Stephenie Meyer

Cytaty

  1. A potem zajęliśmy się już rozkosznym przeżywaniem tego drobnego, acz idealnego fragmentu naszej wspólnej wieczności.

  2. – Tylko to, co jest poznane, jest bezpieczne. Tylko to, co poznane, można tolerować. Tolerując nieznane… osłabia się samego siebie.

  3. Przycisnęłam Edwardowi policzek do umięśnionej piersi. Nagle drgnął i przeniósłszy ciężar ciała na drugą nogę, wyplątał się delikatnie, acz stanowczo z moich objęć. Zdezorientowana, podniosłam głowę. Przestraszyłam się, że już mnie nie chce.

    – Auć. Ehm, Bello… Uważaj, to boli.

    Gdy tylko dotarło do mnie, o co mu chodzi, jak najprędzej się od niego oderwałam i schowałam obie ręce za plecami. Byłam za silna!

    – Oj – bąknęłam.

  4. – Więc o co chodzi?

    – O nas wszystkich Jacob – wyszeptałam załamana. – To koniec. Zostaliśmy wszyscy skazani na śmieć.

  5. Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość. Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu? Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia? Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwie trwają w najlepsze? Ludzie nie znaleźli odpowiedzi na te pytania i ja też ich nie znam. Miłość po prostu jest albo jej nie ma.

    s. 43

  6. – Ty… ty i Doktor mnie o c h r a n i a c i e?

    – Dziwny ten świat, co?

    Upłynęło kilka sekund, nim zdołałam odpowiedzieć.

    – Jak żaden inny.

    s. 219

  7. Kiedy o tym myślałam, czułam radość i napięcie, nieśmiałość i wielką niecierpliwość – wszystko naraz. Czułam się c z ł o w i e k i e m.

    s. 552

  8. Zastanowiłam się nad tym słowem. O d m i e n i e c. Czy to aby nie najtrafniejsze określenie, jakie o sobie słyszałam? Czy kiedykolwiek gdziekolwiek pasowałam?

    s. 218

  9. – Uch. Nareszcie rozumiem, o co zawsze było tyle hałasu. Jacob, ty najnormalniej w świecie cuchniesz!

  10. Z Ianem było inaczej, zupełnie inaczej, ponieważ Melanie nie kochała go tak jak ja. Dlatego kiedy mnie dotykał, doświadczałam czegoś głębszego i wolniejszego, przypominającego bardziej podziemną wędrówkę płynnych skał, ukrytych zbyt głęboko, by można poczuć ich żar lecz zarazem pozostających w ciągłym ruchu, który kształtuje od nowa posady świata.

    Moje ciało stało między nami jak całun gęstej mgły – wystarczająco jednak przezroczystej, bym mogła ja przejrzeć i odgadnąć, co się dzieje.

    Zmieniałam się ja, nie Mel. Był to proces niemal metalurgiczny, zachodzący głęboko we mnie, zaczęty dawno i zbliżający się ku końcowi. Ten długi pocałunek zwieńczył dzieło – zanurzył rozżarzone ostrze w zimnej wodzie, nadając mu trwały, niezniszczalny kształt.

    Znowu zaczęłam płakać, gdyż uświadomiłam sobie, że podobna zmiana musi zachodzić również w nim – w tym oto mężczyźnie, tak dobrym, że mógłby być duszą, i zarazem tak silnym, jak tylko człowiek potrafi być.

    Zbliżył usta do moich oczu, lecz było już za późno. Stało się.

    – Nie płacz, Wando. Nie płacz. Zostaniesz ze mną.

    – Osiem pełnych żyć – szepnęłam łamiącym się głosem, tuląc usta do jego policzka – Przez osiem pełnych żyć nie spotkałam nikogo, dla kogo zostałabym na jednej planecie, za kim powędrowałabym gdziekolwiek. Nigdy nie znalazłam sobie partnera. Dlaczego teraz? Dlaczego ty? Należysz do innego gatunku. Jak możesz być moim partnerem?

    – Świat jest dziwny – odparł cicho.

    – To niesprawiedliwe – obruszyłam się (…). To nie było sprawiedliwe. Znaleźć coś takiego, odnaleźć miłość – teraz, w ostatniej chwili – i musieć odejść? Czy to sprawiedliwe, że moja dusza i ciało nie mogły żyć w zgodzie? Czy to sprawiedliwe, że musiałam kochać również Melanie?

    Czy to sprawiedliwe, że Ian musiał cierpieć? Jeżeli ktoś zasługiwał na szczęście to właśnie on. To nie było sprawiedliwe ani słuszne, ani nawet… normalne. Jak mogłam mu to robić?

    – Kocham cię – wyszeptałam

    – Nie mów tego tak, jakbyś się żegnała

    Kiedy musiałam

    – Ja, dusza, której na imię Wagabunda, kocham ciebie, człowieka o imieniu Ian. Nigdy się to nie zmieni, nieważne co się ze mną stanie. (…) Zawsze będę cię kochała, zawsze będę o tobie myślała, Nigdy nie będę miała nikogo innego.

    s. 514

  11. Zbliżali się do nas powoli, lecz nieubłaganie. Nie spieszyli się, na nic nie uważali, niczym się nie przejmowali. Było to tempo niepokonanych.

  12. Nie obchodzi mnie ta twarz, tylko jej wyraz. Nie obchodzi mnie ten głos, tylko to, co mówisz. Nie obchodzi mnie to, jak w tym ciele wyglądasz, tylko co nim robisz. Ty jesteś piękna.

    s. 346