Aleksander Minkowski
Cytaty
Pięści zacisnęły się same. Jakbym dostał w twarz.
Zdrada. Mocne słowo. Może zbyt mocne. Po prostu rozczarowanie. Okazali się inni, niż sądziłem. W godzinie próby nie wytrzymali, obnażyli się, pękli. Przedtem Joaśka, a teraz oni.
Więc i do tego nie jestem już potrzebny, pomyślałem. W porządku. Ja ich także nie potrzebuję. Zobaczymy. Próbowali pogodzić się, odtrąciłem… Jeden zero dla mnie. A mecz jeszcze nieskończony.
– Jest brzydka – powiedziałem – Rude czupiradło z cerą nieboszczyka i ślepiami jak u sowy. Kocham się w niej!
Rozumiem – powiedział do śruby. – Samotnikom najlepiej. Nikt im nie robi niespodzianek, niczego od nich nie wymaga, o nic nie ma żalu. Jeśli zdarzają się im konflikty, to tylko z własnym sumieniem.
– Doprawdy? – zapytałem drwiąco, pełen hamowanego oburzenia. – W takim razie może mi wytłumaczysz, dlaczego dostałem bzika właśnie na punkcie Agnieszki? Dlaczego śniła mi się co noc, dlaczego dostawałem febry od samego patrzenia na nią? Dlaczego nie wyobrażałem sobie większego szczęścia niż iść przed siebie trzymając ją za rękę? Może mi wytłumaczysz, dlaczego po dniu spędzonym razem w szkole chciało mi się w najgorszy mróz stać godzinami pod oknem Agnieszki, aby zobaczyć jej cień na tle firanek?
Ruszyłem brzegiem, pełen złośliwej satysfakcji, rozgoryczenia i gniewu. Chciałem być sam. Teraz i zawsze.
Uciekłem. Kanister z benzyną: chluśnięcie na płótno namiotu, błysk zapałki. Dwie żagwie nie mogą wysupłać się z płomieni. Dziki wrzask bólu…
Granat: wyszarpnięcie zawleczki, celny rzut, eksplozja. Strzępy w powietrzu…
Karabin maszynowy: zgranie szczerbinki z muszlą pośrodku namiotu, naciśnięcie spustu, ta-ta-tata-tatata!…
Potop.
Lawina kamieni, deszcz głazów, skał.
Trzęsienie ziemi.
Erupcja wulkanu dokładnie pod namiotem.
Koniec świata. Tak: koniec świata byłby najlepszy.
Zacisnąłem zęby. Wcale nie chcę być z nimi, powiedziałem sobie. Nic mnie nie obchodzą.
To kino ze Zbychem nic by nie znaczyło, gdyby nie kryła się za tym intencja. Agnieszka chciała mnie sprowokować, chciała doprowadzić do spięcia. Była zbyt tchórzliwa, aby zerwać wprost, bez gry. Zamierzała rozłożyć winę na nas dwoje, spłaszczyć konflikt do głupiej kłótni, wywołać wrażenie, że to ja jestem inicjatorem zerwania.
(…) coś wymknęło się spod kontroli i leciało w dół, rosnąc jak śnieżna kula. Straciłem Joannę.
Jakie to proste, jakie oczywiste, jakie zrozumiałe(…). Jak mogłem być takim osłem?!





