Na wysokiej i stromej skale, tuż pod jej szczytem, jakiś człowiek rozpaczliwie wymachiwał rękami. Nastawiwszy… — Stanisław Pagaczewski
Na wysokiej i stromej skale, tuż pod jej szczytem, jakiś człowiek rozpaczliwie wymachiwał rękami. Nastawiwszy dobrze szkła lornetki, Smok stwierdził, że wisi on nad przepaścią, zaczepiony ubraniem o konar drzewa. (…)
– Już nic panu nie grozi – zawołał Smok. – Może pan spadać spokojnie.
– Łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać – krzyknął wisielec. – Nie mogę się odczepić.
– Widocznie jeszcze nie dojrzał – rzekł starszy z Psiogłowców.
– Jeszcze dwa, trzy dni takiej słonecznej pogody, a dojrzeje – odparł na to młodszy.
– Mógłbym ci przyznać rację – rzekł znów starszy Psiogłowiec – gdyby chodziło o jabłko albo nawet o gruszkę. Ale to jest, zdaje się, człowiek. (…) ludzie dojrzewają znacznie wolniej niż owoce.
Źródło: Wikicytaty · CC BY-SA 4.0
Więcej z tej książki
– Proszę, oto dwie puszki landrynek.
– Ile płacę?
– Dwadzieścia zieleńców i trzydzieści pięć błotniaków.
(…) po kilku krokach zauważył wbity w ziemię patyk, do którego przyczepiona była jakaś kartka. Zbliżywszy się, odczytał znajdującą się na niej informację:
Między dwunastą a drugą po południu nie budzić, bo śpię.
Nieco dalej znajdowała się druga tabliczka:
Nudziarzom, krzykaczom i poborcom podatkowym wstęp surowo wzbroniony. (…)
Na trzeciej tablicy nasi podróżni przeczytali następujący tekst, wypisany drukowanymi literami:
PRZYPADKOWY PRZECHODNIU! JEŻELI MYŚLISZ, ŻE POCZĘSTUJĘ CIĘ WINEM – JESTEŚ W GRUBYM BŁĘDZIE. I DLA GOŚCI, I DLA SIEBIE MAM WYŁĄCZNIE MLEKO. MOŻE BYĆ KWAŚNE.
– Zestarzałem się trochę – rzekł Smok ze smutkiem w głosie. – To straszne, ale najlepiej czuję się w pantoflach i szlafroku.
Krak zamachał rękami, jakby się opędzał przed rojem pszczół.
– Nie mów tak – zawołał. – Jesteś nieśmiertelny, więc nie ma mowy o starzeniu się!
– Zrobiłem się także smakoszem – powiedział Smok – i bardzo sobie cenię regularne posiłki.
– Przydzielę ci kucharza, który będzie dbał o twój żołądek.
– Ponadto obawiam się, że w krainie Deszczowców mógłbym się nabawić kataru – ciągnął Smok, zdając sobie jednak sprawę z tego, że jest to argument niepoważny.
– Mój drogi. Cóż znaczy katar w porównaniu z zasługą wobec historii? Będziesz bohaterem narodowym.
– Kichający bohater to niezbyt ładny widok – uśmiechnął się Smok.
– Bohaterom wybacza się wiele wad gorszych od chronicznego kataru. Jestem gotów przydzielić ci mego nadwornego medyka, który będzie dbał o twój organ powonienia.

