Okładka książki: Porwanie Baltazara Gąbki

Okładka książki

Wydawnictwo Literackie

Prawa autorskie do okładki należą do wydawnictwa Wydawnictwo Literackie. Okładka jest wyświetlana w celach informacyjnych, w ramach promocji książki.

Okładka książki

Porwanie Baltazara Gąbki

Stanisław Pagaczewski

Cytaty

  1. – Proszę, oto dwie puszki landrynek.

    – Ile płacę?

    – Dwadzieścia zieleńców i trzydzieści pięć błotniaków.

  2. (…) po kilku krokach zauważył wbity w ziemię patyk, do którego przyczepiona była jakaś kartka. Zbliżywszy się, odczytał znajdującą się na niej informację:

    Między dwunastą a drugą po południu nie budzić, bo śpię.

    Nieco dalej znajdowała się druga tabliczka:

    Nudziarzom, krzykaczom i poborcom podatkowym wstęp surowo wzbroniony. (…)

    Na trzeciej tablicy nasi podróżni przeczytali następujący tekst, wypisany drukowanymi literami:

    PRZYPADKOWY PRZECHODNIU! JEŻELI MYŚLISZ, ŻE POCZĘSTUJĘ CIĘ WINEM – JESTEŚ W GRUBYM BŁĘDZIE. I DLA GOŚCI, I DLA SIEBIE MAM WYŁĄCZNIE MLEKO. MOŻE BYĆ KWAŚNE.

  3. – Zestarzałem się trochę – rzekł Smok ze smutkiem w głosie. – To straszne, ale najlepiej czuję się w pantoflach i szlafroku.

    Krak zamachał rękami, jakby się opędzał przed rojem pszczół.

    – Nie mów tak – zawołał. – Jesteś nieśmiertelny, więc nie ma mowy o starzeniu się!

    – Zrobiłem się także smakoszem – powiedział Smok – i bardzo sobie cenię regularne posiłki.

    – Przydzielę ci kucharza, który będzie dbał o twój żołądek.

    – Ponadto obawiam się, że w krainie Deszczowców mógłbym się nabawić kataru – ciągnął Smok, zdając sobie jednak sprawę z tego, że jest to argument niepoważny.

    – Mój drogi. Cóż znaczy katar w porównaniu z zasługą wobec historii? Będziesz bohaterem narodowym.

    – Kichający bohater to niezbyt ładny widok – uśmiechnął się Smok.

    – Bohaterom wybacza się wiele wad gorszych od chronicznego kataru. Jestem gotów przydzielić ci mego nadwornego medyka, który będzie dbał o twój organ powonienia.

  4. Smok dodał gazu. Samochód pomknął ze wzrastającą szybkością. Żaden z jego pasażerów nie zauważył małego człowieczka w zielonej pelerynie, który skrył się za pniem jednego z drzew. Człowieczek ten spoglądał przez chwilę na oddalający się samochód, następnie zaś usiadł w rowie i wyjąwszy spod peleryny maleńką krótkofalówkę rozpoczął nadawanie komunikatu:

    „Uwaga, Zenobia. Mówi X-51. Mówi X-51. Ekspedycja wyruszyła samochodem ze znakiem rejestracyjnym GK 24568. Trzech pasażerów. Przy kierownicy Smok. Co robić? Przechodzę na odbiór”.

  5. Wojna jest strasznym nieszczęściem zarówno dla napadniętego, jak i napadającego.

  6. Po chwili nowy podróżny znalazł się w izbie jadalnej.

    – Szlachetni panowie – powiedział kłaniając się na wszystkie strony. Pozwólcie, że się przedstawię. Jestem wędrownym astrologiem, rodem z dalekiej Espanioli i nazywam się Don Pedro de Pommidore. Przez dwa „em”!

    – Bardzo nam miło – rzekł Smok w imieniu zebranych. – Prosimy na mleczko. Przez jedno „em”!

  7. Smok poczuł, iż łapa poczyna go swędzić. Opanował się jednak (…).

  8. Od niepamiętnych czasów istnieje tu niski budynek, zbudowany z granitu i pokryty gontem. Mieści się w nim oberża „Pod Wesołym Karakonem”. Nazwę tę wymyślił zapewne jakiś podróżny, chcąc wprowadzić nieco wesołości do krajobrazu raczej smutnego, a nawet ponurego.

