Cytaty
Do mężczyzny powinien być dołączony tłumacz, który by nam tłumaczył, co mężczyzna ma na myśli. Do każdego w dodatku osobny, niepowtarzalny, żadne tam ogólniki – ty z Marsa, ja z Wenus. Który by objaśniał, na przykład, co to znaczy, kiedy on milczy.
Ale jakże to tak, wiedźmin na kobyle, miast na ogierze? Niehonornie jakoś. Że co? Że to twój najmniejszy problem? Ha, klient nasz pan, chce klacz, ma klacz. Aleć to, he, he, mości wiedźminie, z końmi jak z rybami. Jać tu dzianety niby szczupaki dorodne oferuję, a ty sobie płotkę wybierasz. Z czego się śmiejesz? Czy ja powiedziałem coś śmiesznego?
s. 80
Po studiach humanistycznych można zostać tylko nauczycielem albo urzędowym gryzipiórkiem, czyli kimś, kogo skrót rozszyfrowuje się jako Dobry Urzędnik Państwowej Administracji.
s. 174
Za stodołą, gdzieś na płocie
Kogut gromko pieje.
Zaraz przyjdę, miła, do cię
Ino się odleję.
Nie obraź się (…), ale nalegam, byś przy mnie zechciał w miarę poprawnie się wysławiać. W szczególności nie mówił „obczaić” i „no weź”.
s. 26
Często słyszę zdziwione komentarze: „To ty na ryby chodzisz? Nie boisz się? Krzaki, kleszcze, komary, trotuarów nie ma, buty można sobie zniszczyć. Do lasu chodzisz?!!! Jeszcze się zgubisz! Grzyby zbierasz? Otrujesz się! Przecież kanię tak łatwo pomylić ze sromotnikiem”. Jak takich rzeczy słucham, to nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, zwłaszcza jeśli mówi to mężczyzna. Wziąć kanię za muchomora jest równie łatwo jak krowę za kozę. Może komuś się mylą te dwa gatunki, ale mnie się to nie zdarza.
s. 170
Wiesz, dlaczego się nas nazywa wiedźminami? (…) Bo jesteśmy dziećmi wiedźm.
s. 28
– Robotników pies chędożył, bo oni z szarwarku większością. Ale czasem potwór brygadzistę utrupi, a to mi pracę dezorganizuje, front robót w łeb bierze. A, co tu gadać. Powiadam, wiedźmin mi potrzebny, zawalę termin, mało, że premie diabli wezmą, ba, jeszcze kontrolę naślą. A kontrola…
– Zawsze coś znajdzie – ze zrozumieniem pokiwał głową Bulava. – A to materiał na lewo sprzedany, już to kosztorysy zawyżone (…)
s. 10
– Co to jest Graal?
– Coś, czego się szuka. Coś, co jest najważniejsze. Coś, bez czego życie traci sens. Coś, bez czego jest się niepełnym, niedokończonym, niedoskonałym.
Poeta wydął wargi i spojrzał na rycerza swym słynnym spojrzeniem, wzrokiem, w którym wyniosłość mieszała się z wesołą życzliwością.
– Cały wieczór siedziałeś obok twego Graala, matołku.
– Jak to jest, panie Jaskier? Czy coś się zaczyna, czy coś się kończy?
– Nie wiem. Ale jeśli ja tego nie wiem, to nikt tego nie wie. Wniosek: nic nigdy się nie kończy i nic się nie zaczyna.
– Pani Pampinea Monteforte – kontynuowała kapłanka, pozwalając sobie na leciutki uśmieszek – wspomina cię mile, powiedziałabym, że ma cię we wdzięcznej pamięci. Czymżeś to sobie na taką wdzięczność zasłużył, co? Ho, ho, Geralcie, młode panienki z „Lorelei” to jedno, ale żeby zaskarbić sobie, hmm… Sympatię samej szefowej, osoby o idącym w lata doświadczeniu, no, no. (…)
A na dokładkę – kapłanka nie dawała za wygraną – mistrzyni Vrai Natteravn, spiesząca ci na pomoc na skrzydłach magii i ratująca swym medycznym kunsztem. Jej również jakoś tam się kiedyś zasłużyłeś, jak mniemam. Na przyszłość dobra rada, chłopcze. Trzymaj się z daleka od czarodziejek. Im dalej, tym lepiej, wierz mi.
s. 262
Jestem jak najdalszy od wyobrażenia, że Bóg z szatanem walczą o naszą duszę. Zresztą, co to za walka? Niech ten Bóg, do cholery, wreszcie coś zrobi! niech kopnie tego diabła w dupę! A jeśli brzydzi się gwałtem i wzdraga przed przemocą niech mu choć zasądzi rujnującą grzywnę! Niech go zniszczy podatkami!
s. 25






