Okładka książki: Siekierezada albo zima leśnych ludzi

Okładka książki

C&T

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa C&T. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Siekierezada albo zima leśnych ludzi

Edward Stachura

Cytaty

  1. Wywijałem siekierą i nie myślałem o niczym.

  2. Przypomniało mi się to w samą nieporę.

  3. Wszystko mnie boli, gdzie byś mnie nie dotknął, to mnie boli. Gdzie byś nie strzelił, to trafisz we mnie.

  4. Teraz mało jest takich z dużymi cyckami – zauważył fenomenalnie młody Batiuk. – Teraz dziewczyny to pineski mają, a nie cycki. Chłopaki nie mają za co złapać – powiedział Selpka, stary lubieżnik.

  5. Wszystko, co mam, jest w niej zakochane.

  6. Przestałem się tym przejmować, zaprzestałem, zaniechałem myślenia nad tysiącliczebnymi możliwościami nagłej i niespodziewanej mojej śmierci. Wyzbyłem się tych spekulacji. To jest ziemia jałowa. Piątej, szóstej klasy grunt. To jest sam piach, gdzie nic nie urośnie, albo prawie nic. To jest Pustynia Błędowska takie myślenie. Nie prowadzi do niczego ten rozważań nurt. Do niczego dobrego.

  7. (...) z biegiem lat coraz bardziej nie wierzę we własną śmierć, zupełnie nie widzę siebie jako umarłego. Trochę inaczej mówiąc: zupełnie nie widzę tego świata beze mnie.

  8. – Z kobitami to ja tu wolę nie zaczynać. Żeby mnie jakiś narzeczony nie przetrącił – powiedziałem. Bo co miałem Selpce czy komukolwiek na świecie tłumaczyć, że moje oczy widzą już tylko jedną kobietę i jej, tylko jej, chcę być u nogi wiernym psem.

  9. Śmierć ani na moment mnie nie opuszcza, na głowie wiecznie mi siedzi, na czole mam ją wypisaną, przy nodze mojej zawsze wiernie jest.

  10. (...) mętlik zupełny, paranoja, schizofrenia i co kto chce.

  11. Nie jest chyba ciężko umierać, kiedy się nie umiera samemu.

  12. I tak sobie kombinowałem, jakby mogło być, gdyby mogło być.

  13. Babka klozetowa, pisuardessa, jak mówią zgrywusy.

  14. Ach, nikt nigdy nie będzie wiedział, jakim ciężkim cudem zlepia się potłuczony na drobniutkie części mózg. — Co robisz? — Kleję mózg.

  15. Nie będziem my wydawać pieniędzy na jakieś majonezy.

  16. Pół chłop, pół robotnik i trzy czwarte nygusa-bumelanta. Absolutnie zdeklasowana jednostka.

  17. Minęło kilka dni, jak piszą powieściopisarze. I tak to jednym zdaniem załatwiają się z kilkoma dniami, których to dni, jakiekolwiek by one były, bezbarwne, puste, bezmiłosne, jeśli to jest w ogóle możliwe, nie można załatwiać jednym zdaniem, jednym pociągnięciem, drobnym ruchem ręki, lekkim wdzięcznym gestem, jakby łapiąc wpół kota z podłogi i sadzając go sobie na kolana. Ja, czyż inaczej czynię? Ale mnie przynajmniej śmieszy takie zdanie: minęło kilka dni. Nie mówiąc o tym, że boli mnie to, ubliża mi straszliwie. Bo to tak wygląda, że, oto minęło kilka dni. Jakby nigdy nic. Jakby batem strzelił. Jakby pestkę wypluł. A ja przez te kilka dni, ech, Gałązko Jabłoni i wy, straszliwe manowce, ja przez te kilka dni ileż razy konałem, umierałem i zmartwychwstawałem, ileż roboty zrobiłem na zrębie, ileż potu ze mnie wyciekło, ileż tysięcy myśli przeszło przez moją głowę smugą światła jasną łagodną lub straszliwą nawałniczą ciemną smugą cienia, pętając mi czoło czarnosiną wstążką lub wprost dziurawiąc, lub trepanując mi klekoczącą czaszkę, ileż razy, mówię, przez te kilka dni umierałem i zmartwychwstawałem, i znowu padałem na pysk, i z-padłych-na-pysk wstawałem, i ulatywałem w dziedziny błękitu, i znów zapadałem w dół głębokości, tonąłem w toni, to znów stałem pięknie na grzbiecie fali jak piana, jak zwycięski śmiech, i znowu w dół, i w górę, i tak dalej, i tak dalej. Minęło kilka dni. I piszę to zdanie, nie lekkim ruchem ręki, drobnym miłym gestem, jakby się łapało wpół kota z podłogi i sadzało go sobie na kolana. Piszę to zdanie, „minęło kilka dni”, z bólem wielkim, z rozpaczą, bo nie mam sił, żeby te kilka dni, dokładnie, pięknie i straszliwie, tak jak są tego godne, opisać. Nie ma po prostu sił ten, który to tutaj wyznaje.

