Zielone CytatyOstatnio dodane
Najnowsze cytaty z książek w kolekcji Zielone Cytaty — fragmenty dodane przez czytelników, każdy z autorem, książką i stroną, z której pochodzi.
Współ-udział i współ-wina to nie jest to samo. Można być współ-winnym, nie biorąc udziału w zbrodni. Najpierw przez zaniechanie czy przeciwdziałanie niedostateczne.
– Tam… w Auszwicu… nie czułeś się nieszczęśliwy?
– Może i odczuwałem ten stan, może i byłem rzeczywiście nieszczęśliwy, ale o tym nie wiedziałem. Chyba dlatego, że pozbyłem się własnego czasu…Czy czegoś pragnąłem? Czy istniała jakaś hierarchia pragnień? Ich zakres w czasie? W każdym razie obca mi była myśl utopijna. Może dlatego, że musiałbym przekroczyć granicę czasu auszwickiego? Czując instynktownie tę linię demarkacyjną, odwracałem się od niej i skupiałem uwagę na mej codzienności.
Pierwsza noc po wyzwoleniu. Czym jest dla mnie „odzyskana wolność”? Jak na razie…końcem trzyletniej rzeczywistości, utratą wszystkiego co osiągnąłem, ja, zdolny haftling, podniesiony do rangi obrońców tradycji kacetowej, przyjęty między tych, co nauczyli mnie pełną piersią śpiewać „In Esterweeeegen waaar ich zwar…”. Wtenczas wiedziałem i czułem, że należę do brygady straceńców, a dziś, kiedy umilkła kanonada i przystanęły czołgi, znalazłem się na rumowisku Historii.
Ale od współwiny wcale nas to nie uwalnia. Skażenie, zbezczeszczenie polskiej ziemi miało miejsce i dalej ciąży na nas obowiązek oczyszczenia. Chociaż – na tym cmentarzu – sprowadza się już tylko do jednego: do obowiązku zobaczenia naszej przeszłości w prawdzie.
Pewni swojej pozycji są zawsze skromni.
Kraj ojczysty nie jest hotelem, w którym dość sprzątnąć brudy po przypadkowych gościach. Zbudowany jest przede wszystkim z pamięci, inaczej mówiąc, jesteśmy sobą tylko dzięki pamięci o przeszłości. Tą przeszłością nie możemy dowolnie rozporządzać, chociaż – jako jednostki – nie jesteśmy za tę przeszłość bezpośrednio odpowiedzialni. Musimy nosić ją w sobie, chociaż bywa to przykre czy bolesne. I winniśmy dążyć do tego, aby ją oczyścić.
A miłość? Miłość przybrała formę romantycznej opery. Miałem główną rolę. Za każdym razem stawałem u stóp auszwickiej szubienicy, a zamiast ostatniego słowa skazańca, „słałem ostatnie spojrzenie” hen, hen tam, gdzie na balkonie białej willi stoi panna młoda z kielichem szampana. Pije, a raczej wargi umoczy i takie musujące podaje pewnemu panu po trzydziestce…I udaje, że nie widzi, jak tuż za górą fioletową wstępuję na schody, jak mi kat w mundurze pętle zakłada…znowu upije szampana i perlistym śmiechem swego męża obsypie. Ja się nie liczę. Odpisany na straty. I tu za każdym razem urywam scenę.
Obciążać może tylko krew cudza. Krew własna, krew ofiary podsyca wspomnienie, budzi żal, litość, szacunek. Domaga się pamięci, modlitwy, sprawiedliwości. Pozwala także na przebaczenie, chociaż przebaczenie to nie przychodzi łatwo. Inaczej już z krwią cudzą, ale przelaną w sprawiedliwej walce. Mamy prawo do obrony koniecznej, ale to prawo już jest ustępstwem, Chrystus kazał Piotrowi schować miecz… Zapewne więc każda przelana krew domaga się refleksji i pokuty, nie można jednak powiedzieć, aby każda obciążała, bezcześciła ziemię.
Mądrość nie przychodzi wraz z objęciem wysokiego urzędu.
s. 217
Odkrycie, że osoba, którą się poślubiło, to ktoś inny, niż nam się wydawało, nie jest niczym łatwym w żadnym momencie małżeństwa.
Nic tak nie przewartościowywało życia, jak spotkanie oko w oko ze śmiercią.
To, co ludzie mówią, nie stanowi dowodu.
s. 217









