Cytaty o alkoholu
192 cytaty · 96 autorów
Cytaty
W Polsce jest się przyjacielem po ćwiartce wódki.
Czasami zdarzało się, że skraplałem mózg alkoholem, który wypływał pod postacią historyjek, tak jakby ciecz parowała, przemieniając się w czystego ducha. Chociaż alkohol działał na wyobraźnię rozkazująco, to jednocześnie tłumił lęk przed nią, zapuszczał tkwiący we mnie silnik, a także przydawał mi siły, niezbędnej do zniesienia faktu, że silnik pracuje. Mogłem mieć w głowie gromadę głosów, lecz dzięki kilku kieliszkom starczało mi odwagi, żeby wszystkie je wychwycić.
Życie na trzeźwo, to ci dopiero męka! Życie jest jak szkolna klasa, nuda to cieć, który ciągle z daleka was śledzi, trzeba ciągle udawać, że się jest zajętym, za wszelką cenę, czymś szalenie pasjonującym, bo inaczej zeżre wam mózg. Aż wreszcie, któregoś dnia, w taki zwykły dwudziestoczterogodzinny dzień, nagle mamy dość i nie da się tego dłużej znieść. Dzień to powinien być jeden długi wzwód, nieziemska rozkosz, przymusowa lub dobrowolna.
– Nie słyszałem już potem, żeby się śmieli albo śpiewali hymn – powiedział harfista. – Coś im było nie tak po tym wszystkim, co tamten im nawrzucał.
– Pocieszyli się, pijąc (…)
– Dlatego myślę, że żale, które człowiek w sobie dusi, wszystko tłumaczą – powiedział Młody – Dlatego jedni kończą jako pijący, inni jako księża albo mordercy.
Pijcie i pijcie, aż się upijecie, bo po pijanemu wszystko wydaje się lepsze, niż jest, znikają terrucos, pishtacos i wszystko, co was wkurza i przeraża.
Tak jak pisco muzyka pomaga zrozumieć gorzkie prawdy.
Dzięki pijaństwu podróżujesz (…) budzisz w sobie zwierzę, odrzucasz troski, odkrywasz swoją tajemnicę, zrównujesz się. Przez resztę czasu jesteś uwięziony jak nieboszczycy w starożytnych huacas albo na dzisiejszych nowoczesnych cmentarzach. Jesteś czyimś niewolnikiem albo sługą, zawsze. Kiedy tańczysz i pijesz, nie ma Indian, Metysów ani eleganckich panów, bogatych ani biednych, kobiet ani mężczyzn. Zacierają się różnice i stajemy się jak duchy: jesteśmy Indianami, Metysami, wielkimi panami jednocześnie; bogatymi i biednymi, kobietami i mężczyznami jednocześnie. Nie wszyscy podróżują tańcząc, śpiewając i pijąc, tylko lepsi. Trzeba mieć talent i wyzbyć się dumy i wstydu, zejść z piedestału, na którym człowiek żyje. Ten kto nie pozwala zasnąć rozumowi, ten, kto nie zapomina o samym sobie, nie odrzuca próżności i pychy ani nie staje się muzyką, gdy śpiewa ani tańcem, kiedy tańczy, ani pijaństwem, kiedy się upija. Ktoś taki nie wychodzi ze swojego więzienia, nie podróżuje, nie budzi w sobie zwierza ani nie wspina się na poziom ducha. Nie żyje: jest upadkiem, jest żywym trupem.
Oto co „Encyklopedia Galactica” mówi na temat alkoholu. Twierdzi, że alkohol to bezbarwna, lotna ciecz, otrzymywana w procesie fermentacji cukrów. Odnotowuje również odurzający efekt, jaki wywiera on na pewne formy życia. Przewodnik „Autostopem przez Galaktykę” również wspomina o alkoholu. Mówi, że najlepszy drink, jaki kiedykolwiek istniał, to Pangalaktyczny Gardłogrzmot.
Zastanowił się więc, czym właściwie jest pozycja, jaką zajmuje, i następny szok spowodował, że prawie rozlałby drinka. Szybko, zanim mogłoby mu się przydarzyć coś złego, wlał go sobie do gardła. Natychmiast wypił następnego, który miał pomknąć za pierwszym i sprawdzić, czy dobrze mu się wiedzie. (…) posłał w dół gardła trzeciego drinka, który miał sprawdzić, dlaczego drugi nie wysłał jeszcze raportu o samopoczuciu pierwszego. (…) Czwartego drinka posłał w dół drugą krtanią z zadaniem przerwania trzeciemu wagarów, zawarcia z nim sojuszu i wspólnego nakłonienia drugiego, by wziął się w garść. Wszystkie trzy miały rozpocząć poszukiwania pierwszego, miło z nim porozmawiać, może nawet coś mu zaśpiewać. Nie był pewien, czy czwarty drink wszystko dobrze zrozumiał, dlatego posłał za nim piątego, który miał mu jeszcze raz dokładnie wytłumaczyć plan, i szóstego dla moralnego wsparcia.
Jest czymś niezwykłym i nikt dokładnie nie wie, jakie przypisywać temu znaczenie, że około 85% znanych światów w Galaktyce, zarówno prymitywnych, jak i wysoko rozwiniętych, wymyśliło koktajl o nazwie żinsto nikiem, albo dżii-N’Z-TO’N-ykem, albo dżyngs-to-nikiem, albo jakiś inny z ponad tysiąca wariantów tego samego fonetycznego tematu. Koktajle nie są takie same – sięgają od silvoviańskiego czinsto/mnikiem, czyli zwykłej wody podawanej w temperaturze wyższej o kilka stopni od pokojowej, aż po gagrakakańskiego szijn-stonik-M, zabijającego krowę z odległości stu metrów. Jedyne, co łączy wymienione koktajle, oczywiście poza brzmieniem nazwy, jest to, że wszystkie zostały odkryte i nazwane, zanim dany świat nawiązał kontakt z innymi światami.
Alkohol nic nie stwarza, tylko potęguje.
s. 259
Jeśli pijak rzeczywiście chce się napić, to nie ma sposobu, by mu w tym przeszkodzić.


















