Cytaty
(...) najłatwiej było rozpoznać biedotę. Biedacy ani przez chwilę nie stali w miejscu, jakby przemieszczanie się było remedium na ich stan.
Świat to gniazdo jadowitych węży. Najlepiej być biednym i liszajowatym. W ten sposób nie wywołuje się niczyjej zawiści ani chciwości.
Bogactwo jest niewątpliwie bardzo pociągające, ale i bieda ma swe słoneczne strony. Właśnie przeciwności losu potrafią dać prawdziwą satysfakcję z uczciwej pracy, a potrzeba stanowi inspirację połowy mądrych, pięknych i pożytecznych osiągnięć tego świata.
Pieniądz rządzi światem, tak biednymi, którym go brak, jak i bogatymi, którzy są jego niewolnikami.
Ruch jako fundament życia, którego napięciem jest dwubiegunowość biedy i bogactwa. Bieda może być stanem umysłu, wyrażeniem dezaprobaty dla biegu w sztafecie po pieniądz, przekazana genetycznie, odziedziczona wbrew woli i na tyle silna, że spadkobiercy bezwarunkowo ją przyjmują, bieda duchowa – porażająca dominanta w każdej warstwie społecznej i bieda materialna w konsekwencji implikująca całe zło tego świata.
Jedno ubóstwo to ubóstwo, ale dwa – to nędza.
Bieda jest bardzo nudna. I bardzo śmierdzi. Jak zepsuta ryba. Biedy się nie przeje. No bo czym przejeść, skoro bieda? Ale można ją zapić. Tylko że wtedy trzeba dużo pić. Aż świat przestanie śmierdzieć rybą.
Poniżej pewnego poziomu nie można być człowiekiem. Można posiadać wszystkie cechy człowieczeństwa, trzymać się, ale kosztem potwornych wysiłków, paczących na pewno duszę. Posiadanie lub otrzymanie pewnej kultury bez równoczesnej możliwości częściowego choćby zaspokojenia potrzeb, które ona rodzi, prowadzi ludzi do zboczeń mniej lub więcej niebezpiecznych dla otoczenia. Głodomory moralne lub duchowe są daleko niebezpieczniejsze niż głodomory fizyczne. Głód fizyczny łatwiej zaspokoić, głód duchowy trwa i nawet rośnie, gdy tamten został zaspokojony.
Biedni nie mają szans; brak im manier i samokontroli, za pomocą których mogliby się bronić; bieda poniża, jak powiedział Gissing.
Widok, który uderza najbardziej, kiedy podróżuje się po Afryce, Azji czy Ameryce Łacińskiej to miliony, dziesiątki milionów ludzi bezczynnych. Albo takich, którzy coś robią, ale ta ich praca, nawet konieczna, jest dreptaniem w miejscu, niczym nie owocuje, nie poprawia ich życia.
Okazuje się bowiem – a zdawałoby się, że to niewytłumaczalny paradoks – że łatwiej ludzi wyżywić niż znaleźć im zajęcie! Jest to jakiś błąd w porządku świata, jakaś jego wielka słabość.
Większa część świata nie ma w tej chwili widoków na zamożną przyszłość. To właśnie beznadzieja – brak szans i perspektyw – jest nieodłącznie związana z ową przepaścią, która oddziela biednych i bogatych na naszej planecie.
W utrapieniu, niedostatku, wiecznym braku najlepiej się marzy.




