  18. Musiałem zostawić jego los i towarzyszyć mojemu.

  19. Błyskawicznie wyrwijcie mnie, cudne manowce, z każdego koła i wprowadźcie, proszę, wyprowadźcie mnie już, błagam, do niej, do Gałązki Jabłoni mojej, do jej zaklętego kręgu i stamtąd już nigdy mnie nie—ruszajcie, bo zasłużyłem, żeby tam być przy niej, ja tylko wiem i wy tylko wiecie, straszliwe manowce, jak bardzo, jak niewypowiedzianie zasłużyłem na to, żeby być przy niej. I ona tylko wie. Czy ona wie? Ona wie. A jeśli nie wie? Ona wie. A jeśli jednak nie wie? Kiedyś będzie wiedziała.

  20. Jak ja bym ją uderzył, to ja bym sobie potem rękę uciął. A jeszcze potem bym poszedł na tory.

  21. Było jakoś tak niesamowicie uroczyście. Fantastycznie solennie. Chwila, chwila i miejsce, chwila, miejsce i czas były na złożenie jakiegoś przyrzeczenia. Co też uczyniłem. Przyrzekłem sobie, ja, Janek Pradera, włóczęga i były student, trzy lata archeologii słowiańskiej, uczestnik wielu bójek ulicznych, wielokrotnie ranny, ścigany ongiś niesłusznie, jak się później okazało, przez władzę ludową, ścigany ciągle i niesłusznie, jak się na pewno kiedyś okaże, przez mgłę, ten dym ten dym, tę mgłę tę mgłę, człowiek zwinny jak guma, twardy jak stal i kruchy, kruchutki, kruchuteńki jak szkło; przyrzekłem sobie ja, że nie dam się pognębić, że nie dam pognębić siebie takiego, jaki jestem: zakochany, niewymownie, niewypowiedzianie przepięknie w tobie zakochany, dziewczynko najmilsza, Gałązko Jabłoni życia mojego mglistego.

  22. Paliłem papierosa ostrożnie, w zwiniętej trąbce dłoni, żeby nie przypalić komuś nogawki spodni czy zwanej poły płaszcza. Słuchałem głosów, co ponad głową.

  23. Na niego tak chuchnąć, żeby ożył; na innych, co zginęli młodo i głupio; na innych, co zginęli nie tak młodo; na innych jeszcze, co zginęli staro, ale nie chcieli ginąć, nie mieli dość, nie sprzykrzyło im się życie, nie znudziły im się pory roku, nie przejadło powietrze. Na nich wszystkich, mówię, tak chuchnąć, żeby ożyli. Ale cóż! Ciało nasze niestety nielotne, a oddech niebieski.

  24. Niech przeklęty będzie zegar, w którym czas nie może być cofniony.

  25. (...) miałem już parę razy to straszliwe przygnębiające przenajsmutne uczucie, że powinienem w danej chwili w innym miejscu być, niż w tym, w którym w danej chwili byłem.

  26. Ładne włosy – powiedział fryzjer. – Kręcone. I pociągnął mnie mocno za kosmyk, aż zabolało mnie. Ale nic nie powiedziałem, bo może to miała być oznaka sympatii do mnie, kto to może wiedzieć. Różne są sposoby okazywania komuś sympatii. Świat jest bogaty we formy, a i w treść niebiedny.

  27. Miałem kiedyś, idąc ogolić się do fryzjerskiego salonu, dzikiego stracha, że trafię na fryzjera, który poderżnie mi gardło.

  28. O tobie też, suka twoja mać, nie zapomniałem, choć czwarty rok już minął, jak mi wykręciłeś ten paskudny numer, jak mi założyłeś pętlę i tyle cię widziałem. Zniknąłeś po tym jak kamfora, ale ja cię odszukam. Zdobyłem parę twoich danych osobistych i w końcu cię dopadnę. Czas pracuje dla mnie jak maszyneria ruletki pracuje dla bankiera. O, słodki to będzie dzień. Serce mi bije na myśl o tym.

  29. I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi.

  30. — Gdzie on może być? — Tego to nie wiem — rzekł fryzjer. — Może się powiesił — rzekł gość i poszedł.

  31. Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej.

To już wszystkie cytaty.

31 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne