Krzysztof Niewrzęda
Cytaty
Zdania się krystalizowały, przemierzając śniegu zwały, żeby dotrzeć w niedostępne rejony i nazwać to, co nienazwane było do tej pory. Niepewne swojego znaczenia utykały wszakże, na granicy urojenia i starały się przyjąć formy odpowiednie. Nie takie jednak, by się nimi napawać w swym sednie. Tylko takie, które były podporządkowane ich celowi bezwiednie i stanowiły środek wyrazu migotliwej treści przekazu. Same dla siebie zatem zdania były właściwie nie do rozpoznania. Za każdym razem inaczej się interpretowały i w zależności od sąsiedztwa swój sens zmieniały, odkrywając przy tym utajone powinowactwa, opisywały je jak bogactwa. I zagłębiały się w tej obfitości, odbiegając całkiem od rzeczywistości. Szadzią się pokrywały. W zaspach grzęzły. Na polach firnowych ślizgały. I w końcu z zimna zdrętwiały. Stopniowały już tylko ziąb jedynie, nawarstwiając zamiecie i kurniawy na zmarzlinie. Bo pod oblekającym je szronem, stawały się coraz bardziej usztywnione. Nawet te, które dopiero zaczęły się wyłaniać. Wszystkie więc popękały z powodu drgania, w jakie je wicher wprowadzał. I wnet zanikła meritum władza. Zdania nie miały już bowiem zdolności przekonywania, gdyż niczym sople się połamały, uderzając o grunt stwardniały i utraciły idee, które je spajały.
s. 28
(…) nie myśl o tym, że los cię skrzywdził, nie myśl o przeszłości, ona wypacza obraz teraźniejszości, jej jedyną zaletą jest to, że minęła, nie przywołuj jej zatem, oddaj się chwili obecnej, jeśli nią będziesz żyć, to będziesz szczęśliwa również w przyszłości
s. 81
(…) umysł i czas są potrzebne do funkcjonowania w świecie takim, jaki jest, ale nie warto im się podporządkować, ten wymyślony czas przesłania bowiem faktyczne możliwość istnienia nierozerwalnie związanego z chwilą, w której toczy się życie, a więc z teraźniejszością, poza tym ten tak zwany czas jest kluczem do społecznego zniewolenia, umysł, gromadząc produkty czasu, napawa bowiem z jednej strony strachem przed przyszłością a z drugiej żalem wywodzącym się z przeszłości i jest to wykorzystywane do manipulowania ludźmi, którzy z powodu strachu lub żalu, godzą się na wchodzenie w role społeczne, na wyzysk, na uległość, a nawet na prześladowania oraz wojny
s. 98
Klatka piersiowa starej kamienicy rytmicznie rzęziła, chybocząc skrzelami okiennic. Matowe światło spływało z nabrzmiałego pęcherza żarówki na oślizgłe żebra poręczy i spierzchnięte ściany. W cuchnącym oddechu szeleściły płatki łuszczącej się farby. Drżały mięśnie schodów. Raz za razem mlaskał lepki nabłonek krwistej podłogi. Zza pękniętych drzwi dochodził skwar i śmiechy. Stargane grzmiały bebechy. W ich wnętrzu pisarze się bawili. Gadali, palili i wódkę pili.
s. 37
Zegar chodził, lecz potykając się co sekundę, rozsiewał zwątpienie. Bo co sekundę przystawał jakby. Na chwilę. Niewielką. Prawie niezauważalną. Wystarczająco jednak długą, by uznać, że stanął na zawsze; że nigdy już nie poruszy choćby jedną ze swoich wskazówek. Każda z takich chwil budziła więc niepokój. Groziła bowiem utrudnioną orientacją w czasie. Lub wręcz utratą tej orientacji. Niczym w stanie odurzenia, kiedy to wnioski wysnuwane z przesłanek podporządkowane są omamom. Kiedy radości mylą się z zachwytami, a smutki z tragediami. Kiedy faktyczne intencje zanikają we wszechogarniającym przejaskrawieniu. Straszyła dezorientacją i niespójnością. A także nadmierną kondensacją treści – mnożeniem się jej utajonych elementów wynikającym z tego, iż jakikolwiek detal w każdym momencie mógł zostać zaakcentowany w dowolny sposób. Zatrważała koniecznością przekładania każdego przedmiotu, działania lub pojęcia i każdej postaci na idee i znaczenia. W jednej z takich chwil gwałtowny powiew myśli porwał materię, która pomknęła przez przestrzeń, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.
s. 6
A kto tak naprawdę jest pracodawcą. Przecież nie ci, którzy korzystają z pracy ludzi, tylko ci, którzy tę pracę wykonują. To oni dają wykonywaną przez siebie pracę tym, którzy powinni za nią godziwie zapłacić. Wszystko wywrócone jest do góry nogami. Po to, żeby pracownikom wbić do głowy, że są zależni od tych, którzy ich wykorzystują. I po to, żebyśmy godzili się na takie zarobki, jakie nam się wyznaczy.
s. 184
(…) wszystko jest wytworzone tylko po to, żeby nas czymś zająć, żebyśmy myśleli, że to jest prawdziwy świat. Choć on w takiej formie w ogóle nie istnieje. Słowa go tylko stwarzają i obrazy. Otrzymujemy więc kłamliwe przekazy i wierzymy w nie, jeśli nasz sposób pojmowania i system wartości do tego pasuje. Mało tego. Wierzymy nawet, że ktoś chce nam utrudnić, albo uniemożliwić dotarcie do treści, które uznajemy za ważne. Że ktoś chce nam ograniczyć wolność. Dostęp do informacji. Bo mówią one o tym, o czym rzekomo nie powinniśmy wiedzieć. A system jest prosty. Kłamstwo nakrywa się kolejnym kłamstwem i tyle.
s. 175
Na następnym kanale wszyscy się czują doskonale. W kuchennych oparach gotują kilka potraw naraz. Rozprawiają o ingrediencjach, wypowiadając przy tym zaklęcia, i mieszając w garnkach, nie muszą na nic sarkać. Ślina aż zbiera się w ustach, gdy homar w śmietanie chlusta. Lecz tam, gdzie była kapusta, tkwią zabite noworodki. Ich rodzice wiedli żywot słodki. Zauważasz to, przełączając telewizor. Producenci są bowiem nieugięci i pokazują widzom małżeństwo, które chowało niemowlaki w beczce po kiszonej kapuście, żeby bez przeszkód oddawać się rozpuście.
s. 53
Długość łańcucha ograniczającego ludzką wolność jest niezmierzona.
s. 76
Bezmiar intencji zaczął szeleścić.Dech w nim zaszumiał oraz wilgoć powstała. I była to para doskonała. Przeogromne dominium spłodziła i jego sklepienie, w którym niebotyczna zawierała się siła. Ona to właśnie zrodziła blask rozświetlający dni, a po nim wroga wszystkiego i wszystkich przyjaciela, który się objawiał w rozlicznych wcieleniach.
s. 34
Przecież dziś panuje taki zamęt, że nie wiadomo nawet do czego się odwołać. No bo to, co w jakiejś gazecie albo stacji telewizyjnej uznawane jest za czarne, w innej przedstawiane jest jako białe. To zaś, co mówi jeden ekspert, podważane jest zaraz przez drugiego eksperta. Niczego nie można być zatem pewnym. Nie można bowiem właściwie już stwierdzić, co jest prawdą, a co kłamstwem. Można tylko zaufać którejś ze stron. Niewątpliwie z wszelkimi tego konsekwencjami. Ale nic innego nie pozostaje w sytuacji, w której można kierować się już wyłącznie przeczuciami. A przeczucia? Wiadomo. W pierwszym rzędzie są dyspozycyjne wobec miłości do samego siebie.
s. 66
W pełni ogarniasz temat. Ale z kim masz robić hałas? Wszak taki ptak, że nie ma z kim zacnej pikiety nawet ustawić. A jak czasem coś się ziści, to moderatorzy zdarzeń i tak to całkiem przemilczą, albo zrobią z tego blue screen. Chodzi bowiem o to, żeby zbiedzić wszystko, co nie pasi finansjerze, która tuczy gabronów i oczekuje, że w podzięce każdy z nich przywali wazeliną. I oni walą. Począwszy od władzuchny.
s. 13



