Cytaty o internecie
46 cytatów · 24 autorzy
Cytaty
Komunikacja ulega uproszczeniu. Już nie piszemy listów. Nawet maile zastępujemy linkami do słów, które napisał ktoś inny.
Komputerowe sieci udostępniają ogrom danych. Ich wielkość dawno przekroczyła megabajty, gigabajty czy terabajty. Tylko ile z tego jest zdroworozsądkową informacją? Dane jako takie nie są informacją, tak jak pięćdziesiąt ton cementu nie jest drapaczem chmur.
Podobnie w trosce o zdrowie psychiczne osób pracujących z komputerami można by wymagać, aby co rano przed zalogowaniem się do sieci mówili dzień dobry pięciu prawdziwym ludziom.
Ponieważ zwracam się głównie do tych, którzy czują mistyczne zauroczenie Internetem, więc powtórzę: Marzyciele, strzeżcie się. Życie w prawdziwym świecie jest o wiele ciekawsze, ważniejsze i bogatsze niż wszystko, co możecie zobaczyć na monitorze.
To nierealny wszechświat, organizm utkany z nicości. Gdy Internet uwodzicielsko mruga ikoną wiedzy jako potęgi, nierealna rzeczywistość wabi nas, byśmy porzucili przyziemne życie. Kiepska to jednak namiastka, owa rzeczywistość wirtualna, gdzie panoszy się frustracja i gdzie – w imię świętości, takich jak Edukacja i Postęp – najważniejsze strony związków międzyludzkich bezustannie się dewaluują.
Sądzimy, że informacja w Internecie jest darmowa. Wysłanie listu elektronicznego, wyszukiwanie informacji czy przesyłanie plików nic nie kosztuje.
Bzdura. Informacja nie jest darmowa. I nigdy nie była. Ktoś musiał zapłacić za gazetę leżącą pod moimi drzwiami. I nie chodzi tylko o koszt papieru – dziennikarze, redaktorzy i drukarze też nie pracują za darmo.
Informacja w Internecie także nie jest darmowa. Ktoś musiał zapłacić za zielony kabel ethernetowy biegnący wzdłuż ściany, za szybkie routery kierujące ruchem pakietów, za światłowodowe łącza i gigabajtowe twarde dyski.
Wybiegając naprzód, powiem, że właśnie tego dotyczą moje najpoważniejsze obiekcje w stosunku do sieci komputerowych. Izolują one ludzi od siebie i umniejszają wagę prawdziwych przeżyć. Szerzą wtórny analfabetyzm i zabijają kreatywność.
Adres [e-mail] musi być napisany ze stuprocentową dokładnością – nie ma mowy o żadnych błędach. Zakrawa na ironię, że dotyczy to Internetu, który wykazuje totalne lekceważenie zasad poprawnej pisowni.
Niektórzy ludzie nie mający dostępu do sieci uważają, że są odcięci od jakiegoś niezwykle ważnego aspektu współczesności. Jednakże tylko pod pewnym względem życie codzienne wymaga komputerów albo dostępu do sieci cyfrowych. Nie mają one żadnego znaczenia dla gotowania, prowadzenia samochodu, przyjmowania gości, rozmawiania, jedzenia, spacerów, tańców i plotkowania. Aby upiec chleb, zagrać w piłkę nożną, uszyć narzutę, zbudować płot, wyrecytować wiersz lub zmówić pacierz, komputer nie jest potrzebny.
Z drugiej strony mam przyjaciół, którzy spędzają w sieci dziesięć, dwanaście godzin dziennie. Odpowiadanie na elektroniczne listy, przesyłanie plików, bawienie się grami, czytanie wiadomości sieciowych czy po prostu wędrowanie po Internecie pochłania im znaczną część życia. Czują się dotknięci, jeśli im się powie, że tracą coś niezwykle istotnego – bogactwo życia.
W odpowiedzi owi nałogowcy tłumaczą, jak ważne są sieci, elektroniczna łączność i domowe komputery. Dla nich Internet jest zarówno narzędziem, jak i społecznością – czymś, co jest niezbędne w pracy i w domu.
Za grosz im nie wierzę.
W San Francisco i Chicago powstają kluby nocne z terminalami komputerowymi. Można przyjść, usiąść przy stole i zacząć internetowe pogaduszki, poczytać listy dyskusyjne albo zagrać w Netrek. Jakiż to smutny i samotny sposób spędzenia wieczoru: wokół pełno ludzi, a my rozmawiamy z nieznajomymi znajdującymi się gdzieś daleko.
(…) sieć komputerowa jest istotnie pewnego rodzaju wspólnotą.
Jakże jednak ubogą! Pozbawioną kościoła, kawiarni, galerii, teatru i piwiarni. Z mnóstwem kontaktów między ludźmi, lecz bez krzty człowieczeństwa. Z cyberseksem, cyberdziwkami, cyberświntuszeniem, ale bez prawdziwego, namiętnego kochania się na sianie.
No i bez śpiewu ptaków.
Nawet jeśli zignorujemy najbardziej ewidentne braki – dziecięcy śmiech, dżem śliwkowy, zielony samochód sportowy mojej siostry Rosalie – pozostają inne niedostatki tej namiastki lokalnej społeczności. Jakie? Brak poczucia trwałości i przynależności, przywiązania do miejsca i ciepła, jakie daje lokalna historia. Nie ma w niej tego, co jest esencją życia w sąsiedzkiej wspólnocie: przyjacielskich spotkań i poczucia, że się do niej należy.
Och tak, słyszę, co mówicie: Przecież to społeczność metaforyczna. Tylko że wszystko, co się dzieje w sieci jest metaforą: rozmowami bez mówienia, uśmiechaniem się bez poruszania ustami i obejmowaniem bez dotykania.
Spryciarze wśród dzisiejszych muzyków umieszczają nowe kompozycje w sieci, jak pasztet do ostygnięcia na parapecie, i czekają, aż jacyś anonimowi muzycy dokonają przeróbek. (…) Proces twórczy nie dokonuje się już w głowie jednostki, jeśli kiedykolwiek tak było. Dzisiaj wszystko jest do pewnego stopnia odbiciem czegoś innego.




