Cytaty
Zadaniem kobiety jest stworzyć dom. Ciepły, dobry, życzliwy, bez kłótni, bez wzajemnych pretensji. Naszym zadaniem jest przymykać oczy i dbać, żeby się to wszystko nie rozleciało. A fiu bździu zostaw innym.
Ważna jest tradycja, dbanie o pewne niezmienne formy wspólnego życia. Coś stałego, do czego się wraca jak do domu. Nie do mieszkania.
Rodzina jest takim tworem, w którym musi być miłość, przywiązanie, szacunek albo przyjaźń. Inaczej to jest tylko podstawowa komórka społeczna.
Człowiek schowa się przed rodziną, żeby zająć się sprawami, którymi zająć się powinien, ale wszędzie go dosięgną.
Przezwisko „Kura domowa” to wymysł niespełnionych kobiet i zazdrosnych o rodzinę mężczyzn.
Matka przynosi radość życia, ojciec – radość moralności.
s. 85
Zaklinam was, oddalcie wszystko, co wam przeszkadza w posiadaniu dzieci! Najlepszy Bóg nie może waszemu domowi podarować niczego piękniejszego niż dużo dzieci. Dążcie do tego, aby być rodzinami wielodzietnymi! Wielodzietna rodzina jest chlubą Kościoła katolickiego!
s. 110
Ludziom się wydaje, że jak będą mieć żonę i dzieci, to będzie dobrze. A jak już mają żonę i dzieci, to okazuje się, że nie jest dobrze. I rozumieją wtedy, że tak naprawdę nie chcieli mieć rodziny, tylko chcieli, żeby było dobrze. Siedzą w tym tylko dlatego, bo nie wiedzą, co z tym zrobić.
Ojciec powiedział mi kiedyś, że posiadanie dzieci przypomina odkrywanie nowych, niezwykłych pokoi w domu, w którym mieszkało się całe życie.
Pragnienie bycia bezpiecznym i kochanym nie jest tchórzostwem. My byśmy się kochali (...), ale nie zapewnilibyśmy sobie bezpieczeństwa. Huśtalibyśmy się na trapezach bez asekuracji. To może być dobre, gdy jesteś młody i nie masz nic do stracenia oprócz swego serca, ale gdy jesteś starczy i wiesz, że twoje serce to fragment całości, wycofujesz się, bo wolisz mieć rodzinę niż gwiazdkę z nieba. Wolę leżeć na ziemi i patrzeć na gwiazdy, niż próbować do nich dotrzeć, mając niewielką szansę, że mi się uda.
Dom to zamieszkujący go ludzie, a nie tylko budynek.
Kto potrafi przepłynąć prosto, bez żadnych zakrętasów, z Oksfordu do Iffley, bez trudu poradzi sobie mieszkając pod jednym dachem z żoną, teściową, swą najstarszą siostrą i gosposią, która już służyła u jego rodziców, gdy on, dziś głowa rodziny, był jeszcze w powijakach.




