    W otoczeniu oberży nie rośnie bowiem ani jedno drzewo, trawa zaś znajduje się jedynie w ogródku, pielęgnowanym przez oberżystę. Wokoło sterczą nagie skały, a w ich załomach bielą się płaty śniegu i lodu.

  9. – Szukam profesora Gąbki i jego towarzysza.

    – Jakim prawem?

    – Ludzkim prawem – rzekł Smok. – Są w niebezpieczeństwie i należy się im pomoc.

    – Nic im nie grozi – zaśmiał się Wir-Siąpawiica. – Są tak dobrze zabezpieczeni, że włos z głowy spaść im nie może, chyba razem z głową, ha, ha!

  10. Zbliża się godzina 4.35. Spojrzenia obecnych kierują się ku wejściu do Smoczej Jamy. Za chwilę ukaże się w nim Smok Wawelski w towarzystwie księcia Kraka oraz dwóch towarzyszy podróży: nadwornego medyka Jego Książęcej Mości, imć pana Tomasza Koyota, oraz nadwornego Kuchmistrza, imć pana Bartłomieja Bartoliniego, rodem z Włoch, posiadacza wielu orderów i odznaczeń kulinarnych.

  11. Porządni ludzie nie spacerują po nocy, tylko śpią.

  12. Przykładam dużą wagę do estetycznego wychowania swych ludzi. Nic tak nie uszlachetnia jak kontakt z piękną przyrodą. Tego samego zdania jest sławny angielski filozof John Ruskin.

  13. Żeby was pokręciło – pomyślał profesor i ze złością wyłączył radio. – Żeby was pokręciło.

    W tej samej chwili przypomniał sobie, że w owym kraju dolegliwości reumatyczne uważane są za oznakę świetnego zdrowia, toteż zmienił swe życzenie i westchnął:

    – Żeby was wysuszyło. Żebyście się opalili na brązowo.

  14. – Psiogłowcy żyją w jaskiniach skalnych – wyjaśniał Smok towarzyszom. – Nie budują domów ani tym bardziej miast. To bardzo prymitywne plemię. Żywią się trawą, grzybami i korą z drzew. Nie posiadają literatury ani malarstwa. Technika znajduje się u nich w opłakanym stanie. Jedyne urządzenie techniczne, jakie znają – to wóz na dwóch kołach, zaprzężony w niedźwiedzia lub osła. Odznaczają się jednak zamiłowaniem do rozmyślania na tematy nie związane z życiem praktycznym.

    – Czy oni naprawdę mają psie głowy? – zapytał mistrz Bartolini głosem zdradzającym lekki niepokój.

    Smok pokiwał głową.

    – Oczywiście. Ale to nic groźnego, można się przyzwyczaić.

  15. Wstydziłbyś się rozmawiać z osłem (…).

  16. Weszło więc w zwyczaj, że podróżni udający się w, tej strony zaopatrywali się w broń przeciwko rozbójnikom. Ulubionym jej rodzajem był proszek do kichania. Napadnięci obsypywali nim zbójców, którzy natychmiast zaczynali kichać i ciskali na ziemię swe maczugi, aby wydobyć z kieszeni chusteczki do nosa. Na tę chwilę czekały właśnie biedne ofiary napaści i zmykały ile sił w nogach.

  17. Wszystko dobre, co mokre (…).

  18. W krótkim czasie podróżni znaleźli się nad brzegiem rzeki.

    Stała tu tablica opatrzona następującym napisem:

    „Drogi Przyjacielu. Oto dotarłeś do granicy mego księstwa i wkrótce przekroczysz ją, aby wejść na terytorium Krainy Psiogłowców. Jeśli w mym kraju spotkała cię jakaś przykrość – to wybacz nam – i przyjedź raz jeszcze, abyśmy mogli naprawić nasze błędy. Szczęśliwej podróży”.

    Pod tym grzecznym tekstem widniał podpis księcia Kraka oraz wizerunek jego Wielkoksiążęcej Pieczęci.

  19. Królowie Słonecji pragnęli uszczęśliwiać swój naród, nie pytając go wcale o zgodę. Nie ma nic gorszego nad uszczęśliwianie ludzi wbrew ich woli…

  20. Na wysokiej i stromej skale, tuż pod jej szczytem, jakiś człowiek rozpaczliwie wymachiwał rękami. Nastawiwszy dobrze szkła lornetki, Smok stwierdził, że wisi on nad przepaścią, zaczepiony ubraniem o konar drzewa. (…)

    – Już nic panu nie grozi – zawołał Smok. – Może pan spadać spokojnie.

    – Łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać – krzyknął wisielec. – Nie mogę się odczepić.

    – Widocznie jeszcze nie dojrzał – rzekł starszy z Psiogłowców.

    – Jeszcze dwa, trzy dni takiej słonecznej pogody, a dojrzeje – odparł na to młodszy.

    – Mógłbym ci przyznać rację – rzekł znów starszy Psiogłowiec – gdyby chodziło o jabłko albo nawet o gruszkę. Ale to jest, zdaje się, człowiek. (…) ludzie dojrzewają znacznie wolniej niż owoce.

  21. Gdyby takich zbójców na świecie przybyło,

    Wtedy by się wszystkim bardzo miło żyło,

    A książęca milicja zamiast im psuć szyki,

    Mogłaby dzieci bawić i pisać wierszyki.

  22. (…) jestem Smokiem Przepadającym za Gęsiną.

  23. Nie kłóćcie się, moi drodzy. To źle wpływa na apetyt.

  24. Jesteśmy w górach, a górskie powietrze sprzyja dobremu apetytowi, istnieje mądre dzieło na ten temat, napisane przez magistra Janka z Zabierzowa. Stara to wprawdzie książka, ma już ponad sto lat, ale niezwykle mądra.

  25. – Dobranoc – mruknęło coś od strony łóżka Bartoliniego.

    – Dobranoc – wyziewnął z siebie doktor Koyot, obrócił się na prawy bok i chrapnął.

  26. Każdy astrolog jest trochę dziwakiem.

  27. – Co za kraj – szepnął do siebie. – Ani kropli deszczu od piętnastu godzin!

    Stwierdziwszy, że nikt go nie widzi, wyjął z kieszeni płaszcza gumowy woreczek napełniony wodą i polał sobie głowę wraz z ramionami.

    – No, już mi trochę lepiej – pomyślał. – A teraz w drogę!

  28. Wiesz dobrze, że od czasu ostatniej wyprawy do Kraju Smutnego Kaktusa postanowiłem zerwać z podróżami i poświęcić się dokonywaniu wynalazków. Jestem właśnie na najlepszej drodze do skonstruowania zdalnie sterowanej i niezwykle ekonomicznej polewaczki.

  29. (…) słyszałem, że Deszczowcy większą część życia spędzają w basenach wypełnionych deszczówką.

  30. Dowódca bandy otarł łzą z oka.

    – Wiem, że wyglądamy okropnie – powiedział ze smutkiem – ale weź pod uwagę, że jesteśmy kawalerami i nie mamy nikogo, kto by mógł dbać o nasz wygląd. Najwięcej kłopotów przysparzają nam pourywane guziki. Cerowanie skarpetek to także problem dużej wagi, nie mówiąc już a prasowaniu koszul. Jesteśmy pionierami nowego typu zbójnika, musimy więc ponosić pewne konsekwencje. Podróżny, napotkany przez nas na drodze, nie może odjechać z pustymi rękoma. Obdarowujemy każdego, czy chce, czy nie chce. Chodzi nam o reklamę. W ten sposób, prędzej czy później, książę Krak dowie się o naszej działalności i być może, przydzieli nam jakąś skromną subwencję ze skarbu państwa. Przeznaczę ją w pierwszym rzędzie na zakup większej ilości guzików i agrafek.

  31. Bardzo, bardzo dawno temu Smok Wawelski był dość dziki. Wtedy pożerał ludziom krowy, owce, barany, a nawet kury i kaczki. Szkody czynił wielkie, więc pewien szewc imieniem Skuba postanowił go zgładzić. W tym celu podrzucił mu barana nadzianego jakimiś paskudnymi przysmakami w postaci smoły, siarki, pieprzu, papryki i tłuczonego szkła. Smok barana zjadł i strasznie się po tym przechorował. Takie miał pragnienie, że wypił wodę z Wisły i okolicznych stawów. Jego ryki było słychać aż do Puszczy Niepołomickiej, która daleko za grodem Kraka leży. Ale wyzdrowiał i odtąd nie bierze do pyska ani kawałka mięsa. Zmienił się tak, że ludzie go polubili. Z biegiem lat począł się ubierać na wzór ludzki, a także bardzo szybko nauczył się ludzkiej mowy.

