Krzysztof Niewrzęda

Cytaty

  1. (…) myślenie o przyszłości jest tak samo zgubne, jak rozważanie tego, co się stało kiedyś, przyszłość identycznie jak przeszłość jest urojona, myślisz, że obie są ważne, że jednej zawdzięczasz tożsamość, a druga przyniesie ci jakieś spełnienie, ale obie nie istnieją, powodują tylko niechęć do tego, żeby oddać się teraźniejszości, która jest jedyną realną płaszczyzną odniesienia, bo istnieje tu i teraz

    s. 97

  2. (…) wszystko byłoby zbędne, gdyby na pazerność mieli licencję tylko bonzowie. Jakoś dałoby się wtedy spacyfikować pasibrzuchów i, mimo że Luter zapewnił im wsparcie chrześcijańskiego Boga, można by ich było złoić. Ale chciwość stała się systemowa. Zakręt na pozbawienie innych dostępu do wszystkiego, co można pogonić, mają bowiem również firmy, instytucje finansowe i korporacje. Przede wszystkim te, których dochody przekraczają budżety większości państw.

    s. 53

  3. Dla społecznej galarety niewiele już zostaje. Wielu zwyklaków otrzymuje jednak jakąś zanętę. Ze ściemą w pakiecie. Taką, która dobrze wchodzi. Jakąś religijną, mocarstwową, patriotyczną albo proeuropejską lub ekologiczną. I to im styka. Każdego dnia więc święcą plebana Babilonu i farmią ogarki, na jakąś nagrodę pocieszenia, albo nawet wczasy w ciepłych krajach. Chociaż obojętnie gdzie pojadą, to i tak mogą se pacnąć tylko pamiątkę z Chin, bo na więcej ich nie stać.

    s. 58

  4. Przestajemy być jednostką postrzeganą jako byt zamknięty w sobie samym za sprawą siły własnego rozumu. Ale tym samym odrzucamy prymat ego. A zatem także wynikające z nawyku odgrywanie roli na scenie własnej wyobraźni. Może więc realnie przyczyniamy się podświadomie do tworzenia społeczeństwa kolektywnego?

    s. 42

  5. Ból jest objawem buntu wobec tego, czego się doświadcza.

    s. 76

  6. I byt przy bycie zniknęły razem za horyzontem zdarzeń. Bo, przenikając przez półprzepuszczalną błonę, rychło się przedostały na drugą stronę. Powrót z takiej wycieczki uniemożliwiała im całkowicie prędkość ucieczki – zawsze zbyt mała, by jakakolwiek treść się stamtąd wydostała. Gdyż nawet światło z tego obszaru nie może się wydobyć mimo swego żaru. Ale ponieważ moment przejścia przez horyzont zdarzeń nie był nigdy odczuwalny, wszystko rozegrało się niczym w sferze marzeń. Wybór jednak – na podobieństwo czynu – stał się w pełni realny, mimo iż, z drugiej strony, prowadził wyłącznie w czas urojony i w czasie rzeczywistym był wyłącznie wspomnieniem mglistym. Jego historia cała nieodwołalnie w osobliwości się sfinalizowała. Na trwałe bowiem zagościł, w tym punkcie czasoprzestrzeni, w którym krzywizna jest nieskończona. I nic już tego nie mogło zmienić. Żadnych nie mogło wyzwolić dokonań. Lecz w czasie urojonym, z powodu implikacji, wciąż był powodem kontynuacji. Wpadł zatem w wir informacji, tkwiących za półprzepuszczalną błoną, która dla nich była ochroną. Ze względu na to, iż nie pozwalała, by jakakolwiek wieść się przedostała do tego świata, w którym mogłaby ją spotkać dezaprobata.Informacje pozostawały więc wciąż za ową błoną i tworzyły tam substancję złożoną, która wszechświaty niemowlęce generowała. A choć każdy z nich jawił się jako cząstka mała, zawierał tyle treści, ile mogłoby się w ogromie jedynie zmieścić. Każdy z nich też treścią emanował. Natomiast treści przybierać zaczęły kształt opowieści.

    s. 33

  7. (…) to, co nazywasz ciałem, nie jest rzeczywiste, bo nierzeczywista jest materia, ona jest przecież tylko falą, co udowodnili już nawet fizycy zajmujący się mechaniką kwantową, dlatego również twoje ciało nie jest tobą, jest tylko hologramem twojej wewnętrznej istoty, która nie może ani umrzeć, ani się narodzić i ta istota zawsze jest związana z wiecznym istnieniem, nie można więc odejść do krainy wiecznego istnienia, gdyż w niej jest się zawsze

    s. 81

  8. Między drzewami, na wznoszącym się brzegu Wannsee, odszukałem samotny grób Heinricha von Kleista. Tam, gdzie niemiecki pisarz wraz z Henriettą Vogel popełnił samobójstwo. A właściwie tam, gdzie zabił Henriettę, a potem siebie. Upamiętniający owe wydarzenia kamień przyciąga gości Literarisches Colloquium. Pielgrzymują więc do niego pisarze uznani, znani i nieznani. Poszedłem zatem i ja, chociaż von Kleist, jako autor, nigdy nie zaznaczył się szczególnie wyraźnie w moich poszukiwaniach. Postrzegałem go raczej jak literackiego bohatera. Stworzony był bowiem jakby ku przestrodze dla kuszonych pychą i wiarą w nieprzeciętność. Histeryczny, egzaltowany, pretensjonalny. Irytujący. Nawet gdy postanowił się zabić, zadbał jeszcze o odpowiednią scenografię i o towarzystwo. No, bo to przecież on nakłonił Henriettę Vogel do samobójstwa, a nie ona jego. I nie była to śmierć dwojga kochanków, pragnących ostatecznie przypieczętować swoją miłość. Była to śmierć chorej na raka kobiety, towarzysząca śmierci pisarza, który utracił wiarę w sens życia po lekturze dzieł Kanta. Kant uświadomił bowiem Kleistowi, że za życia nie można zgromadzić wartości, dających się przenieść w zaświaty. Ta nad-interpretacja, czy raczej błędna interpretacja filozofii Kanta, stała się więc powodem śmierci Kleista.

    s. 9

  9. W styczniu 1942 roku w Wannsee odbyła się konferencja, podczas której ustalono, jak powinno przebiegać „Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Inicjatorem i przewodniczącym tej konferencji był Reinhard Heydrich. To jemu podlegały wszystkie instytucje nazistowskiej represji – od gestapo począwszy. Ten Heydrich znany był ze swojej zoologicznej nienawiści do Żydów. Kiedy popił, strzelał z pistoletu do swojego odbicia w lustrze, krzycząc: „Paskudny Żyd!”. A wszystko to z powodu drugiego męża swojej babki. Nie był on właściwie dziadkiem Heydricha, ale odgrywał tę rolę w rodzinie. No i był Żydem. Dlatego w dzieciństwie Heydrich nie raz został za żydostwo pobity przez swoich kolegów na podwórku. I nawet w szczytowym okresie swojej kariery uchodził za „spokrewnionego z żydowską rasą” – jak ujmowała to nazistowska nomenklatura. Nie mógł więc swojej babce wybaczyć tego drugiego małżeństwa. Nie mógł pewnie również wybaczyć sobie. Tego, że kiedyś przytulał się do swojego dziadka nie-dziadka. On – szef RSHA, który chciał wymordować wszystkich Żydów i chciał żeby wszyscy widzieli w nim super-nordyka i nadczłowieka.

    s. 10

  10. Nazwa Pankow została nadana średniowiecznej miejscowości, która rozrosła się wokół stojącego tu do dzisiaj gotyckiego kościoła, wybudowanego przed 1230 rokiem. Kościół ten okazał się jednak dla mnie nie tylko atrakcją historyczną. Przekonałem się o tym podczas pobytu Józefa Skrzeka, którego gościłem u siebie po jego berlińskim występie. Było to z pewnością tworzącym się na bieżąco dalszym ciągiem mojej berlińskiej mitologii. No bo założyciel SBB, którego płyty kupowałem swego czasu właśnie w Berlinie, siedział obok mnie, w moim berlińskim mieszkaniu i spinał swoją obecnością całą tę historię w przypowieść. A po długiej nocnej rozmowie, przy późnym śniadaniu zapytał: – Czy jest tu w pobliżu jakiś dzwon? Najpierw nie bardzo wiedziałem, o co mu właściwie chodzi. Dzwon? – pomyślałem. Okazało się jednak, że miał na myśli kościół. – Kościół jest, ale ewangelicki – powiedziałem. – Ja przecież nie jestem szowinistą – zaśmiał się. – A dzisiaj niedziela, dlatego chciałbym zajrzeć pod jakiś dzwon. Poszliśmy więc do tego kościoła – małego, ascetycznego, surowego wręcz i tak innego od katolickich. W środku było jedynie kilka osób, pastorem zaś okazała się kobieta, która wygłaszała właśnie kazanie. To co mówiła odbijało się echem od ścian i sklepienia, i trudno było zrozumieć jej berliński zaśpiew. Ale po pewnym czasie zaczęły docierać do mnie poszczególne słowa, które starałem się poskładać w zdania. Tym bardziej gdy usłyszałem: „Johann Sebastian Bach” wypowiedziane bezpośrednio obok słowa: „Gott”. Po chwili rozumiałem już, że pastor mówiła o kontaktowaniu się z Bogiem poprzez muzykę. Skrzek spojrzał na mnie, ja na niego i pomyślałem, że chyba nie wypada nazywać tego przypadkiem.

    s. 54

  11. W chwili całkowitej kompromitacji modelu socjalistycznego, zachodni wzorzec pracy stał się jedynym. Tym samym pozbawiony był jakiejkolwiek konkurencji. Zaczęto więc eliminować z niego to, co sprawiało, iż wcześniej miał on w miarę sympatyczny charakter. Dlatego na Wschodzie i Zachodzie wszyscy dowiedzieli się dość szybko czym jest mobilność, dyspozycyjność i konieczność dopasowania się do grupy, występującej już jednak jako „team”. I mało kto zauważył, że określenia te w rzeczywistości oznaczają współczesne niewolnictwo i że właśnie dzięki nim możliwe jest podtrzymywanie przy życiu społecznej masy, w coraz większym stopniu odmawiającej jednostce prawa do zachowania indywidualnego charakteru.

    s. 131

  12. Co jednak sprawia, że tak wielu z nas ulega manipulacji, wskutek której codzienność nasiąka atmosferą nieprzerwanego wyścigu? Co sprawia, że tak niewielu się temu sprzeciwia? Psychologia odpowiada: kultura ojcowska. To ona zaszczepiła nam poczucie konieczności posiadania pracy. Ostatecznie pozwoliliśmy więc wpoić sobie zasadę o upodmiotowieniu życia jedynie poprzez pracę, której istotą stał się dochód, a nie jakiś abstrakcyjny sens, czy samorealizacja.

    s. 132