Michał Witkowski

Cytaty

  1. To jest ten margines, gdy noc się już prawie skończyła, a dzień jeszcze nie zaczął, w którym wydarzyć się może coś zupełnie nieoczekiwanego, ponieważ o ile wiadomo z grubsza, czego spodziewać się po dniu albo po nocy, to nie bardzo wiadomo, czego można oczekiwać od takiego ni to, ni śmo.

  2. Za to osobowe wiozły tylko uśpionych ludzi, właściwie wiozły sny, zachowywały się więc ciszej, aby nie uszkodzić tego wątłego towaru. Równomierny takt ich kół był monotonną kołysanką.

  3. Wierzyłem święcie w świat kalejdoskopu, cekinów i cyrku, nie podejrzewałem żadnych sztuczek, nie obskrobywałem niczego paznokciem, żeby sprawdzić, czy prawdziwe. Bo nie wolno niczego skrobać ani sprawdzać. Bo jak się świat trochę poskrobie, to zaraz cały zaczyna się paskudzić jak rozgrzebana ranka, i już jest do wyrzucenia. Wszystko zżera gangrena.

  4. Niczego nie mają, wszystko muszą sobie dokłamać, dozmyślać, dośpiewać.

  5. Wierci się, nie może usiedzieć spokojnie, jest jeszcze dzieckiem. Mości się w tym swoim ciele, bo jest jeszcze niewygodne, jak zbyt nowe ubranie, trzeba ten garniturek wymiętosić.

  6. Same żyły bez przyszłości, może stąd brało się to ich łakomstwo na przyszłość cudzą (…).

  7. Nikt nie napisał historii życia pedalskiego, chyba że moczem na blaszanej ścianie.

  8. Wspominanie dzieciństwa to rozdrapywanie strupka na dziecięcym kolanie. Lizanie krwi przez dziurę w rajtuzach. Przylepienie tej niechcianej gumy pod stołem, w szczelinie między siedzeniami w autobusie, gdziekolwiek, byle się pozbyć, upchnąć. Wyrzucanie tych niesmacznych kanapek z kiełbasą, w której więcej tłuszczu niż mięsa. Gdziekolwiek, byle wyglądało na to, że się je w szkole zjadło.

  9. Wszędzie dominuje czerwień – kolor coca-coli, marlboro i komunizmu. Tu nawet złoto ma czerwony poblask.

  10. – One wierzą w Boga?

    – A jak cioty mogą nie wierzyć w Boga? Nawet w wielu bogów. Co chwilę na ulicy zza każdego rogu wychodzi jakiś młody bóg.

  11. Zresztą – pochodzą z Indii, ogólnoświatowej stolicy syfu.

  12. Lodowaty ziąb starali się odgonić przekleństwami, ale te zamarzały im na posiniałych ustach i upadały z trzaskiem na oblodzony asfalt alei.