  32. Gdybyśmy mieli oceniać ludzi na podstawie ich ulubionych potraw, musielibyśmy twierdzić, że nasz książę jest narodowości węgierskiej, ponieważ przepada za gulaszem z papryką.

  33. Cisza panowała tak wielka, że Smok słyszał uderzenia własnego serca. Pomyślał więc sobie:

    – Oto czas na pisanie wierszy.

  34. Książę usiadł więc na stole i zaraz począł machać nogami jak mały chłopiec. W mieszkaniu Smoka czuł się młodszy o trzydzieści lat i chętnie zapominał o swej książęcej godności. Żeby już nic nie brakowało mu do szczęścia, wyjął z kieszeni dwa lizaki. Jednym poczęstował Smoka, drugi włożył sobie do ust z wyrazem niewysłowionej błogości.

  35. Najchętniej napiłbym się gorącego mleka. To bardzo zdrowe i pożywne.

  36. Głupcy są często bardzo niebezpieczni (…).

  37. O ile mi wiadomo, Deszczowcy uważają siebie za normalnych, a nas traktują jak gorszy gatunek ludzi.

  38. Przyszedł do mnie czcigodny Hipolit Gąbka, właściciel znanej ci gospody „Pod Trzema Gwiżdżącymi Kotami” przy ulicy Poczciwych Flisaków, brat słynnego uczonego, Baltazara Gąbki, autora wielu rozpraw z dziedziny biologii, a zwłaszcza cennej pracy o zakończeniach nerwowych w pysku ślimaka winniczka. (…). Pięć lat temu wybrał się do Krainy Deszczowców, aby zebrać nowe obserwacje do pracy na temat rozwoju poczucia wspólnoty u żab latających Rhacophorus reinwardti Boże. Kraina Deszczowców ma odpowiednie warunki naturalne do studiowania tego zagadnienia. Żab jest tam znacznie więcej niż ludzi.

  39. – Dobranoc, mój drogi – odparł Baltazar. – Pamiętaj, że przed powzięciem jakiejkolwiek ważnej decyzji należy się przespać.

    Świat byłby znacznie szczęśliwszy, gdyby różni władcy kierowali się tą zasadą.

  40. Na progu Jamy stanął książę Krak.

    – Halo, stary – powiedział do Smoka. – Pracujesz?

    – A która godzina? – zapytał Smok.

    Krak spojrzał na zegarek marki „błonie”, w którego bransoletę wetknięta była pąsowa róża.

    – … Tam na błoniu błyszczy kwiecie… – zanucił książę, zgodnie ze swym zamiłowaniem do ludowych piosenek, i poważniejąc odparł:

    – Jedenasta trzydzieści dwie. Jedenasta trzydzieści dwie. Jede…

    – Dziękuję – powiedział Smok. – To znaczy, że pracuję. Mój rozkład zajęć przewiduje pracę od ósmej rano do dwunastej w południe.

  41. Kto pije piwo, ten chodzi krzywo (…).

  42. Książę Krak zdjął koronę i z rozpaczy wydarł sobie garść włosów.

  43. Dwa duże owczarki – Zagryź i Uduś – leżały obok nich na trawie (…).

  44. Jakiś grubas wlazł do beczki z wodą i wystawiwszy z niej samą głowę recytował wiersz narodowego poety, pana Izydora Wodoleja, pt. „Ulewa”. Utwór ten zaczynał się od słów znanych już każdemu dziecku chodzącemu do przedszkola:

    Chlup, chlup, chlup, Od kołyski aż po grób…

    Wtedy profesor Gąbka przypomniał sobie fragment pięknego wiersza pióra Smoka Wawelskiego:

    Idę pomalować swe serce słoneczną pozłotą.

  45. Figa z twoich pomysłów, o ty, Najsuchszy z panujących!

  46. – Co was jednak skłania do owej filantropijnej działalności?

    – Czysta fantazja – odparł Starszy Zbójca. – Jeżeli dzisiejszym poetom wolno pisać wiersze bez rymu i rytmu, to dlaczego zbójca nie miałby obdarowywać napadniętego? Jesteśmy po prostu antyzbójami, to cała tajemnica.

To już wszystkie cytaty.

46 cytatów w kolekcji · wróć tu, gdy dodamy kolejne