Zielone CytatyOstatnio dodane
Najnowsze cytaty z książek w kolekcji Zielone Cytaty — fragmenty dodane przez czytelników, każdy z autorem, książką i stroną, z której pochodzi.
Na stu tych, co dostają prawa jazdy, jeden umie prowadzić samochód.
s. 5
– Aha, jeszcze tu trzeba napisać, czy umie po francusku.
– Zdaje się, że nie umie ani słowa. Umie po angielsku i po niemiecku.
– Nie szkodzi. Nie możemy napisać, że nie umie, bo to też robi złe wrażenie. Nie napiszemy „perfekt w mowie i w piśmie”, bo to chyba przesada. Czekaj…
– Znajomość francuskiego średnia – podsunęła Janeczka. – Średnia znaczy przeciętna, większość ludzi nie umie po francusku, więc ojciec mieści się w normie. Znaczy, jest średni.
– Święta prawda. Znajomość francuskiego średnia. No, to mamy z głowy.
s. 25
(…) spowodowałam rewolucję w stoisku ze stanikami, buntując klientki informacją, że tych rzeczy nie kupuje się na oko, bo nie na oku się je nosi (…).
Był gotów na wszystko. Gdybym postawiła warunek, że wymaluje w czerwone kwiatki cały Pałac Kultury od góry do dołu, zapewne bez namysłu popędziłby po stosowną farbę.
Chaber, ich pies, był zwierzęciem najmądrzejszym na świecie. Przez całe dwa i pół roku swego życia, z czego półtora roku spędził przy boku swych państwa, zdążył tysiąckrotnie udowodnić, że nie istnieje na ziemi istota rozumniejsza od niego.
s. 10
– Cóż to ma być? – spytałam Romana prawie z przestrachem. – Co się stało? Czy ten samochód nam się rozlatuje?
– Jeszcze nie – odparł z westchnieniem. – Ale możliwe, że się kiedyś w końcu rozleci. To jest nasza polska autostrada.
– Ależ co mi tu Roman mówi, to nie żadna autostrada, tylko tara do prania!
– Dobrze jaśnie pani zgadła, tak to nawet nazywają, pralka. Nawierzchnia się marszczy w takie drobne nierówności i rozmaite dziury.
– I dlaczego to tak? Specjalnie?
– Czy specjalnie, nie jest pewne, możliwe, że za dawnego ustroju wszystko było robione przeciwko zwyczajnym ludziom, żeby im się w głowach nie poprzewracało, ale zasadnicza przyczyna jest prosta. Zły asfalt.
Koszulki w gołe tyłki, małpy, palmy i pikasy, barwy, od których przez wieki zęby ich bolały i nie wiem, dlaczego im przeszło, powiewające, rozkloszowane spodenki, fontazie, żabociki, falbanki, wory i farfocle wszelkiego autoramentu. Ubrali się w ten chłam dobrowolnie i jak zaczęli wyglądać?
Nie powiem, bo ma to być utwór wytworny, w którym wyrażeń brutalnych należy unikać.
Sprawa znana od wieków. Więcej prawdy usłyszy się od obcej baby w sklepie niż śledczy od uczciwego świadka w sądzie.
Zarazem jednak… wszak owo łączenie się ciał, jest to rzecz tak intymna i osobista, że jakże można ją publicznie pokazywać?! Wszak to jedno, co zostało dla dwojga osób ich własne, uczuciem wiążące, oddzielające ich od reszty świata, bo inaczej cóż im właściwe wyjątkowego zostanie? To jakby podarunek dla ukochanej osoby na drobne strzępy porwać i w tłumie rozrzucić…
Wbrew pozorom i wbrew ogólnej opinii ludźmi, którzy nie wykraczają poza granice prawa, tak znowu strasznie się nie interesujemy. Nie możemy znać całego społeczeństwa i do każdego nazwiska natychmiast dopasować twarz.
Tak się właśnie tyje, mało głodny, a żre z łakomstwa.
Z niewiadomych przyczyn przy każdej rozmowie telefonicznej zawsze plątały się w pobliżu nędzne świstki zamiast przyzwoitej kartki, mimo że przyzwoitych kartek miałam w domu zatrzęsienie.









