmiesznie, to się muszą domyślać: „Publika dorozumiejetsia”, jak mówią w teatrze.
Najgorsi potrafią zaćmić najlepszych, a szmirus może utłuc wielkiego aktora.
Jestem specjalistką od głupich sytuacji i gdyby można było się do tego przyzwyczaić, czułabym się w nich jak ryba w wodzie. Głupie sytuacje jednak mają to do siebie, że każda następna jest zupełnie nowa. Pojęcie głupiej sytuacji ma w sobie element niespodzianki, głupia sytuacja, która się powtarza, awansuje automatycznie do miana sytuacji dziwnej, przykrej, niedogodnej, kłopotliwej, kompromitującej, niesamowitej, potwornej, bez wyjścia. Moje natomiast sytuacje są zawsze głupie, bo za każdym razem są inne.
Zasadniczo poczucie humoru zaczyna funkcjonować dopiero wtedy, kiedy ma się je z kim dzielić.
Wzruszają mnie dorośli ludzie, którzy nie mogą wytrzymać bez jedzenia w ciągu godziny, gdyż tyle mniej więcej trwa jedna część przedstawienia. W domu nie tknęliby cukierka. Ale niech na estradzie pianissimo, niech na ekranie śmierć, niech na scenie rozstanie – już ćpają. Już opychają się słodyczami jak przedszkolaki pod choinką.
(...) zdanie, które dla nas już od dawna jest banałem, dla wielu osób będzie jeszcze odkryciem.
W końcu to wszystko to tylko dosyć pospolite problemy. Problemy, czyli nic straszliwego. Drobiazgi do zanotowania.
Zdrada. Mocne słowo. Może zbyt mocne. Po prostu rozczarowanie. Okazali się inni, niż sądziłem. W godzinie próby nie wytrzymali, obnażyli się, pękli. Przedtem Joaśka, a teraz oni.
Rozumiem – powiedział do śruby. – Samotnikom najlepiej. Nikt im nie robi niespodzianek, niczego od nich nie wymaga, o nic nie ma żalu. Jeśli zdarzają się im konflikty, to tylko z własnym sumieniem.
– Doprawdy? – zapytałem drwiąco, pełen hamowanego oburzenia. – W takim razie może mi wytłumaczysz, dlaczego dostałem bzika właśnie na punkcie Agnieszki? Dlaczego śniła mi się co noc, dlaczego dostawałem febry od samego patrzenia na nią? Dlaczego nie wyobrażałem sobie większego szczęścia niż iść przed siebie trzymając ją za rękę? Może mi wytłumaczysz, dlaczego po dniu spędzonym razem w szkole chciało mi się w najgorszy mróz stać godzinami pod oknem Agnieszki, aby zobaczyć jej cień na tle firanek?
Nienawidzi?… Nienawiść wyobrażałem sobie jako pasję, ponure zapamiętanie bez odwrotu. Wyrok.







