Leopold Tyrmand

Cytaty

  1. Z socrealizmu, który rozważałem w łóżku, leniąc się rano, zaniosło mnie, nie wiem czemu, ku palcom Bogny. Są szkolne, jest na nich atrament. Niezbyt zadbane paznokcie. Są nieśmiałe i niezręczne, choć pełne ciekawości. Gdy otulają tę część, która rośnie tak, że na chwilę staje się całym mną, jest w nich wiedza, której nikt nikogo nie uczy.

  2. Dla ludzi trzeba być dobrym, jako że oko w oko z hydrą niemocy jedyna obroną człowieka jest dobroć innych ludzi; mądrość, potęga i zwycięstwo nad przyrodą w końcu obracają się przeciw ludziom, dobroć nigdy.

  3. Świat ekonomii i jego zagadki: szczotka do zębów - zł 14, obiad z dwóch dań - zł 8. "Cierpienia młodego Wertera" w pięknym wydaniu ilustrowanym - zł 19, kawałek ordynarnej tektury zwany teczką biurową - zł 7.50, dzieła Lenina w twardej oprawie ze złoconym sznytem - zł 2.

  4. Oto, z grubsza, moja sytuacja. Nie mam powodów, aby wierzyć, że życie moje i to, co dzięki niemu noszę w sobie, przyniesie kiedykolwiek komukolwiek jakiś pożytek. Nic nie wskazuje na to, że ja i ludzie odniesiemy jakąkolwiek korzyść ze mnie, z faktu mego pobytu na tej ziemi.

  5. Wczoraj siedziałem do późna, bo rodziców nie było w domu, a Bogna boi się duchów. Upiorny świat dziwów dużego mieszkania w śródmieściu, ludzie już zapomnieli o takich rzeczach w epoce kwaterunku. Ale tu jeszcze są myszy, stuki, strachy i chroboty, co zmienia Bognę wieczorną chwilą w małą dziewczynkę o olbrzymich oczach.

  6. W Polsce nie wytwarza się szczoteczek do zębów, które mogłyby być pomocą, ratunkiem, podtrzymaniem zębów. Produkuje się takie, które po kilku dniach używania musi się wyrzucić, aby uniknąć poranienia dziąseł. Aby czyścić zęby zgodnie z instynktem samozachowawczym, trzeba nabywać amerykańskie szczoteczki do zębów u pokątnych sprzedawców. Skąd je mają? Z paczek od amerykańskich krewnych, ale - uwaga! - także ze szmuglu. Nie, ja nie zwariowałem, do Polski przemyca się szczotki do zębów! Istnieje cały zorganizowany szmugiel tego niezwykłego produktu, artykułu, waloru, gospodarczego dobra, ludzie ryzykują wyroki więzienne i wysilają mózg, aby pod osłoną nocy i w tajemnicy przed władzami przetransportować do tego kraju kawałek nylonu z napisem po angielsku. I za to żądają w pełnym tajemnic procederze handlowym po czterdzieści złotych od sztuki! Czyli równowartość czterech przyzwoitych obiadów w pracowniczych stołówkach, albo dwudziestu ciastek, albo ozdobnego wydania klasyka literatury narodowej.

  7. Kiedyś sprzeczałem się z Kisielem, co jest w życiu najważniejsze. Padały słowa: rozum, heroizm, wątpliwość, bezinteresowność, wierność. Kisiel powiedział: „Największa jest dobroć”.

  8. Porozmawiałby nieco z Bogną, już ona powiedziałaby mu, jak wzbogacono w socjalistycznej szkole niemrawą tradycję. Albo jak wyglądają "inne stosunki". Albo jak udoskonalono polską szkołę przy pomocy takich innowacji jak polityczna denuncjacja wymagających nauczycieli, bicie nauczyciela w czasie i poza zajęciami szkolnymi, kopanie w brzuch ciężarnych nauczycielek, publiczne palenie dzienników ze stopniami przez dziatwę dygnitarzy partyjnych pewną bezkarności, trzymanie nóg na pulpitach podczas lekcji starych ludzi, którzy drżą o posady, gdyż łatwo ich oskarżyć o reakcyjność. Dodać trzeba, że Bogna chodzi do tzw. wzorówki, to znaczy do luksusowo wyposażonej szkoły średniej imienia Jarosława Dąbrowskiego, przeznaczonej dla potomstwa partyjnych i rządowych prominentów. Do tegoż zakładu, uprzednio skrupulatnie opróżnianego z elewów, sprowadza się delegacje zagranicznych idiotów, aby oglądali wspaniałe budynki, w jakich kwitnie szkolnictwo Polski Ludowej.

  9. Śnił mi się mój stary przyjaciel z lat młodości, Leszek Zawisza, obecnie architekt we Włoszech. Skarżył się, że jest chory na gruźlicę i w istocie wyglądał ponuro. Pojęcia nie mam, co to może znaczyć; ani według Freuda, ani sennika egipskiego, gdzie Zawisza nie figuruje.

  10. Niedziela, i to nudna. Rano Bogna. Nowy dzień, inne nastroje. Bogna to geniusz nieporządku, wywracania, zuchwalstwa, niechlujstwa. Czyli tego wszystkiego, co dla mnie jest zakałą codzienności. Moje najdrobniejsze, co nie znaczy mało ważne, fobie i idiosynkrazje, zakwitają pod tchnieniem Bogny. Tłuste od brylantyny ręce Bogna wyciera w czystą poduszkę, jest to najnaturalniejszy odruch, o którym nawet wspomnieć nie warto. I ona chce małżeństwa! Skończyłoby się morderstwem o ręcznik, o skarpetkę, o źle umytą filiżankę. Bowiem Bogna, na ogół schludna i domyta na sobie, jest nie tylko arcyflądrą wokół siebie, lecz w dodatku krnąbrnym pieniaczem, przeobrażającym każdą uwagę w proces sądowy.

  11. Tramwaj warszawski jest ciągle symbolem i retortą egzystencji. Jego naturą jest brud i zapuszczenie. Jego przeznaczeniem wyzwalanie z ludzi instynktu wzajemnej nienawiści. Najmiłościwszy chrześcijanin przeistacza się w warszawskim tramwaju czystą biologię i zło. Zasadą psychologiczną tramwaju jest zmitologizowana, ślepa żądza pchania się do przodu i ślepy strach przed niemożnością opuszczenia go w porę. Niezwykle wyszukana nietolerancja bliźniego oraz niewyczerpany leksykon wyzwisk stanowią jego kulturę. Silniejszy w pysku i łokciu jest pozytywnym bohaterem, dumą jego folkloru.

  12. „Być sobą, być sobą – this above all!” pokrzykuje, jak wiadomo, Hamlet. Jest to słuszne życzenie. Dziś męczy mnie szczególniej niż zazwyczaj. Bo ja nie jestem sobą. A kim? Cholera wie.